Patrzę na tę sprawę z nieukrywanym przerażeniem.
Nie z uwagi na nieuniknione emocje jakie muszą się pojawić przy prezentowaniu różnych stanowisk . Nie przez umowy, które ostatnmio gwałtownie oprotestowywał nasz Minister Sprawiedliwości, czy też zabiegów zapłodnienia in vitro. Nie chcę się tu bić się z demonami cudzych światopoglądów. Patrzę na to z przerażeniem jako adwokat.
Spójrzmy bowiem na taktykę stron. Z jednej strony biologiczna matka i jej adwokatka, z drugiej strony biologiczny (w co wierzę) ojciec i przybrana matka oraz ich adwokaci. Obie strony złożyły juz stosowne pisma do sądu, który orzekając w ważnych sprawach dziecka i tak będzie w pierwszej kolejności rozważał jego dobro. Doceniam dotychczasowe zachowanie mediów, które szanują prawo dziecka i jego obecnej rodziny do anonimowości. Ufam, że będą szanować do ostatniego dnia postępowań sądowych. Czytając dzisiaj rozmowę z obojgiem adwokatów ojca i przybranej mamy widzę jak i oni o tą anonimowość dbają i wiem, że w całej tej sprawie będzie to dla nich jeden z najważniejszych celów, o które będą walczyć. Taka jest moim zdaniem rola adwokata w takiej sprawie.
Co za to widzę z drugiej strony. Biologiczna mama już bryluje w gazetach, znamy jej twarz, znamy jej nazwisko. Jej adwokat już na samym starcie, w pierwszych informacjach też się udziela i błyszczy. I zadaję sobie pytanie o co tu u diabła chodzi????? Przecież doświadczony adwokat musiał wiedzieć od samego początku, że nagłośnienie sprawy, ujawnienie danych matki zmniejsza szanse jej klientki na wygranie tej jakże trudnej ze strony ludzkiej i ciekawej ze strony prawnej sprawy. Przecież już w tej chwili wiemy, że jeśli dziecko trafi do biologicznej mamy, to jego szansę na anonimowe dzieciństwo szlag trafił, bo skoro matka idzie do gazet teraz, to i z dzieckiem tam wyląduje po procesach. A pierwsze informacje podawane przez adwokata (o ile gazety tu nic nie zniekształciły) mówiły o istnieniu dopiero zamiaru złożenia stosownych wniosków ndo sądu. Czyli to nie dziennikarze sprawę w sądzie znaleźli (a doświadczony adwokat wiedziałby jak zadbać, aby nikt dziennikarzy o niej tam nie informował) ale matka i jej prawnik znaleźli dziennikarzy i sami tę sprawę nagłośnili.
Nie chcę się wypowiadać na temat tego czy i kto w tym jest stabilny emocjonalnie, kto daje większe szanse dziecku na przyszłość, kogo postawa wobec dziecka ulegała zmianom, a kogo nie, kto byłby gorszym, a kto lepszym rodzicem, kto je bardziej, a kto mniej kocha. Nie znam szczegółów, nie znam na tyle sprawy, ani ludzi nią dotkniętych. Mam tu swoje poglądy, ale z uwagi na dbałość jednej strony o anonimowość i drugiej nadmierną otwartość w kontaktach z mediami, moje informacje są z jednej strony nierównomierne, a z drugiej w znacznej mierze bazują na stereotypach i nie będę pisał co byłoby lepiej a co gorzej..
Natomiast wiem jedno, taki start sprawy ze strony matki i jej prawnika zmniejsza szanse matki biologicznej, bo sąd - co powtórzę - kierując się interesem dziecka,a nie któregokolwiek z jego rodziców źle oceni angażowanie gazet od samego początku i nagłaśnianie sprawy.
Kto na tym skorzysta??? Hm... obawiam się, że tylko adwokat.... , a i to na krótko.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)