Znacie ten dowcip, o facecie, który na każdej karcie testu Rorschacha widział sceny erotyczne, a po zdiagnozowaniu u niego erotomanii odfuknął psychiatrę: "Ja?! A kto mi te świństwa pokazywał?!"
Dowcip ten przypomniał mi się po przeczytaniu ostatniego wpisu na blogu pana Terlikowskiego. Tytuł notki z łatwością przykuł uwagę moją, poganina, zabrzmiał nawet optymistycznie "...nadszedł czas na kult niedźwiedzia". Pan Terlikowski diagnozuje, że po śmierci Boga i człowieka ludzie kierowani pierwotną potrzebą religijną zaczęli uprawiać kult różnych celebrytów, a ostanio - co szczególnie wzburzyło autora - nawet kult niedźwiadka Knuta. Oczywiście, jego zdaniem tylko "Bóg i człowiek", którzy właśnie nie żyją zasługują na kult religijny. Mam wrażenie, że wzorem niektórych francuskich socjologów znacząco poszerzył Terlikowski pojęcie religii. Może ich wzorem zacznie do religii zaliczać wkrótce kult uwielbianej kobiety, ideologii politycznej albo cześć dla symboli narodowych - co wszak winno mu się kojarzyć dużo szybciej, i winien konsekwentnie zapoczątkować kampanię w stylu kwakierskim "nie zdejmuję kapelusza przed godłem".
Spieszę go uspokoić. Ludzkość dysponuje dość ograniocznym zakresem gestów, dlatego stosuje te same w najrozmaitszych sytuacjach. To, co dany gest oznacza nie można więc wywnioskować z samej jego formy, należy koniecznie uwzględnić jego treść. Inaczej wszak całujemy żonę, inaczej dziecko, inaczej matkę, inaczej flagę narodową, inaczej relikwię (to znaczy wy, katolicy całujecie, bo my poganie wolimy się od truposzy trzymać z daleka).
Aby było jasne, nie widzę nic złego w kulcie niedźwiedzia. W przeciwieństwie do chrześcijan potrafię w każdym zwierzęciu dojrzeć iskrę boskości. Niedźwiedź, jako zwierzę Artemidy budzi mój szacunek. Podobnie ze "zdziecinniałymi artystami", choć ich intelekt nie dorównuje czasem nawet temu niedźwiedziemu, to jednak nie waham się powiedzieć, że ich (np.) głos jest boski! i z tej racji z całą pewnością bardziej zasługują na cześć niż wszyscy ci "Biedni, ubodzy, nieprzystosowani", którzy pan Terlikowski zwykł bronić i jak inni chrześcijanie widzieć w nich Boga. To przez tą ludową etymologię słowa u-bog-i tłumaczącą 'u' jako okolicznik miejsca, podczas, gdy jest to "niestety" zaprzeczenie.
Ale choć pozytywnie zapatruję się na kult zwierząt czy herosów, to byłbym ostrożny przed klasyfikowaniem wszystkiego jako formy nowoczesnej religii. Na niektóre z tych zjawisk warto chyba spojrzeć z sympatycznym przymrużeniem oka, zamiast z inkwizytorskim zapałem. W odniesieniu do tak trywialnych zjawisk zapał taki zdradza tytułową deisdaimonię, czyli religijny odpowiednik erotomanii. Pozwólmy religii być religią, a światu światem!



Komentarze
Pokaż komentarze (12)