Ignatio Ignatio
282
BLOG

POLSKA UPADŁA - PRAWO cz.1

Ignatio Ignatio Polityka Obserwuj notkę 0

POLSKA UPADŁA to cykl kilku notek. Chciałbym zająć się w nich moim subiektywnym postrzeganiem spraw Polski, z punktu widzenia zwykłego obywatela. Wiedzę do notek czerpię z doświadczenia, obserwacji, rozmów z osobami, co do których mam zaufanie, mediów. Z pewnością nie będzie tu miejsca na sensację polityczną. Pewnie popełnię wiele błędów – proszę o wybaczenie i sprostowania. Chciałbym jednak, aby te notki były zaproszeniem do dyskusji, uwag, poszerzania tematu. PRAWO to kolejna z nich. Do tej pory opublikowałem EDUKACJĘ.

 

Pamiętacie Państwo takie zdanie z jednego z dowcipów: „Tu nie ma sprawiedliwości. Tu jest Sąd!”?

 

Prawo. Podstawa chyba wszystkiego. Państwa, wzajemnych relacji firm, osób i instytucji. I ruchu drogowego i zakupu nieruchomości czy chleba. I tak dalej. To chyba truizm. Notkę PRAWO chcę podzielić na dwie części: przepisy i przestrzeganie prawa.

 

PRZEPISY

Ich jakość stanowi o sile Państwa. Mierne są przejawem arogancji prawodawców, słabości Państwa, dają pole do nadużyć i korupcji. Hamują rozwój kraju. Zaznaczam na początku, że nie jestem prawnikiem. Mam wiedzę li tylko z zakresu tych ustaw i przepisów, które dotyczą mnie i prowadzonej przeze mnie działalności. Mam natomiast prawo przypuszczać, że skoro ustawy i przepisy, które znam, są złe, to inne są podobnej jakości. Byłbym również wdzięczny za uzupełnienia w Państwa komentarzach.

 

Prawo tworzone „na kolanie”

Stykając się z prawem na co dzień, robiąc zakupy, czy wsiadając do autobusu, często nie widzimy jego jakości. Dopiero kiedy zaczniemy prowadzić własną działalność lub trzeba skorzystać z porad prawnika, bo stała nam się krzywda, wtedy często mamy okazję przekonać się na własnej skórze, co to znaczy: słabe, złe prawo. Od lat słyszymy, że prawo jest złe, ale nie widzę poza deklaracjami woli, aby je poprawić, choć tak naprawdę prawo należałoby zmienić. Ostro i drastycznie. Na nowe i nowoczesne, odpowiadające zapotrzebowaniom czasów, w których żyjemy, nowoczesnej gospodarce i zagrożeniom w jakich mnóstwo obok nas. Niestety prawo jest modelowane na potrzeby Trzymających Władzę. I to chyba tajemnica tak słabych przepisów. Prawo zmienia się też, aby pokazać, że MY jesteśmy lepsi niż ONI którzy byli wcześniej, przed nami. Musimy to prawo zmienić, aby pokazać jak wiele w trudzie i znoju robimy dla Polski. Tworzy się więc nowe prawo, które produkowane seryjnie, „na kolanie” nie jest spójne z innymi przepisami, zawiera mnóstwo błędów i sprzeczności. Nie będę tutaj wypowiadał się o tych wszystkich żałosnych ofensywach legislacyjnych rządu Pana Tuska. To już kolejna kpina z wyborców. I potwierdzenie, że prawo w Polsce tworzone jest byle jak, byle szybciej, propagandowo, na ilość, choć i z tą ilością kiepsko. Trudno też nie pokusić się już nie o pytanie, co z tą szufladą PO pełną ustaw, ale inne: skoro Pan Prezydent Lech Kaczyński wetował tak doskonałe ustawy proponowane przez PO i blokujące rzekomo rozwój Polski, to gdzie te ustawy się teraz podziały? Czy nie jest tak, że teraz każda najmniejsza nawet zmiana w tych zawetowanych przezeń ustawach świadczy, że były to złe ustawy? I że to Lech Kaczyński miał rację wetując je?

Kolejny przykład, jak tworzone jest prawo i potwierdzenie, że jego słabość to arogancja. Wobec nas wszystkich. I takie manipulowanie faktami, że wydaje się iż wszystko przebiega prawidłowo. Nieco ponad dwa lata temu obdarowano Urzędy Pracy nowelizacją ustawy „O promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”. Procedura nakazuje konsultacje, przed skierowaniem projektu ustawy do Sejmu. Pani Minister Pracy i Polityki Społecznej zaprosiła Dyrektorów Urzędów Pracy do konsultacji, podczas których projekt został totalnie skrytykowany, przedstawiono wiele uwag i wniosków, które miałyby poprawić ten szykowany bubel prawny. Co się stało? Uwagi i wnioski nie zostały uwzględnione, krytyka zlekceważona. Za to w „świat” poszła informacja Ministerstwa: „Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Projekt był konsultowany”. Z kogo zakpiono? Czy tak wyglądają wszystkie konsultacje projektów ustaw?

 

Złe prawo – hamulcem rozwoju

A wpływ złego prawa na rozwój firm? Ot, kolejny przykład. Mój ulubiony, bo wsadzam w ten sposób kij w mrowisko wojujących feministek. A ja mam prawo z podniesionym czołem mówić o problemie, który zaraz przedstawię, bowiem w mojej firmie większość stanowią kobiety, a nie mężczyźni, zaś najwięcej zarabia właśnie kobieta, a nie mężczyzna, więc mowy nie ma o żadnej dyskryminacji. Otóż z całym szacunkiem dla Macierzyństwa (przez duże „M”) przepisy wywalczone przez nawiedzone feministki są strzałem do własnej bramki. Choć może należy napisać: to zatrzymanie się w pół drogi. Ad rem. Słychać wiele krzyku o nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn na identycznych stanowiskach. Otóż Drogie Panie bywa, że czasem zachodzicie w ciążę i rodzicie dzieci. Tak nas stworzył Bóg i tego żadne przepisy nie zmienią. A więc gdy jesteście w ciąży najważniejsze powinno być maleństwo, a nie praca. Już od dawna bowiem wiadomo, że „takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie”. A więc, biorąc pod uwagę biologiczne uwarunkowania, Macierzyństwo, bliskość z dzieckiem, to wy, w pierwszej kolejności powinniście zajmować się dzieckiem. Ojciec nie będzie karmił piersią, tak jak ojcowie nie rodzą dzieci. I wywalczyłyście Drogie Panie feministki przepisy o prawie do zachowania pracy w czasie ciąży (nie wolno was zwolnić), o urlopie macierzyńskim, o urlopie wychowawczym, kiedy to dowolnie możecie wracać do pracy i z powrotem iść na urlop kiedy wam się podoba, wystarczy tylko spełnić pewne wymogi formalne. Czy zdajecie sobie Drogie Panie sprawę z kosztów, jakie ponosi pracodawca, gdy nagle przynosicie zwolnienie lekarskie wraz z zaświadczeniem, że jesteście w ciąży? Stop. Proszę jeszcze mnie nie krytykować. Macie prawo do ciąży. Ale jedyne co chcę uświadomić, to fakt ponoszonych kosztów. Dotyczy to zwłaszcza małych firm. I np. wracacie do pracy na 4-5 dni ze zwolnienia lekarskiego, a potem znowu jesteście na zwolnieniu… Kompletna dezorganizacja pracy. A podobnie jest z urlopem wychowawczym. Powiem tak: całkowite koszty zatrudnionej kobiety i mężczyzny są identyczne. Tyle, że musicie sobie Drogie Panie zdawać sprawę, że mniejszy przelew wynagrodzenia na konto, jest wynikiem ryzyka, jakie ponosi pracodawca i kosztów, kiedy wy – powtarzam z całym szacunkiem dla Macierzyństwa – zachodzicie w ciążę i rodzicie dzieci. To koszty szukania zastępstwa, koszty reorganizowania pracy kiedy wracacie do niej, a potem nagle bierzecie zwolnienie lekarskie bądź wracacie na urlop wychowawczy. Napisałem wyżej, że te przepisy to zatrzymanie się w pół drogi. Dlaczego? Bo wasze mniejsze wynagrodzenia nie są wynikiem złej woli pracodawców, ile przepisów. Gdyby np. ZUS płacił za wasze zwolnienia z powodu ciąży od pierwszego dnia (a nie po 33 dniach, kiedy to was nie ma w pracy, ale pracodawca musi wam płacić wynagrodzenie), gdyby to Państwo refundowałoby koszty poszukiwania i doszkalania osób na wasze zastępstwo, jestem przekonany, że wasze zarobki byłyby równe męskiej części. A tak wracając do ZUS-u. Kolejny przykład „dziwnych” przepisów. Jako pracodawca, płacę składki m.in. na ubezpieczenie chorobowe. Co to za ubezpieczenie, kiedy to pracownika nie ma, bo się rozchorował (ma do tego prawo), a ja i tak z własnej kieszeni muszę płacić wynagrodzenie przez 33 dni? A dlaczego pracownikowi wypłaca się tylko 80%? Oczywiście, niektórym grupom zawodowym przysługuje 100%. Dlaczego? Nadludzie? Czym różni się praca sekretarki w państwowej firmie od pracy sekretarki na policji? Czy praca górnika jest mniej niebezpieczna od pracy policjanta? W Polsce po 1989 roku wielokrotnie więcej zginęło górników w kopalniach niż policjantów na służbie. Kolejna kpina. Równość wobec prawa? Tak, pod warunkiem, że są równiejsi.

Tu dla odprężenia przytoczyłbym pewien dowcip znakomicie ilustrujący tzw. „zadeklarowaną równość”. Otóż podczas wycieczki dzieci z różnych kontynentów, zorganizowanej przez ONZ jako nagrodę w konkursie, powiedzmy plastycznym, autokar zatrzymał się przed jakąś restauracją. Po posiłku dzieci wracają do autobusu, ale jak to dzieci pchają się do wejścia i pchając się wymyślają sobie od „białasów”, „czarnuchów”, „żółtków” itd. Opiekunka uspokaja dzieci, mówiąc: „Dzieci, nie pchajcie się i nie ubliżajcie sobie. Nie ma dzieci czarnych, białych, czerwonych, żółtych. Wszystkie dzieci są niebieskie. Wsiadajcie po kolei. Najpierw te jasnoniebieskie, potem te ciemnoniebieskie…”

 

Czy możliwe są przepisy idealne?

Prawo, a raczej jego stanowienie poddawane jest różnym naciskom. Pół biedy jak to są grupy społeczne. Ale jak pokazały ostatnie lata również różne patologie typu GTW. O patologii pisał nie będę. To sprawa prokuratury. Ale grupy nacisku wydają się nie mieć żadnych hamulców, jakby nie wiedziały, że Państwo to nie worek bez dna. Hasło TKM jest na porządku dziennym. Skoro komuś coś się daje, to innemu trzeba zabrać. Nie można wszystkich zadowolić. Wraz ze zmianą ekipy rządzącej zmieniają się jak na huśtawce priorytety. A przecież gdyby Państwo Polskie miało jasny cel rozwojowy, w perspektywie 30 lub 50 letniej, wtedy można by stworzyć prawo, które mogłoby być „jako skała”. I każdy wiedziałby, decydując się na takie czy inne działania, taki czy inny zawód czego się można spodziewać. Nie okłamujmy się, prawo nie jest tworzone dla całego społeczeństwa. To wypadkowa wielu nacisków, a przede wszystkim zimnej kalkulacji rządzących: jaki elektorat jest mocniejszy, jaki przyniesie więcej głosów. „Prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Jakże znamienny cytat z pewnej polskiej komedii. Czy to nie żałosne, że tak poważną sprawę jak prawo najlepiej zilustrować dowcipami i cytatami z komedii? Smutne to nasze Państwo, które złym prawem stoi.

Prawo, które nie wiadomo jak stosować, nie jest prawem tylko bublem. I furtką do nadużyć, korupcji, nieprawidłowości. Jakże żenująco wyglądają różne interpretacje tych samych przepisów np. przez różne Urzędy Skarbowe. Przecież Pan z np. Przemyśla żyje w tym samym kraju co Pani z Koszalina. Ale mimo iż mogą wykonywać identyczną działalność, muszą inaczej zachowywać się wobec prawa. Zdumiewające! I pytanie: kto tworzy takie prawo? Z pewnością politycy mają ogromny wpływ. Ale przecież jego weryfikowaniem zajmują się biura legislacyjne. Jest cała armia prawników zatrudnionych wyłącznie na potrzeby Sejmu, Senatu Prezydenta i rządu. Jacy to prawnicy, skoro tworzą takie buble prawne? To obraz Państwa Polskiego. Niestety.

 

Kontrowersyjna (?) propozycja?

To, co napisałem, z pewnością jest jedynie cząstką tego, co wy, Drodzy Czytelnicy, wiecie. Myślę, że te wywody o złym , krzywdzącym prawie można by długo ciągnąć. Ale pewnie ktoś zapyta, jak to już miało wcześniej miejsce, przy ‘EDUKACJI cz.1”: dość narzekania, co robić? Tu, w tym kraju trzeba prawnej rewolucji. Mam pewien, być może drastyczny i bardzo kontrowersyjny pomysł. Pominę oczywiście rozwiązanie, które jest nie do przyjęcia dla nikogo i nikomu z nas tego nie życzę, czyli… wojna. Jak kiedyś ktoś powiedział, wojna niesie w sobie również pewne oczyszczenie, oczekiwanie na ład powojenny. Nowy i sprawiedliwy. I różnego rodzaju przewrotu, rewolucje, zmiany systemu… My, Polacy zmarnowaliśmy tę szansę. Mieliśmy ją w 1989 roku. Była zgoda nas wszystkich na daleko idące zmiany prawne. Bo czyż nie jest kuriozum, że z najlepszą ustawą o swobodzie działalności gospodarczej mieliśmy do czynienia podczas urzędowania komunistycznego ministra Wilczka?

Ale ad rem.

Proponuję, aby najbliższy Sejm stał się podobny do Sejmu Konstytuanty, zwołanego jedynie do uchwalenia Konstytucji. I niech w tym Sejmie i Senacie zasiadają ludzie z okręgów jednomandatowych. Nie związani z żadną partią. Niech otrzymują cztero lub nawet pięciokrotność, a nawet więcej dzisiejszych uposażeń posłów, z jednym wszakże warunkiem: do końca życia nie będzie wolno im zasiadać w Sejmie, Senacie, czy zajmować wyższych stanowisk we wszystkich firmach, w których większość ma Skarb Państwa, a dla ich rodzin ten zakaz będzie obowiązywał przez np. 10 lat. Niech stworzą prawo na miarę nowoczesnej Polski. Niech stworzą prawo sprawiedliwe, takie które będzie uwzględniało interesy wszystkich Polaków. Niech to będzie kadencja kilku, kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu referendów do rozwiązania spornych problemów. I niech w końcu w Polsce „Prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

Za tydzień PRAWO cz. 2


Ignatio
O mnie Ignatio

Cierpliwy i zawsze z determinacją dążący do celu. Stawiający sobie bardzo wysoko poprzeczkę i surowo rozliczający się ze swych dokonań. Pragnący spokojnego życia domator, fan gotowania i zwiedzania "na żywioł". Obywający się bez telewizora, słuchacz Trójki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka