Pomyślałam sobie, że z okazji mijającego roku należałoby przygotować coś wystrzałowego. Sięgnęłam więc do tematu, który nasunął mi się przy okazji zapoznawania się z dziejami kościoła w Zielonkach.
Kościół ten, po odzyskaniu przez parafię samodzielności w 1878 roku (wcześniej przez prawie 350 lat podlegał administracji proboszcza kościoła św.Anny w Krakowie) znajdował się w stanie wymagającym gruntownego remontu, który został przeprowadzony na przełomie XIX i XX wieku. Pięknie musiał wtedy wyglądać ten gotycki kościółek (jeszcze bez niestylowej przybudówki), którego odnowione wnętrze z barokowymi ołtarzami rozświetlane było promieniami wpadającymi przez stare, piętnastowieczne witraże.
I nagle, piątego czerwca 1927 roku, wszystkie te zabytkowe witraże roztrzaskane zostały w drobny mak. Stało się to w wyniku przypadkowej eksplozji, do której doszło w pobliskich Witkowicach, w składzie amunicji mieszczącym się w odległości około dwóch kilometrów od kościoła. Wybuch był tak potężny, że zniszczył całkowicie dziecięcy szpital okulistyczny znajdujący się w sąsiedztwie prochowni, a stu pięćdziesięciu małych pacjentów zostało rannych. We wsi zawaliło się ponad sto budynków, bardzo ucierpiały również domy w okolicznych wsiach. W Krakowie zaś wyleciało kilka tysięcy szyb, a obrazy i wota w kościołach pospadały ze ścian.
Dziś po budynkach starej prochowni nie ma śladu, zaś teren wygląda trochę jak nieregularny krater porośnięty zagajnikiem. Cicho tu, tylko wiatr goni ptaki w koronach drzew. Ale kiedyś daleko było słychać...












Komentarze
Pokaż komentarze (30)