W wyłączną winę polskich pilotów nikt rozsądny nie wierzy. Nikt rozsądny nie wierzy również, że nie przyczynili się oni do katastrofy w ogóle, bądź przyczynili najmniej. Jest jednak kwestia winy i kwestia odpowiedzialności. Oraz kwestia przyczyn. Naturalne jest, że im więcej pierwszego, tym więcej drugiego, czyli coraz trudniejsze jest uciekanie od trzeciego.
Sprawa przyczyn jest dość oczywista. W ogólnym ujęciu: jakość procedur oraz skuteczność ich stosowania. Wojskowych, administracyjnych, organizacyjnych, czy prawnych, ze szczególnym naciskiem na te pierwsze. A tutaj pojawia się problem polegającym na tym, że z pięciu kolejnych ministrów obrony narodowej, dwóch zginęło w katastrofie, jeden jest prezydentem, jeden ministrem spraw zagranicznych, a jeden pełni funkcję aktualnie.
Tych pięciu kolejnych ministrów, to 10 kolejnych lat. Połowa odzyskanej podobno niezależności oraz więcej niż połowa naszego członkostwa w NATO. Nie chciałbym mieć takiego sojusznika. Ani w sensie militarnym, ani w politycznym nawet. W roli nadwornego błazna bym mnie co najwyżej widział.
Narodów pawiem i papugą jak byliśmy, tak jesteśmy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli w rozsądnym czasie przestać być.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)