Najpierw było ciche współdziałanie SLD zarządzanego przez W.Olejniczaka z Platformą w wielu, acz nie wszystkich sprawach i chyba nieukrywana (do dziś dzień zresztą) sympatia tego polityka do Platformy.
Później patrzyłem sobie, tak troszkę z boku, jak PiS dogadywał się z SLD w sprawach mediów publicznych. Niby nic wielkiego, podobny interes i stąd współdziałanie. Ale cienka warstewka lodu pękła.
Druga już dużo grubsza zaczęła się kruszyć w chwili gdy Platforma znalazła współny język z SLD w sprawie obsady stanowisk Prezesa NBP i RPO. To było przecież niemalże wczoraj.
Dzisiaj patrzę, słucham i oczom i uszom nie wierzę, już nie ma postkomunistów, jest lewica. Są ludzie, którzy u boku prezydenta polegli chcąc w swojej skrusze oddać hołd katyńskim ofiarom komunizmu. J.Oleksy nie jest już agentem Moskwy, jest po prostu nienajmłodszym wyznawcą idei lewicowych, rzekłby ktoś ideowcem i mężem stanu. Zapewne niezadługo to samo usłyszymy o czasami będącym na rauszu (aczkolwiek nie tak często jak mu się to przypisuje) mężu niejakiej Bezy z telewizji.
Czyżby nasz zapewne przyszły Pan Brat Prezydent i Jego towarzysze dostrzegli to, co jest oczywiste? To, że PRL i wybory tam dokonywane nie były czarno-białe, że nie było i nie ma podziału na szlachetnych solidarnych oraz łajdackich postpezetpeerowców, że jedynie są różne biografie, a łajdactwo i szlachetność niekoniecznie muszą iść ich szlakiem? A może dostrzegali to zawsze i tylko zmieniła się im retoryka, to narzędzie zdobywania władzy? Chciałbym znać odpowiedź i tak jak się obawiam, że to jedynie zmiana retoryki, tak mam nadzieję, że to przejrzenie na oczy. Czas pokaże.
Jedno jest pewne. Po tych wyborach, o ile wygra je lider PiSu już nic nie będzie takie jak do niedawna. J.Kaczyński śląc komplementy politykom SLD wyraża publiczną akceptację ich istnienia w sferze publicznej jako reprezentujących ludzi, których (tak jak i moherowych babć) nie można pomijać. Wyraża akceptację i uznanie ludzi, którzy wspierali PRL w latach przed Okrągłym Stołem. Tym samym mniej lub bardziej świadomie opowiada się za Magdalenką i za wyborami swoich kolegów z opozycji i przeciwników z PZPR, które do niej doprowadziły. Opowiada się także za wyborami tam dokonanymi. Nawet, jeżeli tego nie chce, to właśnie takie znaczenie mają Jego gesty w walce o wyborców Grzegorza Napieralskiego. Co więcej, zdejmuje z tej partii odium jakie spadło na nią przez Rywina i jego grupę trzymającą władzę. Czyni dokładnie to co uczyniła Platforma wybierając Marka Belkę i sięgając po poparcie Włodzimierza Cimoszewicza. Przywraca lewicę postpezetpeerowską na salony życia politycznego.
Co by było gdyby wygrał Bronisław Komorowski? Myślę, że drastyczny podział na dwa obozy dawnej solidarności, jakie stworzyły PiS i PO spychałby tą partię powoli na margines, tworząc z niej coraz mniejszą przystawkę, która kiedyś, z czasem musiałaby się rozpłynąć w niebycie.
A tak, o ironio dzięki ludziom PiSu, SLD wróci do gry. A ta zacznie się od nowa, tak jakby nie było i afery Rywina, i IV RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)