Może nie tyle prawo, ile prawotwórstwo i zawody prawnicze.
Nie wiem, czy czytelnicy zauważyli, jak szybko po ogłoszeniu informacji o tym, że Ameryka nie chce w Polsce drażnić Rosji tarczą antyrakietową pojawiło się oświadczenie, iż Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt połączenia zawodów radcy prawnego i adwokata.
Nie powiem na szczęście ten temat zniknął z czołówek, bowiem został przywalony tragedią w kopalni. Ale gdyby nie to przerażające wydarzenie, którego przecież njikt nie był w stanie (poza może osobami odpowiedzialnymi w kopalni, co wyjaśniać będzie śledztwo) przewidzieć, to mielibyśmy obecnie festiwal prawniczych pomysłów rządu.
W sumie to zgrana płyta, bowiem na fali ustawy Gosiewskiego PiS szedł do zwycięstwa (zresztą kiepskawej ustawy) czego do dzisiaj nie potrafi zapomnieć PO. Temat wdzięczny. pomajstrujmy coś tam gdzie wnerwić zdołamy co najwyżej kilkanaście tysięcy ludzi, ale że są na świeczniku, i można to przyprawić wdzięczną demagogią, to punkty się zawsze zbierze, a w najgorszym razie uwagę przykuje (lub co ważniejsze odwróci).
Piszę o tym nie dlatego żebym nie widział sensownego pomysłu rządu na pozbawienie się wpływu na obsadę stanowiska Prokuratora Generalnego. Pomysł jest sensowny, tyle tylko, że może się skończyć tak jak z Krajową Rada Radiofonii i Telewizji, którą chroni jedynie prezydenckie weto. Inaczej dawno już by ustawę zmieniono i radę wymieniono.
Jest w koncepcji rządu i parlamentu mianowicie jeden feler. Niby będzie można Prokuratora Generalnego odwołać jedynie 2/3 głosów. Ale przecież ustawę zmienić będzie można tylko zwykłą ich większością. Boję się aby ta kwalifikowana większość nie stała się przyczynkiem dla dalszej niepewności prawa i instytucji Prokuratury Generalnej. Ale jak będzie, czas pokaże.


Komentarze
Pokaż komentarze