3 obserwujących
22 notki
66k odsłon
  3015   0

Polska szkoła biznesu, czyli lata 90. XX wieku

Targi gier komputerowych w Warszawie w 1999 r. Fot. PAP
Targi gier komputerowych w Warszawie w 1999 r. Fot. PAP

To nie był najłatwiejszy czas dla Polaków. Na przełomie lat 80. i 90. przejście z ustroju socjalistycznego z centralnie zarządzaną gospodarką do demokracji z wolnym rynkiem było i pełne nadziei, i szoku. Ale był to czas, który potrafili wykorzystać ludzie przedsiębiorczy.

Rynek był pusty, łaknął dosłownie wszystkiego. Najpierw ustawa Wilczka w 1988 roku zdjęła bariery gospodarcze, a po roku 1989 drzwi do kapitalizmu szeroko otwarto. Zanim zaczęto je tu i ówdzie przymykać, żyłka Polaków do interesów ujawniła się w tzw. Rzeczypospolitej szczękowej na bazarach i w nagłym wykwicie firm prywatnych. Wiele z nich działa do dzisiaj i sporo rozrosło się w wielkie przedsiębiorstwa, często już międzynarodowe. Bo lata 90. to była wymagająca poświęcenia szkoła biznesu w praktyce.

Elita nie bawiła się w detal

To wtedy rozrosły się przedsiębiorstwa założone jeszcze w połowie lat 80., jak kosmetyczna firma dr Ireny Eris – po farmacji i doktoracie na berlińskim Uniwersytecie Humboldta, nudziła się w państwowej Polfie, więc… rozkręciła biznes ze spadku, który dostała jej matka. Teraz włada 14 proc. polskiego rynku kosmetyków do pielęgnacji twarzy i otwiera hotele spa. Albo makijażowe królestwo nieżyjącego już chemika z Przemyśla – Wojciecha Inglota. Zaczynał od produkcji płynów do czyszczenia głowić magnetofonowych i dezodorantów, a dziś rodzinna firma Inglot ma ponad 800 salonów w 70 krajach, w tym na Broadwayu, w Londynie i Dubaju.

Tych dwoje miało doświadczenie, i to lat walki na rynku sterowanym, ale wokół powstawały przecież interesy praktycznie od zera. Często właśnie z handlu na targowiskach czy wyjazdów na Zachód z garścią dolarów po towar, powstawały fortuny już całkiem niemałe. Marki, znane dziś nie tylko w Polsce. Dariusz Miłek, były członek klubu kolarskiego Górnik Polkowice, miał stragan na bazarze w Lubinie. Po 1989 r. stworzył sieć obuwniczą Miłek, 10 lat później marką obuwniczą CCC. Dziś jest właścicielem fabryki CCC Factory, Cuprum Arena w Lubinie, pałaców w Chróstniku i Łącku. Jeden z najbogatszych ludzi w Polsce Roman Karkosik prowadził od lat 70. bar i fabrykę napojów, a w 1989 r. rozpoczął produkcję przewodów i kabli. By pozyskiwać do tego metale kolorowe, otworzył sieć punktów skupu złomu. Dwa lata później zaczął produkować butelki typu PET do napojów. A następnie wszedł na giełdę… 

„Maciej Czujko, redaktor Money.pl, wspominając początek lat 90. pisał, że przyszła elita nie bawiła się w detal. Kombinowała na większą skalę. I przytacza słowa Sławomira Lachowskiego, twórcy mBanku i Multibanku: »Lataliśmy samolotem LOT-u z Warszawy do Bangkoku lub Delhi. W Indiach i Tajlandii kupowaliśmy ciuchy, a w Singapurze i na Tajwanie sprzęt elektroniczny. Dziś takie połączenie naszego przewoźnika już nie istnieje, wtedy się opłacało. Niemal cały samolot zapełniali początkujący przedsiębiorcy. W kieszeniach każdy miał już uzbierane od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów. Śmialiśmy się, że przy Polakach jest więcej pieniędzy niż wart jest boeing, którym lecimy«. Czujko przypomniał też, że Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polsatu, sprowadzał wartburgi i rumuńskie oltcity, a Ryszard Krauze importował komputery z Dalekiego Wschodu” – wspominał Dariusz Koźlenko w „Gazecie Bankowej” w tekście „Od szczęk na bazarze do galerii piątej generacji. Historia polskiej przedsiębiorczości”.

Czas marzycieli

A jednak wielu zaczynało właśnie od zera! Jak mówiono, był to czas marzycieli, którzy mieli tysiące pomysłów na biznes i je uruchamiali. Tacy jak Krzysztof Klicki, student fizyki, który w 1990 roku pożyczył auto od ojca i zaczął rozwozić gazety do kieleckich sklepów spożywczych Społem, bo takie rozwiązania podpatrzył na Zachodzie. Lata później właściciel Kolportera miał złoty biurowiec w Kielcach, z lądowiskiem dla helikoptera.

– Wielka firma to było młodzieńcze marzenie. A wybór kolportażu to trochę przypadek, a trochę determinacja – mówił po latach („Gazeciarski biznes i prezes matka”, Grzegorz Walczak – „Gazeta Wyborcza”).

Te pomysły „leżały na ulicy”, trzeba było je zauważyć, mieć odwagę i determinację. Na przykład: skoro handel napędzał rynek (w 1988 r. istniało w Polsce 227 tys. punktów sprzedaży detalicznej, dekadę później już prawie milion – dane PAN), to ktoś musiał im dostarczać towary. Tak powstał Maspex – koncern spożywczy z siedzibą w Wadowicach, dziś Polski gigant i jeden z największych producentów żywności w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Przeszliśmy drogę typową dla polskiego kapitalizmu po 1989 roku: od garażu do dużej europejskiej spółki – mówił jej założyciel i prezes Krzysztof Pawiński „Gazecie Wyborczej” (w cyklu „100 firm na 100-lecie”: „Nie poróżniły ich ani pieniądze, ani pierwsze sukcesy” – Monika Waluś).

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka