Aż do dzisiaj nie chciało mi się komentować sporu płacowego u największego pasażerskiego przewoźnika kolejowego w Polsce. Prezydent związku maszynistów, zrzeszonego w OPZZ, wspinający się na barykady na progu kampanii wyborczej, w obliczu spadku notowań SLD, w cudowny sposób przygotowanej (z superprogramem naprawczym oraz, przyznaję – zabawną, internetową gierką) – pozbawia złudzeń, komu i o co tak naprawdę chodzi.
353
BLOG
Brzydkie chwytanie się tonącego
Trudno odmówić pracownikom prawa do domagania się podwyżek. Jednak związkowi bossowie mogliby oszczędzić wprowadzania w błąd opinii publicznej. Tekst o zasadniczej płacy maszynisty na poziomie 1600 złotych brutto brzmi bardzo medialnie. Zwłaszcza bez informacji o tym ile do tej zasadniczej płacy dochodzi multum dodatków. A dochodzi ich niemało – średnia całkowita płaca brutto w tej grupie zawodowej wynosiła w ubiegłym roku… ponad 4000 złotych.
Jednak polityczne wykorzystywanie sytuacji przez ugrupowanie, które objęło władzę w roku powstania Przewozów Regionalnych, a następnie przez pełną(!) kadencję odmawiało należytego finansowania usług świadczonych przez tę spółkę, jest niepoważne. Podobnie zaprezentowany program naprawczy, wywracający koncepcje wdrażane dzielnie przez SLD w latach 2001-2005. Pomysł, żeby problem mnogości spółek rozwiązać przy pomocy powołania jeszcze jednej spółki – nie jest wart komentowania.
I odpuściłbym temat - zwłaszcza, że naprawdę brakuje mi ostatnio czasu na spanie - gdyby nie wyskok posła Piechocińskiego. Co za traf – przedstawiciela ugrupowania, które 10 lat temu współtworzyło rządową koalicję, a więc współodpowiedzialnego za kierunek, w jakim poszły kolejowe reformy. W tym za ponad dwa miliardy zadłużenia, które w trybie pilnym musiały spłacić dwie kolejne koalicje. I w sumie też dałbym spokój, gdyby poseł ograniczył się do rżnięcia głupa na/w SLD-owym poziomie/wymiarze.
Niestety poszedł dalej. Stwierdził, że (…) bardzo potrzebne jest szybkie porozumienie zarządu ze związkowcami(…). Przekraczając granice swojej celebryckiej śmieszności. Ponieważ tak się głupio składa, że członkiem zarządu „dedykowanym” do spraw pracowniczych jest Danuta Bodzek. Partyjna koleżanka posła Piechocińskiego. Niedawna kandydatka na fotel prezydenta Warszawy. Tutaj robi się jeszcze śmieszniej, ponieważ samorządowa kampania wyborcza toczyła się akurat w czasie „dopinania” ofert przewoźnika, negocjowania wysokości dotacji od samorządów oraz uwzględniania ich w wojewódzkich budżetach na rok bieżący.
Znikąd inąd, jak właśnie z dotacji (to jakoś połowa przychodów przewoźnika!) podwyżki, których – jak wspomniałem na początku: słusznie – domagają się pracownicy, byłyby finansowane. No ale przecież 1/3 zarządu spółki miała wtedy na głowie ważniejsze sprawy… Z niesamowitym zresztą efektem: uzyskała około połowy liczby głosów, jakie w Warszawie zdobył kilka miesięcy wcześniej Pawlak. Co świadczy o tym, że albo drastycznie zmalała liczba PSL-owskich synekur w stolicy, albo nawet sympatycy uznali kandydaturę za ekstrawagancką.
Jeżeli politycy oraz związkowcy nie zdają sobie sprawy z tego, że czas na walkę o tegoroczne podwyżki był w roku ubiegłym, to są idiotami. Zwłaszcza, że był to bardzo dobry czas – trwała kampania wyborcza do wojewódzkich sejmików, które dotują spółkę. W budżetach uchwalanych przez Sejm pieniądze dla Przewozów Regionalnych występują w ilościach śladowych.
Śmieszne by to wszystko było, gdyby nie było straszne. Przedstawiciele ugrupowań, które powiesiły firmie kamień na szyi (w przypadku Zielonych Pająków – nawet kilka kamieni, że dodatkowo przypomnę polityczną proweniencję wiceministra od kolei odwołanego w grudniu), pochylają się z troską na tonącą spółką.


Komentarze
Pokaż komentarze