I znów ten nagły skręt kiszek, drgające nerwy i myśl błąkająca się gdzieś pod czaszką – że tej „baby piorun nie trzaśnie”! A nie trzaśnie. Z ledwością daje jej radę inna baba, którą też nie łatwo przegadać. Redaktor Monika Olejnik gadała jednak do rzeczy, usiłując uzyskać jakąś odpowiedź na konkretnie postawione pytanie. W przeciwieństwie do niej pani poseł Beata Kempa, była wiceminister sprawiedliwości gadała dużo, głośno, nie na temat i za wszelką cenę starała się nie dopuścić red. Olejnik do głosu.
Dyskusja w takiej atmosferze to żadne pragmatyczna następstwo tezy, antytezy i syntezy, a pianie w imieniu i na cześć – jak ta trąba Jerychońska. Ale w Jerychu chodziło o wysławianie władcy, nie o dyskurs polityczny w demokratycznym państwie prawa, w centrum Europy w na początku drugiej dekady XXI w. Ale co tam. Wtedy gdy nie ważna jest prawda, a to – czyja prawda, także i wyroki pani minister Kempa szafuje na podstawie „doniesień” prasowych. Nawet to „doniesień” denerwuje. Stawia to zawsze publikatory w dwuznacznej sytuacji, która przypomina nieco tego Janka Klossa, co nie informuje a właśnie donosi.
„Donosi” więc ta prasa, a konkretnie „Rzeczpospolita”, że Lech Kaczyński był inwigilowany. To Watergate pierwszej wody! Co tam Watergate. To więcej niż Watergate. A „Nixon” powinno się pisać małą literą przy nazwisku „Kaczyński.” I tu się zaczęło – nagle, za sprawą trzech najbardziej rzutkich PiS-owców – Macierewicza, Mularczyka i Hofmana... Czy to oni szepnęli na ucho swojej koleżance – „tylko nie daj się przegadać”? Pewnie, gdy lud ciemny, to nie słucha co, ale kto głośniej krzyczy.
„Rzepa” zdementowała „doniesienie” chcąc zapewne zadziałać równie nagle jak to zrobili ci trzej z PiS-u, i tym samym dokumentnie urwać łeb Hydrze! Ale co to to nie. Posłanka Kempa żąda wyjaśnienia od prokuratury. I to wyjaśnienia na piśmie. Nieśmiałe pytanie red. Olejnik, „a co z podsłuchiwaniem dziennikarzy za rządów Jarosława Kaczyńskiego, i jej osobiście”, wypaliła, że „bardzo dobrze, że pani pyta”! I skwitowała to krótkim – „wszystko było zgodnie z prawem”! To ważne stwierdzenie. Oznacza bowiem, że nie tylko istotne jest kogo się inwigiluje, ale także – kto inwigiluje. Kaczyńskiemu – wolno, Kaczyńskiego – nie wolno!
I tak w koło Macieju. Jak Abram z Siajem. Prawda? Jaka prawda? Moja prawda! Twoja nieprawda! Prawda?…
Na koniec programu, udało się red. Olejnik przebić i zakończyć kolejną „Kropkę nad i”.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)