Kojarzycie „Uciekający pociąg”? Trzech głównych bohaterów. Jeden z gruntu i do szpiku zły, drugi nie wiadomo, ale raczej pozytywny. No i ten trzeci. Szeryf w lśniącej zbroi, który na koniec okazuje się największym w towarzystwie psychopatą.
Plus dziewoja, która się w to wszystko przez przypadek wplątała.
Kto był kim (w ocenie odpowiadającej za wizerunek części zaplecza premiera) – okaże się jutro. Oby nie wyszło, że urodziwą dziewoją okaże się teoretycznie główny rozdający (premier znaczy się, żeby nie było żadnych wątpliwości). Ponieważ ta dziewoja chciała tylko przeżyć, więc jakby było trzeba, to i lokomotywie zrobiłaby dobrze.
Jutro okaże się, czy ktokolwiek chce uciekający pociąg okiełznać, czy kultywować będziem polityczny pociąg do uciekania od problemów kolei.
Kolejna okazja prędko się nie powtórzy. Najprawdopodobniej w ogóle się nie powtórzy. Zwłaszcza „na odcinku” możliwych do osiągnięcia ubocznych efektów standardowego kreowania wizerunku.


Komentarze
Pokaż komentarze