Każda właściwie wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego ma historyczne znaczenie, ale najnowszy wywiad dla „Gazety Polskiej” będzie cytowany i analizowany przez co najmniej stulecia (jeżeli Polska przetrwa, wszak płyniemy na „Titanicu”).
A szczególnie akapity „niemieckie”:
„Proszę zwrócić uwagę, że kiedy w Polsce postawi się sprawę jakichś sprzeczności interesów polskich i niemieckich, a te sprzeczności są zupełnie oczywiste, to pojawia się natychmiast duża grupa publicystów czy naukowców-publicystów, którzy nigdzie nie pisząc, że biorą granty niemieckie czy w istocie żyją na niemieckich etatach, wprowadzają czytelników w błąd broniąc interesów niemieckich”.
„Jest potężne lobby niemieckie i, dyskretniejsze może, lobby rosyjskie, będące na pewno w dużej mierze pozostałością naszej trwającej dziesięciolecia zależności i tego, że od tej zależności nigdy radykalnie się nie oderwaliśmy” – doprecyzował Kaczyński.
I skromnie zaznaczył, że gdy rządził PiS, to udało się ograniczyć te złowrogie wpływy: „Nas lobby nie sparaliżowało. Oczywiście byli tacy, także w naszych szeregach, którzy się tych lobby obawiali, zwłaszcza tego zachodniego. Były z pewnymi rzeczami kłopoty, choć nie będę tutaj operował nazwiskami”.
Gdyby pan prezes zaoperował jakimś nazwiskiem, to mógłby zdrowo beknąć w sądzie, bo rzuca najcięższe z możliwych oskarżeń pod adresem naukowców, publicystów i polityków: zdradę Polski za obce pieniądze. Na coś takiego trzeba mieć dowody twardsze, niż swoje wewnętrzne przekonanie, nawet gdy jest to wnętrze takiego giganta intelektualno-moralnego, jak Jarosław Kaczyński.
W tym samym wywiadzie prezes PiS dokonał także zadziwiającego odwrotu na froncie wojny z reżimem III RP. Odwrotu na miarę zawarcia przez Lenina kapitulanckiego pokoju brzeskiego podczas wojny z Jaśniepolakami. Otóż Jarosław Kaczyński powiedział, że jego słynna fraza o „kondominium rosyjsko-niemieckim” to tylko przenośnia.
Co teraz poczną tysiące (jeśli nie miliony) tych zwolenników PiS, którzy traktowali te słowa najzupełniej dosłownie? Czy rubryka „Kondominium” w „Gazecie Polskiej” zniknie, czy tylko zmieni nazwę na „Przenośnia”?
No i co będzie, jak w następnym wywiadzie prezes powie, że z tymi niemieckimi grantami i etatami też mówił tylko tak metaforycznie?
JS
www.PolskaMaSens.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (11)