Patrzę sobie na wyniki wyborów i dochodzę do dość prostego wniosku. Bronisławowi Komorowskiemu udało się tych wyborów nie przegrać, to też jest sukces osobisty, i w jakimś stopniu sukces całęj formacji. Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się zdrowo nastraszyć wyborców Platformy i na tyle poprawić swoje notowania sprzed wyborów, że nie można tego traktować inaczej niż jako jego osobisty sukces jak i sukces PiSu.
Natomiast moim zdaniem jedynym i prawdziwym zwyciężcą tych wyborów jest SLD, które wróciło do gry jako istotny, chwilowo trzeci gracz na scenie politycznej. Obaj najpotężniejsi konkurenci zrobili w zasadzie wszystko co się da aby tę partię zrehabilitować z win PZPRu i z odium grupy trzymającej władzę. Jak się spojrzy na politykę z perspektywy sprzed lub tuż po tragedii smoleńskiej, to wszyscy spodziewali się wygranej B.Komorowskiego, w mniejszym lub większym stopniu, ale nikt się nie spodziewał, że twórcy polityki w PiS i w PO tak usilnie będą mizdrzyć się do SLD, a już szczególnie tego, że w tych konkurach Jarosław Kaczyński przebije konkurencję w deklarowaniu swojej atencji. I tych słów już się nie cofnie.


Komentarze
Pokaż komentarze