Ten weekend miał być „bez ofiar”. Miał to być Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa. Piękne, piękne hasła. I nic więcej. Pół setki osób poniosło śmierć.
Od lat policja z okazji różnych długich weekendów, początków/końców wakacji/ferii, Wszystkich Świętych itd. organizuje nam (?) jakieś akcje „Bezpieczny powrót”. „Znicz” czy inny płomyk. I jak zwykle życie toczy się dalej po swojemu. Kierowcy, nie zważają na te wszystkie buńczuczne zapowiedzi. Chleją ile się da (wystarczy zapoznać się ze statystykami złapanych kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu), łamią przepisy, powodują wypadki i zabijają. A przecież „na drogach pojawi się dodatkowo kilka tysięcy funkcjonariuszy”. I jaki efekt? Żaden. Oczywiście, kiedy np. w okresie Wszystkich Świętych jest tak ślisko i śnieżnie, że samochody poruszają się 20 km/h, a co za tym idzie trudno o wypadki śmiertelne, policja sobie przypisuje sukces. Jak jest sucho i nawet maluchy zasuwają po 100 km/h, w wyniku czego mamy wiele ofiar – wtedy kierowcy są niedobrzy. Zdumiewa jeszcze jedno sformułowanie, które usłyszałem w radiu wypowiedziane w piątek lub sobotę przez jednego z policjantów: „Policja będzie rygorystycznie egzekwować przestrzeganie przepisów drogowych”. I tu chyba tkwi jedna z przyczyn klęsk tych wszystkich niewydarzonych akcji policyjnych. Na codzień policjanci patrzą na wszystko przez palce, więc kierowcy odkrywają w sobie pasje rajdowe, nie przestrzegają przepisów, bo policja patrzy „nierygorystycznie” i mają za nic te wszystkie nic nie dające akcje. Kolejne, poważniejsze i moim zdaniem zasadnicze przyczyny takich tragicznych statystyk jest zupełny brak prewencji, brak szacunku dla prawa i przymykanie oczu na „drobne przewinienia”. Pisałem też o tym w notce POLSKA UPADŁA - PRAWO. Już od przedszkola powinniśmy uczyć dzieci kultury na drodze, promować bezpieczne zachowania w ruchu drogowym. Niczego takiego nie ma. Instruktorzy nauki jazdy uczą jak zdać egzamin, a nie jak kulturalnie zachowywać się na drodze. Kształcą takie bezmyślne automaty, by nie użyć sformułowania „małpy za kółkiem”, byle gotowe do zdania egzaminu, a nie uczą myślenia za kierownicą, nie uczą przewidywania sytuacji na drodze. Podobnie rzecz się ma z egzaminatorami: ważniejsze jest parkowanie, odległość od krawężnika, czy wiedza na temat ile powinno być oleju w silniku, niż kulturalna jazda. Sam przejechałem w swoim życiu ponad 1.000.000 km i nie zapomnę jak podczas kursu na prawo jazdy, widząc stojących przed przejściem, zmokniętych pieszych zatrzymałem się, aby ich przepuścić, na co instruktor warknął i powiedział, że mam jechać i nie zatrzymywać się. Brawo! Dobrze Panie instruktorze, że nie wziąłem Pana uwag do serca. A poziom oleju… cóż, jak zaświeci mi się lampka jadę do serwisu i dolewają…
Ale wypada odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie. Tegoroczna akcja, to kilka tysięcy dodatkowych funkcjonariuszy. Dodatkowych, czyli takich, którzy mają godziny nadliczbowe, pracują w dni wolne. To ogłoszenia prasowe i reklamy medialne. Ktoś wymyślił hasło. Treść całostronicowych reklam. To wszystko kosztuje. Tak na oko 10 – 15 mln złotych poszło w ten weekend z naszych kieszeni na akcję, która nie przyniosła żadnego efektu. Przepraszam, policjanci i twórcy tych wszystkich bzdurnych reklam i haseł dostali zastrzyk pieniędzy. Przyda się przed wakacjami.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)