Wojciecha Jaruzelskiego gościła wczoraj Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu.
To kolejna kontrowersyjna sprawa związana z wizytami na uczelniach. Jak pisaliśmy w lutym, uniwersytety w Szczecinie i Wrocławiu odwołały spotkania z udziałem gości o prawicowych poglądach: ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, Jerzym Robertem Nowakiem, Piotrem Semką. Jednocześnie wrocławska uczelnia nie sprzeciwiła się promocji książki o Chinach prof. Zbigniewa Wiktora, członka Komunistycznej Partii Polski. Choć propagowanie totalitarnych systemów rzekomo w Polsce jest ścigane z urzędu.
Wtóruje im Uniwersytet Śląski, od kiedy TW uruchomił swoje wpływy i zablokował habilitację Markowi Migalskiemu, nazywany przez studentów „czerwieńcem”. A co dzieje się w nobliwym Krakowem, z nobliwem UJ. O UMCS nic nie będę mówił, bo to uczelnia powołana do odwiecznej konkurencji z KUL. Zatem miejsca dla TW, dla ideologów czerwonego terroru spod sierpa i młota, albo dla Guevary w berecie to i owszem było i nadal jest. Niezmiennie dla tej zbrodniczej ideologii od 1944–45 roku. O mniejszych, prowincjonalnych uczelniach zawładniętych przez kolejne pokolenia „czerwonych profesorów” nawet nie wspomnę. Słynęły z tego liczne Wyższe Szkoły Pedagogiczne i Akademie Rolnicze.
Ale nie tylko wymienione Uniwersytety prześcigają się w deptaniu swojego naukowego poznania. Nie tak dawno w Raciborzu starosta pogonił młodzież ze spotkania z Anną Walentynowicz i Krzysztofem Wyszkowskim. Chodziło mu o to, aby owi młodzi ludzie, maturzyści nie słuchali nieprawomyślnych wykładów na temat wspólczesnej historii.
Zatem dyktatura ciemniaków trwa.
Nie dziwię się tym poznańskim działaczom dawnej „Solidarności”, że protestowali przeciwko wizycie Jaruzelskiego. Kiedy patrzę na recydywę komunizmu w naszym kraju i mnie ogarnia mnie dojmujący ból, nieznośna gorycz, żal i wściekłość na Lecha Wałęsę, że kiedyś zabrakło mu cywilnej odwagi i do dzisiaj ubecja i jeszcze diabli wiedzą kto z licznych zagranicznych tajnych służb wodzi go za nos. Wściekam się, że Polskę nie było stać na takie zdecydowane działania, jaki wobec funkcjonariuszy systemu komunistycznego podjęli Niemcy czy Czechy. A my co? Słuchaliśmy Adama Michnika i jego ferajny, zakłamanego Wałęse albo wiecznie przerażonego nawet własnym cieniem Tadeusza Mazowieckiego. Prawdziwa tragedia Polski odegrana przez dwóch nieprawdziwych aktorów, którzy zagrali „elytę i autoryteta”.
Wściekam się na aktualnie rządzących, na PO i PSL, którzy z zgnilizny moralnej, zamordyzmu, pałkarstwa medialnego i poprawność politycznej uczylili fundamentalny kanon funkcjonowania życia społecznego w naszym kraju.
Czekam, kiedy mądrzy profesorowie pojadą w teren, do ludu i każą nam czcić Pawkę Morozowa. Już widzę, jak prof. Wiktor z wypiekami na policzkach wyglasza peany na część młodego bohatera Sowieckiej Rosji.
Trawestując słynne powiedzenie Bismarcka (mało kto wie, że to ten Polakożerca jest autorem tego powiedzenia): Einhundert Profesoren und das Polen ist verloren.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8



Komentarze
Pokaż komentarze (3)