"Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok" - nieraz przy ognisku śpiewaliśmy te słowa w piosence "Na Mazury". Lecz choć w Rucianem byliśmy kilkakrotnie, nie udało nam się jeszcze ani razu do Węgorzewa dopłynąć, w tym roku zapowiedziałam więc, że nie odpuszczę, ten punkt (podobnie jak wcześniej Pranie) musi być uwzględniony. I udało się - wreszcie wpłynęliśmy w Węgorapę.

Do tej pory głównym argumentem przeciw była konieczność kolejnego składania masztu z powodu przechodzących nisko nad wodą przewodów wysokiego napięcia. Na szczęście ostatnio ten problem przestał istnieć - linie energetyczne zostały zlikwidowane i można bezpiecznie dopłynąć do portu.

Na przeciwległym brzegu widać było stare chaty kryte strzechą - teren Muzeum Kultury Ludowej. Gdybym tylko miała czas, popędziłabym tam natychmiast...

Niestety, choć nasi "decydenci" nanieśli Węgorzewo na trasę rejsu, to nie dali nam zbyt wiele czasu na jego zwiedzanie. Właściwie wcale na to nie było czasu, bo pierwszeństwo jak zwykle miało zaopatrzenie. Zatem wyjście do sklepu trzeba było potraktować równocześnie jak wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. Ruszyliśmy więc deptakiem wzdłuż rzeki w stronę zamku krzyżackiego, podziwiając zaparkowane przy nabrzeżu łodzie.

Zamek po wielokrotnych przeróbkach wygląda mało krzyżacko, musiałam się upewnić na planie miasta, że to właśnie to.

Choć takim murom można uwierzyć, że mają swoje lata.

Upał dawał się trochę we znaki, więc przy placu Wolności zażyliśmy trochę ochłody. Nie, nie kąpaliśmy się w fontannie, po prostu fundnęliśmy dzieciom i sobie lody.

Dotarliśmy jeszcze do siedemnastowiecznego kościoła pw.św.Piotra i Pawła.

Pomachaliśmy na pożegnanie świętym Patronom: jeszcze tu kiedyś wrócimy!

W drodze powrotnej na Węgorapie trafiliśmy na niezłego zawodnika - kilka pociągnięć wiosłem i zostawił nas daleko w tyle, choć przecież płynęliśmy na silniku.

Na przesmyku między Mamrami a Święcajtami bobry uwiły sobie przytulne żeremie.

Mieli rację nasi sternicy, że nas popędzali. Trzeba się było spieszyć, bo na Święcajtach brzegi zarośnięte trzciną, dobrych miejsc do cumowwania jak na lekarstwo i wszystkie oczywiście zajęte. Po długich poszukiwaniach przycupnęliśmy wreszcie przy wyspie Kociej, choć nie można powiedzieć, żeby to było przytulne miejsce noclegowe. Za to mogliśmy z daleka podziwiać jeszcze jedną ciekawostkę Węgorzewa - wodociągową wieżę ciśnień.

Skok z Prania za Rucianem do Węgorzewa został wykonany, czekała nas już tylko droga powrotna.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)