Chyba nareszcie udało się odtworzyć co działo się na pokładzie TU 154M i jak wyglądały ostatnie chwile feralnego lotu.
Prokurator generalnyAndrzej Seremet w "Kropce nad i" wyjaśnił, że wrak samolotu podzielono do oględzin na sektory. "W pierwszym sektorze, który mógłby być uznany za przestrzeń, w której powinien znajdować się kokpit (...), znaleziono kilka ciał, w tym siedem osób spoza załogi i jedną z załogi" - powiedział Seremet w TVN24. "Chodziło mi o liczbę osób cywilnych" - zaznaczył.
Jaki stąd wniosek? Stosując rozumowanie ekspertów, w tym akredytowanego przy MAK, Pana Klicha, który jest „wewnętrznie przekonany” (pytanie: czy umysłowo, czy wątrobowo, bo skłonności Pana Klicha do kielicha są znane), że generał Błasik był w kokpicie, na pokładzie trwała balanga, a tylko jeden pilot był w kokpicie, reszta poszła bawić się z Prezydentem, który jak już było dzięki Panu Palikotowi wiadomo, był alkoholikiem. Wzorując się na studentach krakowskich, którzy w latach siedemdziesiątych w dwunastu weszli do „malucha”, wpakowało się temu pilotowi do kokpitu jeszcze 7 osób i radośnie podśpiewywało znaną z wycieczek zakładowych piosenkę „Panie szofer gazu”, zmieniając jedynie w treści „szofera” na „pilota”. Oczywiście hałas jaki wywołały te chóralne śpiewy tylu osób na tak małej przestrzeni kokpitu był tak ogromny, że dźwięki te zostały uznane jako nieczytelne i nie można było ich przypisać do konkretnych osób (tak zresztą pisał IES)…
Chyba wszystko gra i jest wyjaśnione. Nawet można podeprzeć się opinią biegłych z IES.
A tak serio… Sformułowania Seremeta „mógłby być uznany”, „powinien znajdować się”, są kolejnym bełkotem z którego nic nie wynika. Ciekawe, czy Panu Przybyłowi postawi się zarzut usiłowania zabójstwa dziennikarzy, bowiem przecież „mógłby być uznany” za mordercę wnosząc pistolet do miejsca do którego wnosić mu go nie było wolno, a także „powinien znajdować się” w położeniu ciała skierowanym w stronę dziennikarzy.
Życie przerosło kabaret…


Komentarze
Pokaż komentarze