Zastanawialem się dlaczego nie obejrzałem dotąd "Katynia" Andrzeja Wajdy.
Do postawienia tego pytania skłoniło mnie ukazanie się "Nila" i konstatacja, iż wybieram się na ten film tak jak wybierałem się na "Katyń". Z jednej strony chcę, uważam, że powinienem, że to ważna historia, że trzeba widzieć to o czym się toczy dyskusja, że trzeba poznawać historię, tak jak ją poznają rodacy. To wszystko do obejrzenia pcha. A z drugiej strony jakiś nienazwany lęk i opór. Gdy na ekrany wchodził "Katyń" czułem go, ale nie potrafiłem zdefiniować. Zrozumiałem dopiero przy "Nilu".
Wiem przecież jak się obie historie kończą, nie wiem co chciał powiedzieć reżyser, bo jego dzieła nie widziałem, ale finał znam. I nie chcę go przeżywać. Nie chcę negatywnych bodźców, nie chcę widzieć jak mój Naród raz po raz przegrywał, jak był niszczony Jego kwiat , nie chcę dzielić męczeństwa, tak jak nie chcę o nim zapomnieć i pamięci się wyrzec.
Są to filmy, które z pewnością w końcu obejrzę, ale zastanawia mnie czemu tworząc naszą potoczną pamięć historyczną nie sięga się do sukcesów i okresów naszej wielkości. I nie chodzi tu o czas sprzed kilku stuleci, ale o ostatnie sto lat. Przecież nikt nie nakręcił filmu o tym co się zdarzyło w Bezdanach (ciekaw jestem ilu osobom ta nazwa cokolwiek mówi), czemu nikt nie nakręcił filmu o bitwie warszawskiej, która przecież dla losów tego kraju, tego narodu i nie oszukujmy się, ale również tego kontynentu i świata była nieporównanie większa niż mord katyński, obrona Westerplatte, czy też losy bohaterów mordowanych przez komunistów? Czemu ze wszystkich powstań narodowych najmniej znanym (aczkolwiek filmowanym) jest zwycięskie Powstanie Wielkopolskie? Czemu chodzimy na "Aviatora", a nie możemy obejrzeć nie mniej fascynującej historii Żwirki i Wigury? Czemu chcemy myśleć o sobie jako o pięknych męczennikach, którzy jednak przegrywali, a nie jako o wspaniałych zwyciężcach?


Komentarze
Pokaż komentarze