Wiceszef Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Oleg Jermołow przedstawił w Moskwie dokumenty z polskiego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem. Zapowiedział, że MAK przygotowuje kolejne materiały, o które prosiła Polska. Wśród ujawnionych dokumentów nie ma książki napraw i przeglądów.
Przekazano zostanie łącznie 251 dokumentów, w sumie 10 tys. stron. Znajdują się wśród nich oryginały materiałów, które znaleziono na miejscu katastrofy, m.in. instrukcje, dokumenty nawigacyjne, tablice, schematy, wykazy.
Można polemizować gdzie w Tupolewie są przechowywane instrukcje, tablice, wykazy ale schematy i dane nawigacyjne znajdują się w kokpicie. Tym kokpicie który wraz z ciałami widział emerytowany pilot wojskowy Nikołaj Łosiew, właściciel pobliskiej działki. Łosiew był na miejscu w 20 minut po katastrofie. Jak powiedział Polskiemu Radiu, w rozbitej kabinie widział oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli ciało jeszcze jednej osoby.
Kokpitu Tupolewa nie widać wśród szczątków Tupolewa, nie ma go także na zdjęciu dołączonym do wstępnego raportu MAK. Szczątki załogi identyfikowano najdłużej, wróciły do Polski w ostatniej grupie ciał. Ale za to są dokumenty z kokpitu, na tyle czytelne że można było ustalić że są to schematy czy dane nawigacyjne. Zastanawiające...
W informacjach o stanie dokumentów przekazanych przez Rosję nie ma mowy że dokumenty są nadpalone, czy częściowo nieczytelne. A to również sugeruje dobry stan dokumentów.
Teoretycznie dokumentacja mogła spłonąć, zostać utopiona w błocie, rozwiana przez wiatr lub zalana jakimiś środkami gaśniczymi. Ilość przekazanych stron dokumentacji również robi wrażenie - 10.000 stron! Razem 9 pudeł!
Jakim sposobem udało się zebrać aż tyle stron?
Osobnym problemem jest to że po przeszło 4 miesiącach ( prawie 5 miesięcy od katastrofy ) z pudeł zawierających te dokumenty czuć paliwo lotnicze. Czyżby 4 miesiące to był zbyt krótki okres czasu na wywietrzenie paliwa?
Dokumenty ocalałe z katastrofy powinny być przecież rozłożone w suchym, przewiewnym miejscu, kartka po kartce, wysuszone, wywietrzone, obfotografowane. To są dowody w sprawie!
Poza tym Edmund Klich w jednym z wywiadów emitowanych w TV mówił że w sprawie innej katastrofy mała karteczka zapisana przez załogę samolotu przesądziła o wskazaniu przyczyn katastrofy innego samolotu. A więc wszystkie papierowe dokumenty odnalezione na miejscu katastrofy powinny być zabezpieczone. Niestety tak nie jest, gdyż wciąż czuć z tych dokumentów paliwo lotnicze, a to sugeruje złe zabezpieczenie dowodów w sprawie katastrofy TU-154M.
Jak długo wszystkie dokumenty które odnaleziono na miejscu katastrofy TU-154M będą czytelne?
Czy polscy prokuratorzy zabezpieczą należycie wszystkie dokumenty które dotychczas przekazała Rosja?
MAK przekazał Polsce dokumenty z miejsca katastrofy - w sumie 10 tys. stron
„...Wiceszef Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Oleg Jermołow przedstawił w Moskwie dokumenty z polskiego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem. Zapowiedział, że MAK przygotowuje kolejne materiały, o które prosiła Polska. Wśród ujawnionych dokumentów nie ma książki napraw i przeglądów.
Przedstawione dokumenty zostaną przekazane akredytowanemu przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym przedstawicielowi Polski, pułkownikowi Edmundowi Klichowi.
Przekazano zostanie łącznie 251 dokumentów, w sumie 10 tys. stron. Znajdują się wśród nich oryginały materiałów, które znaleziono na miejscu katastrofy, m.in. instrukcje, dokumenty nawigacyjne, tablice, schematy, wykazy.
Gdy otwarto jedno z pudeł z tymi materiałami, w sali, gdzie odbywała się prezentacja, rozszedł się silny zapach paliwa lotniczego. Jak powiedział Jermołow, intensywny zapach paliwa powodował, że specjaliści badający te materiały musieli robić częste przerwy w pracy.
Poza dokumentami znalezionymi na miejscu katastrofy przekazane zostaną: AIP Rosji, tj. zbiór informacji aeronawigacyjnych, oraz kopie wyników analizy paliwa, liczące 20 stron.
AIP (Aeronautical Information Publication), czyli zbiór informacji o lotniskach, drogach lotniczych i obowiązujących procedurach, obejmuje trzy tomy i jest też zapisany na dyskietce. Zawiera stan na 8 kwietnia 2010 roku, nie ma w nim jednak opisu lotniska w Smoleńsku, gdyż są w nim tylko dane na temat lotnisk międzynarodowych.
Jermołow potwierdził, że wśród tych materiałów nie ma książki eksploatacyjnej prezydenckiego Tu-154M, zawierającej zapis przeglądów i napraw samolotu. Książka ta znajduje się teraz w MAK i w porozumieniu z Edmundem Klichem pozostanie tam do dalszych badań..."
www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-mak-przekazal-polsce-dokumenty-z-miejsca-katastrofy-w,nId,294244
Świadek katastrofy: w kabinie była jeszcze jedna osoba
„...Świadek katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem potwierdza Polskiemu Radiu doniesienia medialne, o tym że w kabinie pilotów przed lądowaniem mogła przebywać dodatkowa osoba.
Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, właściciel pobliskiej działki, był na miejscu w 20 minut po katastrofie. Jak powiedział Polskiemu Radiu, w rozbitej kabinie widział oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli ciało jeszcze jednej osoby. Nikołaj Łosiew nie potrafi powiedzieć nic więcej o tej osobie.
Podkreśla też, że na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się milicja, która nakazała wszystkim opuszczenie miejsca katastrofy. Świadek mówił również, że w trakcie wypadku nad lotniskiem utrzymywała się bardzo silna mgła..."
wiadomosci.wp.pl/kat,1023303,title,Swiadek-katastrofy-w-kabinie-byla-jeszcze-jedna-osoba,wid,12244157,wiadomosc.html



Komentarze
Pokaż komentarze (30)