My Polacy już tak mamy, że jak przyjdzie wiosna, stopnieją śniegi i pokaże się goła ziemia zaczynamy roztrząsać sprawę, za przeproszeniem, gówna. Psiego gówna. Brak trawy powoduje, że widać wszystko co znalazło się tam od jesieni. Razi nas ten brud, nieporządek, rzucony byle gdzie papierek, szkło po rozbitej butelce. Ale najbardziej dotkliwy okazuje się być widok psich odchodów. I zaczyna się wydzwanianie do spółdzielni, straży miejskiej, policji, bo kto to widział, żeby tak zaśmiecać otoczenie. A że nie da się ustalić, kto śmiał rozbić butelkę, czy rzucić papierek pod naszym oknem, ustalamy, kto wyprowadza psa nieopodal naszego trzepaka.
Jest w tym jakiś nasz narodowy rys charakteru, jakaś cecha właściwa tylko nam, znamię polskości. Skrywana niechęć do zwierząt i do tych, którzy tymi zwierzętami się opiekują. Bo na co to komu? Szczeka, robi gdzie popadnie a właściciel się nie poczuwa do sprzątnięcia po nim. Ale da się temu zaradzić.
Na moim osiedlu nie ma już kotów. Są za to szczury i mają się dobrze mimo akcji spółdzielni z trutką. Bez strachu wychodzą pod wieczór i jedzą wszystkie odpadki jakie wyleciały przez okna od zeszłego wieczora. Trutką pogardzają. Dzisiaj widziałem kawałek rybiego kręgosłupa. Jutro go już nie będzie. Ale kotów za to nie ma, a w piwnicy nie śmierdzi kocim moczem. Tylko zostały te psy.
Mówi się o nowym podatku od psów. Podatek ma spowodować, że właściciele pozbędą się czworonogów, te trafią do schroniska a tam „humanitarnie” je się zabije. Ilość psów na osiedlach zmniejszy się automatycznie. A tych właścicieli, którzy zapłacili, łatwiej będzie zmusić też do sprzątania. Pojawiły się już pojemniki z workami na psie odchody. Trzeba wziąć woreczek i zrobić z nim to, do czego został przeznaczony. Co z wykorzystanym woreczkiem pełnym gówna? Tu już inwencji zabrakło. Nawet jeśli trafi do kosza na zwykłe śmieci, wbrew przepisom sanitarnym, to i tak nie będzie go na trawniku. A przepisy. Przymknie się oko?
I tak to się dzieje każdej wiosny. Za jakiś czas psi jazgot ucichnie. Psy będą dalej załatwialy potrzeby na trawnikach, tylko w mniej widocznych miejscach. A problem wróci ponownie za rok – nasza narodowa gówniana sprawa!




Komentarze
Pokaż komentarze (8)