W tym roku mija 25 lat od katastrofy w Czarnobylu. Dokładnie 26 kwietnia 1986 roku w następstwie nieprawidłowo przeprowadzonej kontroli systemu chłodzenia, w wyniku przegrzania rdzenia reaktora doszło do wybuchu wodoru. Nastąpiła emisja pyłu radioaktywnego do atmosfery. Zginęło 30 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną. Władze ZSRR ewakuowały wszystkich mieszkańców w promieniu 35 km, tworząc na tym terenie strefę zamkniętą.
Dziś niektórzy twierdzą, że skażenie nie było wcale takie silne, jak wówczas sądzono. Niemniej, nawet jeśli mają rację nie usprawiedliwia to działań rządu PRL, podjętych lub zaniechanych w obliczu tej tragedii.
Moje wspomnienie z tamtego okresu zamyka się głównie do nadzwyczajnego apelu w mojej szkole. Byłem wówczas w ósmej klasie podstawówki. Zebrano nas na sali gimnastycznej. Pani dyrektor, późniejsza posłanka SdRP i SLD oznajmiła: „kochane dzieci, doszło jak już wiecie do awarii elektrowni w ZSRR. W związku z tym proszę abyście nie wychodzili na dwór, nie bawili się na boiskach i placach zabaw, nie otwierali okien w domach i ograniczyli w ogóle swoje przebywanie na świeżym powietrzu. Jednak jutrzejsza próba pochodu i sam pochód pierwszomajowy odbędą się bez zmian”. I tak się stało! Setki dzieci maszerowały w równych szeregach, przyjmując z atmosfery wszystko co przywiał wschodni wiatr. Czyż to nie jest najgorsza zbrodnia ostatniej komunistycznej ekipy?!
Badaliście tarczycę? Lepiej to zróbcie.
Ciekaw jestem Waszej opinii, Waszych wspomnień z tego czasu. Myślę, że w kontekście japońskiej tragedii jest to temat nad wyraz aktualny.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)