Byłem na Litwie. Wiadomo: Polak – Węgiel dwa bratanki, bo Polska na wenglu stoi i pewnie temu takie hasło wymyślili. Ale kciałem im powiedzieć, że jak bende królem to znowu będziemy w unji dwojga. A oni mi na to, że już jesteśmy w unji, tylko że dwudziestu siedmiu. Ja tam nie liczyłem, bo co bende gadał z nimi. Głupio tylko, że nasze nazwiska tak głupio piszom. Ale to nie moja sprawa. Niech się inni martwiom. Ja tu jestem prezydent i nie mam czasu na takie głupoty. Jakby mie ktoś powiedział Komorowskis tobym w mordę dał, a tak, to nie moja sprawa. Tam se mieszkają, to niech mieszkają. I głodzili mnie cały czas (muwiłem żeby to zmienili), to jak na spotkaniu taki jakiś coś tam zaczoł gadać od razu wziołem się za michę. Dajom to brać, bijom to uciekać, nie? Jest takie przysłowie. Wogule ci Litwini jacyś tacy dziwni byli. Dobrze, że taki mały kraj i nie musiałem się długo męczyć. Ja tam nie lubię wogule się męczyć. I nie znam się na polityce. Wybrali mnie na urząd a nie żebym coś robił. Niech inni robiom. Donek se biega po plaży, wraca do domu rano w piątek, do pracy leci po południu w poniedziałek, jak mu się kce, a jak nie, to nawet we wtorek, to co ja bende tyrał po 4 czy nawet 5 dni w tygodniu.
Kiepsko. Trza mie lecieć do Smoleńska. Ale ja nie głupi. Nawet niech im do głowy nie przyjdzie, że będę na tym lotnisku Siwym-Wiernym lądował. Wole gdzie indziej. Dmitruk muwił, żeby się nie bac tylko londować. On sam tam lądował. Dobry sobie. Pół armii postawił w stan gotowości żeby nie walnąć w ziemię, aż mie z NATO dzwonili czy jakaś wojna się nie szykuje. To se mógł lądować. Dobrze, że ten Ruski Prezydent miał jakąś fabrykę oglądać akurat wtedy, kiedy wypadła rocznica i trza mie było tam jechać.
Z Moskwy zasuwaliśmy autostradą. Wszyscy usuwali się, bo wiadomo, że jak na sygnale to tylko mafia władza u Ruskich jedzie.
Przyjechali my do tego Smoleńska i od razu do tej fabryki. Kolejka była do Dmitruka jak za komuny za mięchem. Na stołówce przyjmował. Też wie, że lepiej blisko żarełka. Swój chłop. Udało mie się wkręcić i trzeci byłem. Najpierw był u niego jakiś brygadzista, potem weszła sprzątaczka co to podobno ciągle normy przekracza, a potem ja wszedłem. Podagaliśmy, dał mi nawet dojeść jakiś deser który zjadł tylko puł pół połowę bo mu nie smakował. Dali mi nawet czystą łyżeczkę. Ale ja obrzydliwy nie jestem. Jak głodny jestem, to nawet mie to by nie przeszkadzało. Deser był fajny, ale ja to po jedzeniu zawsze zmęczony jestem, więc kazałem szybciorem wracać. Kcieli, żebym się spotkał z jakąś rodziną. Co to ja bende się z nie swoja rodziną spotykał? Mam swoją poustawianą, więc innych do korytka nie dopuszczę, bo pewnie o to im chodziło. A jakby zebrało się im na gadanie, to kiedy do Warszawy bym wrócił? Co ja tam się bende przemęczał. Olałem ich i jeszcze na film zdążyłem do domu.
cdn...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)