26-10-2014 , ostatnia aktualizacja 26-10-2014 09:30
W polskim Kościele nurt liberalny jest właściwie nieobecny. A nurt konserwatywny jest zdziczały – mówi prof. Tadeusz Bartoś, filozof, publicysta, były zakonnik.
Newsweek: Co się stało na synodzie biskupów w Watykanie?
Prof. Tadeusz Bartoś: Papież Franciszek zachęcił kardynałów, żeby mówili to, co myślą. I niektórzy potraktowali to poważnie, co jak na Watykan jest dość nietypowe. Efektem jest pewna, nazwijmy to, wymiana poglądów na tematy związane z obecnością w Kościele homoseksualistów, rozwodników i osób żyjących w konkubinatach.
Newsweek: Skąd w takim razie pogłoski o rewolucji, jaka dokonuje się właśnie w Kościele?
Prof. Tadeusz Bartoś: Mamy do czynienia z rzadko występującą tam otwartością dyskusji. A gdy jest otwartość, to natychmiast pojawiają się przeciwstawne stanowiska. Tyle tylko że cała ta wrzawa wokół synodu jest nieporozumieniem, bo to, co do tej pory przedstawiono, nie jest stanowiskiem synodu. To zapis dyskusji. Synod obraduje, a na koniec, co nastąpi dopiero za rok, papież napisze podsumowanie. Sam. Tak przynajmniej było dotychczas z synodami.
Newsweek: A dlaczego polscy hierarchowie już zapowiadają, że nie poprą tego dokumentu?
Prof. Tadeusz Bartoś: To, co najbardziej rozjuszyło naszych czujnych panów, to stwierdzenie, że homoseksualiści mogą wnieść coś wartościowego w życie Kościoła. To zgrabna formuła. Jako gej, w swoim gejostwie, jesteś wartościowy, gejostwo i lesbijstwo może nas czegoś nauczyć, jest dla nas, dla Kościoła cenne. Oznaczałoby to jednak faktyczną akceptację tych ludzi, przyznanie, że nie są dewiantami, których trzeba leczyć. W efekcie trzeba byłoby zburzyć mur uprzedzeń, zacząć myśleć pozytywnie o homoseksualizmie. Nic dziwnego, że czujni panowie postanowili dyscyplinować tych, którzy odważyli się zasugerować coś takiego.
Newsweek: Dlaczego mają taką alergię na homoseksualizm?
Prof. Tadeusz Bartoś: Bo gdyby rzeczywiście uznać, że homoseksualiści wnoszą do Kościoła coś wartościowego, to pojawia się formalny problem: jak tolerować fakt, że żyją ze sobą w związkach. Można by oczywiście się nie wtrącać, ale na razie zasada niewtrącania się nie jest zasadą katolicką. I kolejny problem: w Kościele są księża geje, całkiem spora grupa. W USA w latach 70. było ok. 20 proc. To daje pewien pogląd. Często w diecezji czy w zakonie wiadomo, kto jest kim. Dopóki siedzą cicho, nie robią coming outu, nie sieją zgorszenia, nikt się nie czepia. Jednak uznanie, że geje i lesbijki mają prawo być w Kościele, oznaczałoby, że także duchowni geje nie muszą się ukrywać. Na to konserwatyści nie mogą się zgodzić. Lepiej ukrywać.
Newsweek: A słyszał pan, że konserwatyści wykryli w Watykanie konia trojańskiego?
Prof. Tadeusz Bartoś: Chodzi o Franciszka? Tak, dla konserwatystów papież pewnie jest koniem trojańskim. Bo oni próbują zachować swoje wyobrażenie tradycji, więc gdy widzą zbyt gwałtowne zmiany, to je krytykują. Mówią, że nie taka jest odwieczna tradycja Kościoła. Po drugiej stronie stoją tak zwani liberałowie i wszyscy, którzy badają historię Kościoła i zastanawiają się, jak to jest z tą niezmienną tradycją. Twierdzą, że wbrew temu, co głoszą konserwatyści, wiele elementów „tradycji” powstało późno, np. w XVII i XVIII wieku. Że rozumienie kwestii moralnych zmieniało się w historii, że także niektóre dogmaty się zmieniały. Od stu lat trwa wielka bitwa między tymi obozami. Idzie o uznanie zmiany, ewolucji, rozwoju w Kościele. Wyjście z iluzji niezmienności i odwieczności, bo to bajka.
Newsweek: W którym obozie jest abp Stanisław Gądecki, który orzekł, że dyskusja na synodzie zrywa z nauczaniem Jana Pawła II?
Prof. Tadeusz Bartoś: On jest wpisany w tradycję niezmienności odwiecznych prawd nauczanych przez Kościół. Tyle tylko że jego argumentacja jest bardzo uboga. Bo powiedzenie, że synod odchodzi od nauczania Jana Pawła II, nic nie znaczy. To nie jest argument w dyskusji, tylko kij na ludzi, którzy mają odwagę mówić i myśleć inaczej. Nie chodzi o dyskusję, ale o uderzenie: strzeżcie się, bo ogłosimy, że jesteście poza Kościołem.
Newsweek: Gdzie jest liberalne skrzydło w polskim Kościele?
Prof. Tadeusz Bartoś: Liberalny nurt jest właściwie nieobecny, a katolicyzm konserwatywny jest zdziczały. Wyrazem zdziczenia jest agresywny, piętnujący język hierarchów, a także styl publicystyki ludzi pokroju Terlikowskiego czy Pospieszalskiego. Mało u nich wrażliwości, dużo postawy bojówkarza, gotowego w każdej chwili uderzyć we wroga.
Newsweek: Ale o co im chodzi?
Prof. Tadeusz Bartoś: O obronę.
Newsweek: Czego?
Prof. Tadeusz Bartoś: Stanu posiadania. Tego, że to oni mają rację. Polski konserwatywny katolicyzm, który zwodzi niektórych panów o mniej subtelnych umysłach, głosi: tylko my jesteśmy wcieleniem prawdy. Inni są w błędzie i trzeba ich wytępić, oskarżając i ośmieszając. Z tego prymitywnego przekonania wynika jego napastliwość.























KOMENTARZE (36)
NAPISZ KOMENTARZ