Na jednym z blogów przeczytałem dzisiaj … chciałbym uprzedzic atakowanie mnie przez watahę pisowską - nie mam zamiaru urazic nikogo… i plan, żeby nic dzisiaj nie pisać wziął w łeb. Nie wytrzymałem i skonstatowałem, że o jednym określeniu w związku z tą watahą autor zapomniał. Tym z pewnej wypowiedzi obecnego ministra spraw zagranicznych.
1045
BLOG
Hydrzy łeb niedorżniętej watahy
Który – co dopiero dzisiaj do mnie dotarło – jeżeli dzieje się coś istotnego, związanego z katastrofą pod Smoleńskiem – znika. Rzecznik, wiceminister, rzecznik, wiceminister, rzecznik. Sikorskiego nie ma. Przypadek? Wątpię. Zwłaszcza, że w tych samych chwilach i dniach nie widać również Klicha.
Nie byłem, nie jestem i nie będę zwolennikiem spiskowych teorii związanych z tym co się wydarzyło rok temu. Mój racjonalizm, wspierany brzytwą Ockhama, pozwala mi obyć się bez nich. Dopuszczam – co najwyżej – próbę „ominięcia” usterki technicznej, która odebrała pasażerom samolotu ostatnią szansę na przeżycie. Ale nawet tutaj jestem w stanie znaleźć racjonalne powody, dla których może być taka próba podejmowana.
Wszystkich pozostałych szans nie mieli z powodów przerażająco prozaicznych. Zawiodły systemy szkolenia, organizowania, planowania i realizowania lotów w elitarnym wojskowym pułku. Wojskowym, czyli podlegającym MON, za które polityczną odpowiedzialność ponoszą kolejni ministrowie. Było ich – w ciągu ostatnich 10 lat – pięciu. Dwóch z nich zginęło w katastrofie.
Doskonale rozumiem polityczny problem, jaki rok temu wyniknął z tego zbiegu okoliczności. Jakiekolwiek konsekwnecje wyciągnięte wobec urzędującego ministra, pokazałyby również odpowiedzialność dwóch byłych, uczestniczących w bieżącej polityce. Pechowo – ledwo po starciu w partyjnych prawyborach. Dlatego rozumię tę decyzję. Za to nie rozumiem wielu innych. Przede wszystkim tych, które doprowadziły do serii przecieków, wrzutek, fałszywek, z kulminacją w postaci upokarzającego MAK'owskiego spektaklu.
Bez natychmiastowego, zdecydowanego i głośnego odporu ministrów od wojska i dyplomacji. Z ledwo słyszalnym sprzeciwem prezydenta.
Dlatego nie wierzę w szczerość autorytetów zaniepokojonych deklarowaniem przez złego bliźniaka (tego co grał go DeVito) brakiem zaufania i dążeniem do prawdy o wydarzeniach sprzed roku. Doszukuję się ukrytych intencji w codziennym tłumaczeniu, w jaki sposób opozycja powinna się zachowywać, w tym jak przeżywać żałobę. Nie rozumiem zdziwienia, że opozycja zaczęła kampanię. Jeszcze wczoraj autorytety miały na sztandarach, że żałoba trwa rok. Rok skończył się właśnie wczoraj.
Mieliście rok, podczas którego mogliście zrobić wszystko. I zrobiliście wszystko. Żeby nie zrobić nic. Dobitnie można to było pokazać właśnie dzisiaj. Że przy okazji niedorżnięta wataha coraz chyżej podnosi swój łeb? Że jest to łeb hydry? Wierności wartościom wynikającym z tradycji, poczucia godności i dumy? A kiedy ma podnosić, jeżeli nie dzisiaj?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)