Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens
539
BLOG

Twarz do polityki

Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens Polityka Obserwuj notkę 2

Uczestnicy reality shows, aktorzy, sportowcy - ciągną do polityki. Znane nazwisko zwiększa szanse na wybór. 

 

Wybór przedłuża sławę. I to nie jest polska specjalność. Najsłynniejszy przykład, to prezydent USA Ronald Reagan, który przez lata był aktorem.


Kompletne wariactwo! Tak odpowiedziałam, gdy zadzwonił do mnie kolega z propozycją od Platformy, żeby wystartować w wyborach - opowiada poseł Iwona Guzowska, była mistrzyni świata w kickboxingu. - Jechałam wtedy pociągiem ze znajomym. Zaczął mnie przekonywać, żeby w to wejść. Zrobiłam listę „za” i „przeciw”. Przyjaciele przekonali, że te „przeciw” da się przekuć w „za”. Tylko 15-letni wówczas syn Wojtek mówił, że „polityka to straszny obciach”. Mimo to wystartowała.


Janusz Dzięcioł, były komendant straży miejskiej, zwycięzca pierwszej edycji Big Brothera, w 2005 roku startował do Senatu jako kandydat niezależny. 28 tys. głosów nie dało mu mandatu. Dwa lata później - już z listy PO - wszedł do Sejmu z 4. miejsca.


Rozpoznawalna twarz otwiera wiele drzwi, z drugiej strony nie zawsze można liczyć na poważne traktowanie - to słowa Krzysztofa Lufta, ale można je przypisać każdemu celebrycie, który wszedł do polityki. - Wygrałam nazwiskiem - nie ma wątpliwości Iwona Guzowska. - Czułam się, jak małpka w zoo. Znajomi dziennikarze mówili, że koledzy się śmieją. - Bolało? - pytam. - Nie łaskotało. 


Celebryci przy pracy

Guzowska zapewnia, że polityczne przepychanki jej nie interesują. - Jestem od pracy. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, ustawa o pieczy zastępczej - to są moje konkretne sukcesy i nikt mi tego nie zabierze.

Nawet syn zmienił podejście. Któregoś dnia z kolegami nagrywali kamerą swoje ewolucje na deskorolkach. Jakiś człowiek myślał, że to telewizja i chciał opowiedzieć o swoich problemach. - Wojtek mu powiedział, żeby zgłosił się do mnie do biura, bo mama jest posłem i pomaga takim ludziom. Byłam z niego dumna.


Janusz Dzięcioł: - Czułem na sobie pogardliwe spojrzenia, patrzono na mnie jak na polityka drugiej kategorii, co to dostał głosy za telewizję, a nie za pracę. Choć posłem zostałem 6 lat po zwycięstwie w BB i byłem radnym.


Bartosz Arłukowicz początkowo także nie miał najlepszej prasy. Co prawda jest znanym w swoim środowisku lekarzem pediatrą, ale w SLD ciągnęło się za nim odium zwycięzcy „Agenta” - telewizyjnego reality show TVN. Prosto z programu, na fali popularności, trafił bowiem do rady miasta. Gdy w 2007 r. kandydował do Sejmu, był już znany bardziej z działalności samorządowej. Mimo to nawet gdy błyszczał w „komisji hazardowej”, w sejmowych kuluarach nadal podśmiewano się, że Arłukowicz to „agent z komisji”.


Idol w partii

Jakub Rutnicki to prawdziwy showman, nie ma ostatnio konwencji czy spotkania Platformy, której by nie poprowadził. Mówi, że bardzo mu się w tym przydaje doświadczenie sceniczne. Jego też początkowo wrzucono do kategorii „pustych celebrytów”. W 2002 roku doszedł do finału pierwszej edycji „Idola” w Polsacie. Wysoki, dobrze zbudowany, nieźle śpiewał i czuł scenę. - Zdarzało się, że dwie godziny siedziałem w jakiejś nadmorskiej kawiarni, rozdając autografy, bo akurat przechodziła wycieczka gimnazjalistek - wspomina z uśmiechem.


Skończył politologię, był radnym, a od r. 2005 – posłem PO. W ostatnich wyborach prezydenckich odpowiadał za kalendarz Bronisława Komorowskiego. 


Jednak w swoim okręgu wyborczym jest znany przede wszystkim jako człowiek-instytucja. Pomógł zdobyć 40 mln na oczyszczalnię ścieków, prowadzi też bezpłatne porady prawne i kursy z przedsiębiorczości. - Kiedyś wszedłem na salę, gdzie spodziewałem się zastać 30 uczniów liceum ogólnokształcącego. Zastałem - 200 chłopaków ze szkoły zawodowej. Na szczęście umiem mówić ich językiem, bo ja też „wyciskam 115 na klatę”.


Sport to trzecia twarz posła Rutnickiego. Grał wyczynowo w siatkówkę, organizuje coroczne zawody Rutnicki Cup. Tam można go spotkać, jak w kąpielówkach przybija banery przywiezione busem. Choć na co dzień zawsze w nienagannym garniturze, widać po nim tężyznę fizyczną. Skąd więc pomysł na śpiewanie? - Na studiach skradziono mi radio z malucha, więc musiałem jakoś wypełnić ciszę - śmieje się Rutnicki.


Ze studia do rządu

Krzysztof Luft, były gwiazdor TVP, który do polityki trafił prosto z telewizyjnego studia, także chciał wypełnić lukę. Przed wyborami samorządowymi 1998 współpracę proponuje Luftowi sztab AWS. - Sympatyzowałem wówczas z tamtą ekipą, więc pomogłem im przy kampanii. To było naruszenie zasad dziennikarza telewizji publicznej, nie zdziwiło mnie więc, że prezes TVP Robert Kwiatkowski mnie wyrzucił. Zabawne było jednak to, że Kwiatkowski sam też był zaangażowany w kampanię wyborczą prezydenta Kwaśniewskiego - śmieje się Luft.


W rządzie Jerzego Buzka znalazło się wiele osób, które nie miały doświadczenia w kontaktach z dziennikarzami. Luft wchodzi w skład zespołu doradczego ds. mediów. Parę miesięcy później został rzecznikiem rządu. - Pamiętam pierwsze spotkanie z szefami polskich mediów. Premier Buzek mnie przedstawił, a zebrani zamilkli, po czym poprosili o dwie minuty, by zadzwonić do swoich redakcji. Chwilę potem mój telefon dzwonił już bez przerwy - wtedy poczułem, że „drzwi się za mną zamknęły”, że przestałem być dziennikarzem.


Aktor na scenie przy Wiejskiej

Jerzy Fedorowicz jest dziś posłem, ale ma za sobą długą i intensywną karierę filmową i teatralną. Po zmianie ustroju angażuje się w aktorski samorząd. W 1993 roku startuje do Sejmu z listy KLD. Osiąga niezły wynik, niestety KLD nie przekracza progu. - Gdy ogłaszano wyniki, byłem w USA. Obraziłem się wtedy na naród, że wybrał postkomunę. Moi amerykańscy przyjaciele uświadomili mi, że na naród nie można się obrażać. Wróciłem więc i zostałem radnym w Krakowie.

Potem Fedorowicz startuje z listy Unii Wolności. Znów się nie udaje. Gdy powstaje rząd AWS, Jerzy Buzek proponuje mu stanowiska podsekretarza stanu. - Nie przyjąłem propozycji. Wydawało mi się, że to jest stanowisko od czarnej roboty, a przecież ja chciałem być kreatorem!


Rozmawiamy w jego sejmowym pokoju. Poseł właśnie wrócił z joggingu. Widać, że jest w świetnej formie. - Głównie zajmuję się pomaganiem ludziom, choćby w fundacji terapii sztuką. Może chciałbym być zawodowym politykiem, gdybym brał pieniądze za piastowanie ważnego stanowiska. A ja tylko pomagam w tworzeniu prawa.


Czasem znane nazwisko to zmarnowany mandat. Sebastian Florek, też gwiazdor „Big Brothera”, został posłem SLD. Pod koniec kadencji okazało się, że jego aktywność właściwie ograniczyła się do tego, że był przywódcą rokoszu w partii.


Co dalej z karierą gwiazd

Krzysztof Cugowski, lider Budki Suflera, został senatorem PiS, ale pożegnał się z partią kiedy PiS stworzyło koalicję z Samoobroną i LPR. Dzisiaj swoją aktywność polityczną uważa za błąd, choć nadal wierzy w PiS. - Niezależnie od tego, że ludzie, z którymi jest mi najbliżej, wykonują najdziksze ruchy, żeby nie rządzić, żeby sobie strzelić w stopę, o czym im mówię publicznie, to nie znaczy, że ja zmienię poglądy - mówi w rozmowie z portalem itvl.pl.


Nie wiadomo jeszcze, ilu celebrytów znajdzie się na listach w najbliższych wyborach. PSL w Warszawie wystawi byłego tyczkarza Władysława Kozakiewicza, tego od „gestu Kozakiewicza” na olimpiadzie w Moskwie w r. 1980. Start z list PO zapowiedział mistrz olimpijski w gimnastyce Leszek Blanik. Niepewne są losy byłej tancerki erotycznej, gwiazdy programu Top Model Marty Szulawiak, która miałaby kandydować z list SLD. Z wypowiedzi liderów Sojuszu można jednak wywnioskować, że nawet wyciskająca łzy historia (modelka twierdzi, że zarabiała w ten sposób, by pomóc chorej matce i wychować siostrę) nie wystarczy, by znaleźć się na liście wyborczej.

 

 

Maciej Gajek

Pragniemy skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka