Po cichu, po wielkiemu cichu lubelski wojewódzki samorząd realizuje swoje obietnice związane z uruchomieniem połączeń kolejowych Roztocza z Lublinem. Nie dość, że po cichu, to jeszcze z pewną taką nieśmiałością. Ja to rozumiem. Jeździć mają szynobusy, do których nie da się wchodzić przez okna.
Oczywiście, jak zwykle, niepotrzebnie się czepiam. Samorządowo-kolejowej myśli marketingowej nie ogarniam. Przecież tydzień to wystarczająco dużo czasu na zaplanowanie długiego weekendu. Tylko długiego weekendu. Samorządowe połączenia obiecane na wakacje w dalszym ciągu owiane są mgłą tajemnicy.
Zapewne również z powodu obawy o nadmiar chętnych. Czy tam z troski o niezadeptywanie unikalnych walorów przyrodniczych Roztocza oraz historycznych Zamościa. To są wartości, które bronią się same i nie potrzebują informacji, że będzie je można nawiedzić również pociągiem.
Przy czym nie wykluczam, że istnieją inne powody, dla których tą dobrą wieścią nie można było dzielić z odpowiednio wcześnie z mieszkańcami Polski i Europy. Na przykład na targach turystycznych. Choćby tylko tych, w których uczestniczył albo lubelski wojewódzki samorząd, albo regionalna i lokalne organizacje turystyczne. Choćby tylko tych w ostatnich miesiącach:
· Vakantiebeurs, Utrecht, 11-16 stycznia
· Salon des Vacances, Bruksela, 3-7 lutego
· ITB, Berlin, 9-13 marca
· Podlaskie Targi Turystyczne, Białystok, 18-20 marca
· Glob, Katowice, 25-27 marca
· Lato, Warszawa, 1-3 kwietnia
· Krakowski Salon Turystyczny, Kraków, 8-9 kwietnia
· Relaks i Przyroda, Wrocław, 8-11 kwietnia
· GTT, Gdańsk, 15-17 kwietnia
Ale – jak już pisałem – niepotrzebnie się czepiam. Pierwsze koty za płoty. Przecież w przyszłym roku te pociągi też będą jeździć, więc będzie można wpleść je w działania promocyjne pod następny sezon. Chyba, że jeździć nie będą. Wtedy okaże się, że jeleń z herbu województwa symbolizuje część województwa mieszkańców.


Komentarze
Pokaż komentarze