POLSKA UPADŁA to cykl kilku notek. Chciałbym zająć się w nich moim subiektywnym postrzeganiem spraw Polski, z punktu widzenia zwykłego obywatela. Wiedzę do notek czerpię z doświadczenia, obserwacji, rozmów z osobami co do których mam zaufanie, mediów. Z pewnością nie będzie tu miejsca na sensację polityczną. Pewnie popełnię wiele błędów – proszę o wybaczenie i sprostowania. Chciałbym jednak aby te notki były zaproszeniem do dyskusji, uwag, poszerzania tematu. EDUKACJA jest pierwszą z nich.
DOBRY PRZYKŁAD - SKANDYNAWIA
W 2004 roku byłem na otwarciu Targów Technicznych w Sztokholmie. Największych w Skandynawii. Otwarcia dokonał, nie król ani premier. Nawet nie minister przemysłu, lecz minister edukacji. Byłem ogromnie zaskoczony dwoma aspektami. Wśród supernowoczesnej wspaniałej techniki, były stoiska z jakby to można powiedzieć, nieco nawiedzonymi wynalazcami. Mnóstwo przedziwnych rozwiązań (np. teleskopowe urządzenie do zawieszania żyłki na wysokości, hulajnoga z jakimś dziwnym napędem, urządzenie do łatwiejszego przypinania przyczepki do haka w samochodzie, miniskrobaczka do zamrożonych lusterek samochodowych itd.), które może w 5-10% znajdą zastosowanie i zostanie uruchomiona seryjna produkcja a z tego pewnie najwyżej ok. 50% wynalazców zarobi krocie. Państwo szwedzkie potrafi wspierać wynalazczość, ot chociażby opłacając miejsca wystawiennicze takim zwykłym wynalazcom. Pod względem wynalazczości Szwecja jest w światowej czołówce. Drugie, w moim odczuciu o wiele ważniejsze zaskoczenie dotyczyło wielkich skrzyń z częściami i pudełka z narzędziami, a wśród nich mnóstwo wycieczek szkolnych, dzieci w wieku 9-12 lat siedzących na niskich stołeczkach przy tychże skrzyniach i skręcających jakieś „urządzonka”. Ujmującym był widok maluchów podchodzących do inżynierów z pytaniami o poradę. I ci wielcy inżynierowie często w kucki lub siedząc na mikroskopijnych ławeczkach pomagali młodym technikom skręcić to i owo. Służyli swoim doświadczeniem, radami. Jakiż cudowny widok. Już od najmłodszych lat edukacja techniczna i współpraca z doświadczonymi fachowcami. I żeby przejść na polski grunt dodam, że zatrzymałem się przy stoisku z napisem Polska Izba Handlowa. Dwóch panów siedziało w głębi i zawzięcie dyskutowało o… rybach. Stałem i stałem i nikt do mnie nie raczył się pofatygować. W końcu jeden odezwał się do drugiego po polsku: „postoi jeszcze chwilkę i sobie pójdzie”. Wspaniała promocja Polski…
PAPIER WAŻNIEJSZY NIŻ WIEDZA
Z przerażeniem patrzę na wciąż obniżający się poziom edukacji w Polsce. W szkole podstawowej można uzyskać promocję z oceną niedostateczną, programy szkolne są ograniczane, wymagania coraz niższe. Przykłady? Proszę bardzo: ze szkoły podstawowej na przykład wycięto z programów procenty! Jak to się przekłada na życie? Ot, nietrudno znaleźć konta dla dzieci, są banki, które dopuszczają, że 13 letnie dziecko samo może podpisać umowę (po akceptacji przez Rodziców czy opiekunów). To taki mniej więcej wiek, kiedy kończy się szkołę podstawową. Jakże wspaniale taki procentowy ignorant będzie poruszał się wśród ofert bankowych. W szkołach powiedzenie „niech mi Pani postawi piątkę, co Pani zależy” należy do codzienności. Uczymy (się) dla papieru. Papieru, który nic tak naprawdę nie znaczy. Wszyscy wymagają papieru. Nie jest ważne co kto umie, jaka ma wiedzę. Papier, zaświadczenie, certyfikat, świadectwo, dyplom. Oby jak najwięcej i to wydumanych kierunków, kiedy brakuje w Polsce wysoko wykwalifikowanych np. ślusarzy narzędziowych a Niemcy oferują polskiej młodzieży szkolenie u siebie wsparte stypendiami. Udajemy, że się uczymy, udajemy, że zaliczamy czy zdajemy egzaminy. Udajemy, że coś tam umiemy, zaś najczęściej tolerujemy wypracowania typu „kopiuj – wklej”. Na uczelniach z poziomem wygrywa ilość studentów (bo za tym idą dotacje), jak największa zdawalność jakichś nic nie znaczących egzaminów (bo będziemy mieli na kursach więcej uczestników), w szkołach niższych, na siłę przepychamy nieuków i tępaków (bo jeśli za dużo nauczyciel postawi jedynek, to nie znaczy, że jest wymagający, ale że słabo uczy) itd… A co z zatrudnieniem wykładowców na wielu etatach? Łapiących różnego rodzaju dodatkowe szkolenia? Czy ktoś zastanawia się jak na tym cierpi poziom? Ileż to godzin dydaktycznych traci słuchacz, gdy np. wykładowca na każde zajęcia spóźnia się 15 minut, bo akurat nie jest w stanie z innych zajęć dojechać na czas. Niech ma zajęcia 2 razy w tygodniu, a semestr ma 15 tygodni. Daje to 7,5 godzin niezrealizowanych zajęć dydaktycznych. Brawo, z pewnością takie podejście do nauki zwiększa, tyle, że nie poziom wykształcenia ile pieniędzy w portfelu wykładowcy.
DZIAŁALNOŚC PANI MINISTER KATARZYNY HALL
Jakże można pisać o edukacji i nie wspomnieć o Pani minister? Pani Hall była współzałożycielką pierwszego liceum autonomicznego w Gdańsku. Zajęcia bazowały na tzw. Klockach autonomicznych, które nauczyciele zgodnie okrzyknęli jako zupełna rewelacja i awangarda nauczania. Gdy została ministrem społeczność nauczycielska wiązała z nią ogromne nadzieje. Niestety, wkrótce okazało się, że Pani minister zmienił się punkt widzenia gdy zmieniła punkt siedzenia. Ot choćby wspomniane wyżej procenty. A Gombrowicz? Ileż krzyku wywołał Pan Giertych gdy jako minister przesunął Gombrowicza do lektur nadobowiązkowych. A co zrobiła Pani Hall? Wycięła Gombrowicza… Wszystkie działania Pani Hall zgodnie postrzegane są jako pauperyzacja szkolnictwa państwowego. Zdumiewa np. dlaczego na lekcjach w szkole Pani Hall każdy nauczyciel miał obowiązek podczas lekcji zarówno geografii czy biologii lub innego przedmiotu uczyć jednocześnie paru terminów z lekcji w języku angielskim, zaś tego jakże pożytecznego „zabiegu edukacyjnego” nie wymaga już teraz jako minister?
C.d.n.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)