3 obserwujących
23 notki
67k odsłon
  2808   0

Jarmark Europa i szczęki wolnego rynku

Jarmark Europa - handel na stadionie X-lecia w Warszawie, 1993 r. Największe targowisko Europy. W latach 1994-1997 działało na nim 7000 firm. Fot. PAP
Jarmark Europa - handel na stadionie X-lecia w Warszawie, 1993 r. Największe targowisko Europy. W latach 1994-1997 działało na nim 7000 firm. Fot. PAP

Na początku lat 90. teren dawnego stadionu zasiedliły szczęki - metalowe, rozkładane niczym wielka walizka stoiska, z których sprzedawano wszystko, od papierosów, przez ubrania, po jedzenie. Stały się symbolem rodzącego się polskiego kapitalizmu.

Już w latach 80. Polacy sprzedawali i kupowali na bazarach niemal wszystko, czego nie było w sklepach: samochody, sprzęt elektroniczny, mięso, kawę, papier toaletowy, jeansy, alkohol. W weekendy ruszały „giełdy” – na boiskach, łąkach, w błocie rozkładano prowizoryczne stragany: kosze, polowe stoliki i łóżka, a nawet zwykłe koce na ziemi, a na nich towary. Mimo walki władz PRL z prywatną inicjatywą, handlarze przetrwali. I po „ustawie Wilczka” w dużej mierze uwalniającej w 1988 r. rynek, a zwłaszcza po wyborach 1989 roku i zmianie ustroju w Polsce, to na bazarach z ogromną energią ruszyła przedsiębiorczość Polaków.


szczęki, handel, lata 90.
Szczęki na ulicznym targowisku w Warszawie, 1991 r. Fot. PAP

Świadek narodzin i upadku gospodarki sterowanej

Targowiska i bazary były przecież szkołą biznesu i polską drogą do wolnego rynku. A jego symbolem stał się „Jarmark Europa”, uruchomiony na koronie i błoniach niszczejącego już od 1983 r. Stadionu X-lecia. Obiekt ten zbudowano w 1955 roku z gruzów przedwojennej Warszawy, w które miasto obrócili Niemcy, na rocznicę komunistycznego Manifestu Lipcowego. Był świadkiem propagandowych imprez, w 1968 r. – samospalenia Ryszarda Siwca w proteście przeciwko interwencji wojsk bloku wschodniego w Czechosłowacji, a w 1983 r. – mszy św. podczas drugiej wizyty papieża Polaka Jana Pawła II do ojczyzny. I parę lat później symbolicznie zamknął erę socjalizmu, czyli sterowanej centralnie gospodarki PRL, rozpoczynając kapitalizm w III RP.

 „Jarmark Europa” był słynny nie tylko w Polsce – na to jedni z największych targowisk na kontynencie przyjeżdżali sprzedawcy z Azji i Afryki. Dał zatrudnienie tysiącom producentów, którzy dostarczali tam towary, hurtownikom i handlarzom. „Jako obiekt sportowy stadion jest martwy, lecz jako przedsiębiorstwo pozwala się utrzymać blisko 500 tys. osób w całej Polsce” – wyliczali w 2001 r. Piotr Kudzia i Grzegorz Pawelczyk w tekście „Stadion w państwie”, opublikowanym w ówcześnie ukazującym się tygodniku „Wprost”.

Na stadionie działało wtedy ponad 5 tys. podmiotów gospodarczych, a ich roczne obroty szacowano w 1997 r. na 2 miliardy złotych, w 2001 – na 5 mld zł. Według danych statystycznych z lat 90., dziennie odwiedzało targ nawet 10–20 tysięcy klientów.

„Stadion Dziesięciolecia działający jako Jarmark Europa był mega-hurtownią dla całej Polski. Zaczynał pracę jeszcze długo przed świtem, a kończył po południu. Mieszkałem niedaleko Stadionu i kiedyś wracając do domu byłem jedynym Polakiem i białym w zatłoczonym nocnym autobusie. Wszyscy wysiedli na Rondzie Waszyngtona. O drugiej w nocy tylko ja poszedłem w innym kierunku” – opisywał Grzegorz Sieczkowski, autor wielu książek i wspomnieniowych reportaży o czasach PRL i początkach transformacji, w tekście „»Sprzedam szczęki na Manhattanie «, czyli lata dziewięćdziesiąte w Polsce” w Tygodniku TVP.

Targowisko istniało do 2008 r., gdy rozpoczęto w tym miejscu budowę Stadionu Narodowego. Został tylko skrawek, zaledwie 1,2 tys. mkw. na prywatnej działce odziedziczonej przez Tomasza Rusinowicza, gdzie działał wciąż bazar nazywany „Bułgarowem”. Jak opowiadała dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” prowadząca tam stoisko gastronomiczne pani Dorota, stali się atrakcją turystyczną. Pojawił się też na tej resztkówce „Europy” młody dokumentalista Filip Skrońc, by zrealizować projekt dokumentalny pt. „1/280”, na który otrzymał grant ministra kultury.

„Obliczył, że moje targowisko to jedna dwustuosiemdziesiąta Jarmarku Europa – wspomina Tomasz Rusinowicz. – (…) I ten projekt otworzył mi klapkę w mózgu. Przecież tu, na Jarmarku Europa, działa się historia, tu dokonała się pokojowa rewolucja i transformacja ustrojowa.

Przyjmuje ton, jakbyśmy co najmniej rozmawiali na terenie Stoczni Gdańskiej (...). Przekonuje, że jego targowisko to świetne miejsce na lekcje o tym, jak ludzie wzięli los w swoje ręce, jak ekonomicznie obalili komunę i przekonali się do nowego ustroju: – Niemcy wiedzą, jak robić propagandę, i cały świat uważa mur berliński za symbol upadku komunizmu. A ja uważam, że mur został obalony tu, w Warszawie, na Jarmarku Europa, a w Berlinie tylko go rozebrano. Tam jest pełno pamiątek po murze. Nawet można kupić jego fragmenty zapakowane w woreczek. A my w Warszawie co możemy pokazać jako symbol bezkrwawej transformacji?” – opisywał Wojciech Karpieszuk w artykule „Komuna upadła na naszym bazarze” w „GW”.

Zabytek z nutką nostalgii i… wstydu

Dokumentalista Skrońc urodził się rok przed powstaniem Jarmarku Europa, ale spędził na nim dzieciństwo, bo handlowała tu jego rodzina: „Na jarmark chodziłem jako chłopiec i w zasadzie ukształtował mnie na całe życie, również jako dziennikarza. (…) Wiem, że to relikt przeszłości. Ale patrzę na to targowisko nostalgicznie, bo uświadamia mi, jaką drogę przeszliśmy”.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka