Kto jeszcze wierzy w sondaże? Naiwnych nie brakuje!
Platforma zawsze może liczyć na swoich fundamentalistów. Babcie, którym młódź schowała dowody osobiste przed wyborami, to wcielenie dobra i babcinej naiwności w zderzeniu z brutalnym półgłówkiem ( płci obojga ), który uwierzył Tuskowi. Uwierzył, bo podobnie jak ich idol, chce toczyć próżniacze życie.
Z opóźnieniem, po długim czasie i rózgach od życia dotrze do takich jegomości o inteligencji paprotki bolesny fakt, że nie dla psa kiełbasa, nie dla kota spyrka, jak mówi ludowe porzekadło. Jedni są od próżnowania, a inni od odpowiedniego głosowania na tych pierwszych.
Według ostatnich sondaży 51 procent narodu niezmiennie i twardo popiera Platformę. Nie straszny im kryzys, robienie ludzi w bambuko przez Tuska, nie straszny im nieudolny minister finansów, który pośrednio zabiera Polakom pieniądze, nie straszne im rosnące bezrobocie ani spadek produkcji czy siły nabywczej złotówki. Nawet nadciągający tajfun „Vincent” - jak Janusz Szewczak określił skutki kryzysu, skonstruowanego przez min. finansów Jana Vicenta Rostowskiego - nie jest dostatecznym powodem, aby porzucić ten nieosiągalny obiekt pożądania czyli partię miłości.
Ale coś się wypsnęło miłośnikom Tuska. Politolog prof. Radosław Markowski pytany o wyniki wyborów do europarlamentu powiedział, że spodziewa się "względnej" porażki PO, tzn. jej wynik będzie słabszy, niż to, co pokazują obecne sondaże.
I to byłoby na tyle.
To było tylko takie lekkie zgrzytnięcie w propagandowej machinie, taki chrzęst, zgrzytnięcie. Ale już jest wszystko w porządku. Maszyna miłości działa. Choćby do niej wrzucić instrukcję obsługi suszarki do włosów, to i tak wydrukuje manifest miłości PO do Polaków.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8



Komentarze
Pokaż komentarze (6)