Niechaj regionowie wżdy postronni znają:
Zamościanie nie gęsi, swoją godność mają!
Niestety, ale wygląda na to, że władze województwa lubelskiego już zupełnie się nie kryją z wdrażaniem „polityki upodlenia komunikacyjnego” wobec Zamojszczyzny. Wiadomością tego tygodnia jest oficjalna zgoda zarządu województwa na sprzedaż dworca autobusowego przy ul. Hrubieszowskiej. Wszyscy naokoło przeciw temu protestują, a swój głośny sprzeciw wyraził również prezydent Marcin Zamoyski. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej słusznie stwierdził, że przy takiej polityce przedsiębiorstwo szybko znów popadnie w zadłużenie, dlatego wskazane jest poszukanie innej możliwości redukcji długu. Dla obecnych właścicieli PKS-u Zamość nie ma to jednak żadnego znaczenia. Władający spółką Tadeusz Kuna powiedział, że od strony formalnej transakcja już jest przygotowana i firmie zostaje jedynie ogłoszenie i przeprowadzenie przetargu.
Dobrą wiadomością jest to, że do tej pory nikt nie odwołał przywrócenia połączenia kolejowego Zamościa z południem Polski, tak więc możemy mieć dość dużą nadzieję, że faktycznie pociągi do nas wrócą. Wiadomo jednak, że nie będziemy mogli wtedy ogłosić bezapelacyjnego sukcesu. Potrzebna będzie mobilizacja wielu środowisk, aby zoptymalizować system transportu publicznego naszego regionu, którego kolej jest bardzo ważnym, ale na pewno nie jedynym elementem.
Przez ostatnie półtora roku poświęciłem wiele tekstów na pokazanie czym w gruncie rzeczy Zamojszczyzna jest dla Lublina i Warszawy. Lubię te miasta i mam z nimi związanych wiele miłych wspomnień, ale nie mogę nie dostrzegać faktów, które wskazują na marginalizację naszego regionu przez obie stolice. Ta marginalizacja na pewno nie ma jednej przyczyny, ale też na pewno jedną z nich jest nasze dość słabe artykułowanie naszych potrzeb. To z kolei wpływa na niedostrzeganie naszych interesów z perspektywy Lublina, a cóż dopiero Warszawy. No i – nieco upraszczając – koło się zamyka. Czy tak jednak być musi?
Mamy w Polsce przykłady ruchów regionalnych, które działają aktywnie na rzecz swoich ziem. Na Opolszczyźnie ważną siłę polityczną stanowi Mniejszość Niemiecka. Widać ją nie tylko w samorządzie, ale i w Sejmie, gdyż kandydatów z jej listy nie obowiązuje próg wyborczy. W województwie opolskim zaś MN jest w koalicji sejmikowej. Efekty są widoczne – choćby w postaci dwujęzycznych tablic z nazwami wielu miejscowości. Co prawda głupio się czułem, gdy latem ubiegłego roku jechałem na Górę św. Anny, a minąłem również tabliczkę z napisem „Anaberg”, ale generalnie działania Niemców chwalą nawet rodowici Polacy.
Inny przykład to Ruch Autonomii Śląska, który po ostatnich wyborach samorządowych wyraźnie wyszedł z cienia. Nie tylko dostał się do sejmiku, ale nawet do koalicji rządzącej całym województwem. RAŚ ma bardzo rozległy przekrój członków. Są w nim zarówno otwarci antypolscy separatyści, który najchętniej wykurzyliby zewsząd nasz język i białego orła, jak i ci, którym w zupełności wystarczy większa doza autonomii, ale także ludzie, którzy nawet nie znają śląskiej gwary, a swą odrębność od reszty odczuwają mniej-więcej tak jak mieszkańcy Zamojszczyzny od „lubelaków”. Z tego powodu trudno na razie powiedzieć jaką ostatecznie politykę prowadzić będzie RAŚ. Dodać jednak należy, że sam Śląsk też nie obejmuje całego województwa o śląskiej nazwie, gdyż wycięty z niego jest praktycznie cały wschodni kawałek plus spora część północnego.
Do czego zmierzam? Do propozycji utworzenia Ruchu Autonomii Zamojszczyzny.
Pomysł to może szalony, ale wbrew pozorom mający podstawy większe niż się wielu z Państwa wydaje. Bo czy obecny prezydent Zamościa nie jest potomkiem w prostej linii założyciela Ordynacji Zamoyskich? Moim zdaniem jego pochodzenie wręcz predestynuje go do aktywnego działania w RAZ-ie. A trzeba wiedzieć, że taka Ordynacja miała naprawdę dużą autonomię i była jednostką samodzielną administracyjnie i gospodarczo. Do tego utrzymywała liczną armię, która wprawdzie musiała być do dyspozycji Rzeczypospolitej, ale w czasach pokoju stanowiła o prestiżu i bezpieczeństwie Ordynacji.
Oczywiście dzisiaj utworzenie podobnego podmiotu jest niemożliwe, ale też nie jest to moim zamiarem. W obecnych czasach chodzi tylko (albo aż) o walkę w sprawie swoich interesów – o ich wyraźne artykułowanie i argumentowanie. Praktyka pokazuje, że najbardziej skuteczne są w tym silne, regionalne podmioty.
Robert Marchwiany


Komentarze
Pokaż komentarze (8)