Jak słusznie zauważyli panowie L.Mazan i M.Czuma, tytułowy skrót dobitnie wskazuje na to, że w proces formowania służb specjalnych USA musiały się wmieszać i swój ślad odcisnąć osoby pochodzenia krakowskiego - co zresztą dziwnym nie jest, skoro plemię owo odznacza się wyjątkowymi przymiotami, zwłaszcza intelektualnymi.
Cijania bowiem nie można się nauczyć, jest ono wrodzone i nie do podrobienia. A coż to takiego? W celu wyjaśnienia posłużę się cytatem z książki wyżej wymienionych autorów pt."Jacy?Tacy!":
>> Jest to czynność polegająca na uświadamianiu światu - za pomocą słów, gestów i zachowań, że jest się z Krakowa. Cijaniem będzie więc np. zarówno chodzenie na pole, ustawianie w święta w domu drzewka miast choinki i przeciąganie samogłosek ("Józeeeek, a chono tu, chono, ty klaaaaarnecie bosyyyyy!") - jak i domaganie się (zresztą słuszne) specjalnych faworów w agendach Kas Chorych czy Alejach Zasłużonych, pójście bez zaproszenia na czyjeś bogate w jadło i napoje imieniny, spóźnienie się (usypiające zacisze wychodka) w Sejmie na głosowanie nad votum nieufności dla rządu, paradowanie w czapce z pawimi piórami, gonienie ze wszystkim na plebanię, etc., etc. Cijanie oznacza również efektywne wykorzystywanie przez krakowian danych im od Boga specjalnych zdolności intelektualnych: Krakowiaczek ci ja, w Krakowiem się rodził. Jeszczem roczku nie miał, już do szkołym chodził! <<
Tak natomiast wygląda cijanie w wersji klasycznej
Nad tym, jak wielki wpływ mieszkańcy Krakowa wywarli i wywierają wciąż we wszelakich dziedzinach życia, nie ma się co rozwodzić. Długie wieki ukształtowały tak szlachetny ród krakowski, że trudno się z nim równać. A "starsza nasza rasa niż się przypuszcza".



Komentarze
Pokaż komentarze (22)