Przyznam, że mam już dość. Mam dość polityków, którzy sami będąc w większości nieudacznikami (znane: niech się sprawdzi w biznesie – to o kolesiu jednego z panów z SLD) fałszywie mówią mi co jest dla mnie dobre a co nie. Nie jestem fachowcem, wielkim ekonomistą, ale jakie to ma znaczenie? Ekonomia, to nie jest matematyka, nauka czysta i rządzi się również socjologicznymi prawami. Zresztą… niektórzy twórcy najwspanialszego ustroju (komunistycznego) też byli ekonomistami i mimo iż w rachunkach pewnie im się zgadzało nic z tego eksperymentu nie wyszło.
A więc mam dość, żeby tak troszczono się o mnie i mówiono jaki wiek emerytalny jest dla mnie lepszy. Mam dość aby ktoś fałszywie wspierał w deklaracjach moją firmę, kiedy przepisy powodują, że od 3 lat mam spadek obrotów. Mam dość mówienia mi, że jestem idiotą, bo wybrałem taki a nie inny fundusz emerytalny, a przecież moje pieniądze będą bezpieczne tylko w ZUS. Mam dość zachowania tych nieudolnych polityków „nibytatusiów”, którzy wyjmują mi pieniądze ze skarbonki, bo ja zbieram na książkę, a powinienem na piłkę, aby zrobić przyjemność Tuskowatości i pograć na Orliku.
Może to naiwne, co napiszę, ale marzy mi się prawdziwa reforma systemu emerytalnego, w której każdy odkłada np. 75% (i z każdym rokiem o 1% więcej, aż do 100% za 25 lat) jakieś części swoich zarobków na naprawdę swoje konto emerytalne. Święte i nienaruszalne. Te 25% to w imię solidarności społecznej na tych, którzy są w tej chwili na emeryturze, ale prawa natury są nieubłagane, więc z każdym rokiem jest ich coraz mniej. I nie ma obowiązku płacenia do ZUS. Jak ktoś chce – w porządku, ale powinny powstać różne ĆMUSy inne XUSy i każdy ma obowiązek odkładania części swojej pensji, którą dostaje do ręki brutto, ale tam gdzie chce. I sam się rozlicza. Skoro obywatele RP, potrafią samodzielnie kupić bilet miesięczny, zapłacić za gaz czy wziąć kredyt – mogą również samodzielnie zapłacić składki ZUS. O ileż zmaleją koszty pracy, obciążenia już i tak przygniecionych przepisami pracodawców. Niestety, polityczna banda traktuje mnie i miliony Polaków jako nieudaczników, o których w najmniejszym szczególe trzeba się zatroszczyć. A ci wszyscy decydenci prawni nie widzą ile pieniędzy wycieka, przez wyłudzanie wszelkich zapomóg i zasiłków w różnego rodzaju ośrodkach pomocy społecznej, centrach pomocy rodzinie itd. To my pracujący, ponosimy ciężar – w końcu wyartykułujmy to wprost – leni i cwaniaków, którym po prostu nie chce się pracować i jako sposób na życie mają postawę roszczeniową: państwo ma mi dać bo mi się należy.
Wszystkim czytelnikom Salonu 24 jak najspokojniejszych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!


Komentarze
Pokaż komentarze