Od czasu agresji Rosji na Ukrainne w przestrzeni medialnej zalewa nas masa informacji o różnych działaniach, zarówno tych z samego frontu jak i z obrzeży konfliktu. Jedną z takich informacji było oświadczenie grupy hakerów Anonymous, którzy zapowiedzieli wojnę Putinowi oraz całej Rosji w przestrzeni internetowej. Jednymi z pierwszych konsekwencji ich działania było ujawnienie tajnych agentów, blokowanie rządowych stron oraz telefonów, a w dniu powstawania tego tekstu udało się nawet zablokować Rosyjskie satelity szpiegowskie. Oczywiście w przestrzeni publicznej jak i w mediach powszechny jest zachwyt oraz optymizm towarzyszący działania tej anonimowej grupy hakerów. Myślę jednak, że warto sobie zadać pytanie czy ten wszechobecny optymizm jest uzasadniony? Czy powinniśmy tak bardzo się cieszyć z działań tej grupy?
Moją wątpliwość wzbudza sama grupa i jej założenia. Należy pamiętać, że są to kompletnie anonimowe osoby, których tożsamości bliżej nie znamy, a po ich działaniach możemy zauważyć, że posiadają umiejętności mogące zagrozić każdemu z nas internautów. Również nie jest jasne jak sama ta grupa funkcjonuje czy posiada jakiegoś jednego lidera, despotę a może wszyscy członkowie są sobie równie a decyzje podejmuje kolektyw. Tak samo nie wiadomo czy na przykład nie jest ona kontrolowana przez jakieś władze, grupy wpływów czy najbogatszych tego świata. Również sama grupa nie przedstawiła swoich założeń i zbioru zasad, którymi się kierują. Nie wiemy czy są wstanie zrobić wszystko co tylko mogą, czy jednak mają jakieś zahamowania i granice, których nie przekroczą. Te niejasności powinny wzbudzać pewien dystans to tej grupy, a tym bardziej nie wysławiać jej działań w momencie, kiedy akurat działają na naszą korzyść.
Istotnym się wydaje zastanowienie nad tym czy w ramach chwilowych korzyści dla naszej strony konfliktu należy aprobować grupę anonimowych hakerów, którzy w każdej chwili mogą odwrócić się i zaatakować coś co my sobie cenimy, do czego mamy prawo a co może im się nie spodobać. Czy nie powinniśmy zastanowić się nad rolą różnego rodzaju służb w normowaniu tego typu organizacji i de facto ochrony obywateli przed samozwańczymi szeryfami Internetu. Ten tekst nie ma zaprzeczyć czy umniejszyć zasługom tej grupy w działaniach na rzecz niepodległej Ukrainy, które są duże, ale dodać trochę łyżki dziegciu do beczki miodu, która jest prezentowana w mediach zarówno tradycyjnych jak i społecznościowych.
Polimar


Komentarze
Pokaż komentarze