piotryd piotryd
1400
BLOG

Krótka polemika w obronie bezpodstawnie atakowanych

piotryd piotryd Polityka Obserwuj notkę 9

W jednym z numerów Rzeczpospolitej (02.02.2011) „wpadłem” przypadkiem na felieton Pana Bronisława Wildsteina pt. „Skazać Lecha Kaczyńskiego”. Oczywiście łapczywie połykałem kolejne litery, wyrazy, zdania... Ładnie, składnie i na temat ale co jeśli Pan Bronisław się myli? Co jeśli w istocie profesjonalni dziennikarze Wyborczej są przez niego i nielicznych, jemu podobnych szkalowani i niesłusznie odsądzani od czci i wiary?! Pozwolę sobie zatem na krótką polemikę.

„Lech Kaczyński musi być odpowiedzialny za katastrofę smoleńską. Rosjan, którzy od premiera Polski uzyskali zgodę na bezwarunkową kontrolę nad śledztwem, obciążyć nie można, gdyż byłoby to jednocześnie oskarżenie postawy Donalda Tuska i stawiałoby pod znakiem zapytania całość jego międzynarodowej polityki”.

Przecież sam premier mówił pod koniec września ubiegłego roku, że chce przede wszystkim „dobrej współpracy z Rosjanami, jeśli chodzi o śledztwo” – współpracy! Czyż mamy powody aby mu nie wierzyć? Swoją wolę potwierdził również w tym roku, a dokładnie 25 stycznia, przywołując rozmowę ministra Sikorskiego z ministrem Ławrowem, która jak twierdził: „obfitowała w pewne sygnały pokazujące, że strona rosyjska jest gotowa do dalej idącej współpracy niż to mogło wynikać z raportu, czy z komentarzy po opublikowaniu raportu MAK, jeśli chodzi o współpracę organów śledczych przy dalszym wyjaśnianiu okoliczności katastrofy smoleńskiej”. Zatem wszystko jest i było w porządku! Raport MAK to mało istotny wykwit niezależnego organu, który nikogo na świecie nie zainteresował, nikogo w Polsce nie zbulwersował i nikogo nie obraził. Przecież ci, którzy się oburzali to tylko oszołomione tragedią rodziny, moherowe oszołomione oszołomy i oszołomione partie moherowych oszołomów... Opanowany i nieoszołomiony pan Graś, nie wiedział czemu premier miałby przerywać urlop w Dolomitach z tak błahego powodu jakim była konferencja MAK, na której prezentowano wspomniany „dokument”. Przecież jak wynika z cytowanych wyżej zapewnień „Pierwszego” (albo drugiego) treść tego „technicznego” raportu była przygotowana wspólnie z rosyjskimi partnerami. Wszak śledztwo było bilateralne i całkowicie transparentne, jak zapewniały różne mądre, gadające głowy.

Już zacierałem ręce z radości, że udało mi się przechytrzyć tak doświadczonego dziennikarza jakim jest Pan Widstein, kiedy niechcący wzrok mój zatrzymał się na bijących do mnie z ekranu słowach Donalda Tuska, odnoszących się do wyboru sławnego już Załącznika 13, jako podstawy prawnej przy wyjaśnianiu kwietniowej tragedii: „decyzję o wyborze tej procedury podjęli Rosjanie i została ona Polsce narzucona”. Jak to! Przecież w tzw. partnerstwie nie ma narzucania czegoś, komuś. A tu co?! Powoli docierało do mnie, że cała ta sprawa jest szyta grubymi nićmi od samego początku. Otóż już 28 kwietnia 2010 roku premier przyznał, że przez dwa tygodnie Rosjanie podawali nieprawdziwą godzinę katastrofy. Piętnastominutowa różnica w czasie do dziś zresztą nie została wyjaśniona. W czerwcu natomiast ujawniono, że przekazana przez Rosjan kopia zapisu rozmów z kabiny pilotów jest niekompletna i minister Miller musiał drugi raz jechać do Moskwy, po brakujące 16 sekund nagrań. Czy to znaczy, że brał co mu dawali, bez sprawdzenia kwitował, a dopiero na miejscu sprawdzał co dostał? Przypomniałem sobie o dokumentach, które wciąż nie zostały przekazane stronie polskiej m.in.: protokołach rzekomo przeprowadzonych sekcji zwłok, protokole oblotu środków radiotechnicznych lotniska Smoleńsk „Północny”, zapisach z rejestratora samolotu Ił-76,  zapisach taśmy z obiektywnej kontroli stanowiska dowodzenia, „Instrukcji wykonywania lotów w Rejonie Lotniska Smoleńsk „Północny” i pozostałej, bardzo długiej liście innych materiałów, wyjaśnień, odpowiedzi, wykazów, etc istotnych dla śledztwa, o które wystąpiła strona polska, a których rosyjscy „partnerzy” nie udostępnili.

Panie Bronisławie – wychodzi na to, że jednak ma Pan rację! Wycofuję moje zastrzeżenia w tym punkcie ale na pewno zaraz się „odkuję”! 

"Polscy świadkowie, którzy znaleźli się w Smoleńsku w czasie katastrofy, opowiadali, jak bezpośrednio po niej niektórzy rosyjscy oficjele i dziennikarze dzielili się z nimi konfidencjonalną wiedzą o tym, że katastrofę spowodował naciskany przez prezydenta pilot".

No i co?! Tu Pana mam. Są świadkowie! Wszystko widzieli, słyszeli i będą zeznawać. Nawet jeden już opowiadał co widział, a mianowicie to, że w kabinie pilotów było ciało osoby spoza załogi... Tylko cholera, w jakiej kabinie pilotów? Bardzo rzetelny zdaniem premiera Tuska, aczkolwiek niekompletny nieco raport podaje przecież w sposób nie budzący wątpliwości, że „Przednia część kadłuba z kabiną załogi jest całkowicie zniszczona”. W zrekonstruowanym z ogromną starannością i profesjonalnie zabezpieczonym na terenie lotniska w Smoleńsku wraku prezydenckiego (nie jakiegoś wojskowego albo rządowego) samolotu nie ma kokpitu. Wszak został starty na proch przez dachujący samolot! Świadek kłamie? Jedna jaskółka wiosny... Pozostali mówią prawdę, wszak wszystko słyszeli i widzieli... Oops! Przecież nikt nie przeżył! To gdzie oni to widzieli i co słyszeli?

Wydaje mi się, że i tu nie pozostaje mi nic innego, jak jednak przyznać rację Panu Redaktorowi. Ale nie poddaję się jeszcze.

 "Dwa dni później "GW" przypomniała sobie "zmuszanie" przez prezydenta w 2008 roku do lądowania w Tbilisi pilota Grzegorza Pietruczuka".

No, tu to juz Pan przegiął! Przecież wszyscy wiedzą jak było! Sam minister Klich, cudownie ostatnio wybroniony w Sejmie, z pewną dozą arogancji, jak przystało na prawdziwego człowieka honoru o tęgiej głowie informował opinię publiczną: „Pan prezydent zadzwonił do mnie istotnie i polecił mi zmianę trasy lotu samolotu tak, aby mógł dolecieć do Tbilisi. Wysłuchałem tego, co pan prezydent miał mi do powiedzenia i odmówiłem wykonania tego polecenia, informując prezydenta o tym, że polecenia może mi wydawać premier, ponieważ jest moim zwierzchnikiem, a nie prezydent. Na tym rozmowa się skończyła.” A potem wiadomo – prezydent „wpadł” do kabiny, krzyczał, groził, kazał lądować, pilot odmówił, wpadł w depresje, a w finale jeszcze go oskarżano... Na koniec dostał medal! STOP! Cholera, no jak dostał medal, to o co chodzi?! Po krótkim poszukiwaniu, natrafiłem na stronie Sejmu RP na wyjaśnienia ministra Klicha, które jednakowoż istotnie różnią się od tego, co cytowałem wyżej: Dowódca pułku przyjął polecenie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do realizacji, zwracając równocześnie uwagę na bardzo duże zagrożenie bezpieczeństwa lotu oraz brak wymaganych zgód dyplomatycznych zezwalających na jego wykonanie. Następnie polecił przygotować i wysłać wystąpienie o dodatkowe zgody dyplomatyczne. Odbyła się także rozmowa kpt. pil. Grzegorza Pietruczuka z osobami towarzyszącymi prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, jak i z nim osobiście. (…)Na podtrzymanie decyzji o realizacji lotu, zgodnie z uprzednio założonym planem, do którego kpt. pil. Grzegorz Pietruczuk był przygotowany, miało wpływ wiele innych czynników (...)Dowódca załogi konsultował się również z szefami ochrony prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i prezydenta Ukrainy, którzy nie posiadali potwierdzonych informacji odnośnie do bezpieczeństwa na lotnisku w Tbilisi. (...)Biorąc to pod uwagę i mając na względzie rangę i ilość przewożonych pasażerów, dowódca załogi nie mógł postąpić inaczej. W konsekwencji, po akceptacji przez pana prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, przekazanej dowódcy załogi za pośrednictwem oficera BOR, lot został zrealizowany zgodnie z pierwotnym planem, tzn. do Ganji(…)”.Szczerze przyznaję, że nieco mnie to zbiło z tropu. Oto bowiem, sam minister Klich zaświadcza, że prezydent osobiście zaakceptował realizację lotu zgodnie z pierwotnym planem. Ostatecznym ciosem, który znów postawił mnie na przegranej pozycji w tej polemice są słowa Krzysztofa Olszowca, który stwierdził w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej, że „po powrocie do kraju rozmawiał z prezydentem i odniósł wrażenie, że nie ma on pretensji do pilota. Mówił nawet, że może dobrze się stało, bo do Tbilisi dotarł na czas i nie było żadnych problemów”. Jakże jednak odmiennie była przedstawiana ta sytuacja w prorosyjskich, polskojęzycznych mediach i w wypowiedziach zwolenników partii rządzącej!

Znów miał Pan rację Panie Bronisławie, ale ja jeszcze się nie poddaję!

 „Ewa Milewicz ("GW" 21 stycznia 2011 r.) pisze: "prezydent Kaczyński zwlekał z decyzją, że trzeba odlecieć na lotnisko zapasowe".

Atakuje Pan koleżankę po fachu, a przecież tak jest napisane w stenogramach, które oczywiście nie budzą niczyich zastrzeżeń co do swojej wiarygodności. Stoi tam „jak wół”:"Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić", sam Pan zresztą o tym pisze. Tylko, że miałoby to znaczenie być może wtedy, gdyby ten brak decyzji skłonił załogę do podjęcia próby posadzenia samolotu na lotnisku, ale jak już wszyscy wiemy, tak się nie stało. W istocie załoga zachowała wszystkie procedury, wykonała zgodnie ze sztuką podejście do lądowania, w odpowiednim momencie kapitan dał rozkaz odejścia na drugi krąg... Nie lądowali! Zatem całe dywagacje na temat presji, czy to prezydenta, czy generała Błasika są bezsensowne, bezpodstawne, bezzasadne i bezspornie idiotyczne.

Nie da się z Panem polemizować Panie Wildstein – nie pomylił się Pan w swoim tekście. Może tylko w jednym zasadniczo mija się Pan z faktami pisząc: „nie chodzi o dochodzenie prawdy, ale o polityczną walkę”. To nie wie Pan, że to PiS zbija kapitał polityczny na tej katastrofie, a PO, Wprost, Gazeta Wyborcza, TVN, środowiska reżyserów polskich i śląskich i inne równie oświecone gremia piętnują taką postawę, samemu dążąc wyłącznie do poznania obiektywnych faktów, ujawnienia prawdy i oddania należnej czci poległym?

A może to znowu ja się mylę?

piotryd
O mnie piotryd

Czuję swoją przynależność do cywilizacji łacińskiej, wyrosłej z tradycji Rzymu i opartej na Kościele Katolickim. Cywilizacji, która przyznaje siłom duchowym supremację nad fizycznymi, a od państwa wymaga, aby przestrzegało moralności. Uważam komunizm za zło nieporównanie większe od nazizmu, a to ze względu na liczbę ofiar, na spustoszenie jakie pozostawił w ludzkich umysłach i sercach, a także dlatego, iż do dzisiaj ma swych gorących wyznawców nawet w elitach władzy i mediach. Nie uznaję dorobku postępowej myśli lewicowej i uważam ją za składowisko bezwartościowych odpadków intelektualnych wyprodukowanych przez oszustów i frustratów. Opowiadam się za ewolucyjnymi zmianami, uznaję rynek za jedyny regulator gospodarki, jestem przywiązany do tradycji, wolności jednostki, religii i własności prywatnej. Sprzeciwiam się nadmiernej roli państwa w gospodarce, mam zdecydowanie negatywny stosunek do polityki socjalnej, nie jestem zwolennikiem egalitaryzmu. AMEN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka