Witam,
Czytam sobie dyskusję na tematy greckie i nie mogę się nadziwić. Mówi się, że Grecja ma stosunek zadłużenia do PKB ileś tam a inni ileś tam, a my ileś tam.
Zacznijmy od samego PKB. Wiele osób zwraca uwaga na bezesens opierania się na tym wskaźniku. Oczywiście zgadzam się, ze to bzdura. Podam tu jak to działa. Otóź w skali mikro: facet, który w roku zmienił 3 razy mieszkanie 2-pokojowe, ma swoje "PKB" wielokrotnie wyższe od faceta, który cały rok mieszka w willi z basenem. Dlatego ludzie, którzy porównują nasz stosunek zadłużenia do PKB, do brytyjskiego, japońskiego czy amerykańskiego są mocno śmieszni.
Ekonomiści natomiast, trzymają sie tego wskaźnika z uporem godnym lepszej sprawy. Dlatego ekonomistów uważam za totalnych ignorantów i bezmówgowców.
Wracając do Grecji, Skoro ekonomistom tak zależy na owym PKB, to idźmy tym tropem. Uważają oni, że stosunek zadłużenia w Grecji do PKB jest zbyt duży. Człowiek normalny znający matematykę, wie że w takim przypadku nalezy dążyć do zmniejszenia zadłużenia albo zwiększenia PKB. Natomiast myślący inaczej ekonomiści robią odwrotnie. Dążą do zwiększenia zadłużenia oraz równolegle do zmniejszenia PKB, bo do tego się sprowadza ich plan "ratunkowy". Nietrudno przewidzieć, że po kuracji ratunkowej stosunek zadłużenia do PKB będzie jeszcze gorszy. Tak działają ekonomiści, którzy przyznają sobie nagrody i wysłuchiwani są przez polityków czyli ludzi jeszcze bardziej od nich głupawych.
A logika i matematyka? Ta została już tylko w głowie Polfica.
Pozdrawiam :)


Komentarze
Pokaż komentarze (20)