PiS chce uchodzić za partię, która solidarność wyssała z mlekiem matki.
Kiedy jednak partia Jarosława Kaczyńskiego przekuwa tę iście polską ideę w czyn, wychodzi jej jak zawsze: szczuje ludzi przeciw sobie.
Tak było, kiedy prezes Kaczyński mówił: „My stoimy tu, gdzie wtedy. Oni tam, gdzie stało ZOMO”.
Tak było wtedy, kiedy Kaczyński dzielił ludzi na prawdziwych Polaków, i tych, którzy reprezentują „ukrytą opcję niemiecką” - Ślązaków.
Tak było, kiedy 11 czerwca 2011 r. w Gdańsku odbywała się konwencja PO, a w Warszawie kongres młodych Prawa i Sprawiedliwości. Kaczyński krzyczał: „W Gdańsku i w Warszawie spotkały się dwie Polski. Tam obradują ci syci, cokolwiek gnuśni, z karkami zgiętymi na Wschód i na Zachód (...) I mamy Warszawę, gdzie przyjechaliście wy - młodzi. Tu jest Polska przyszłości”.
W ostatnim wyborczym spocie PiS młodzi, zapewne bezrobotni (chociaż sądząc po stylizacji i ubraniach, wyglądają na całkiem „sytych”) prowadzeni są przez Kaczyńskiego do biurowca. Zapewne idzie o to, by zastąpić tych, którzy już mają pracę, a więc starszych. PiSowska logika zawsze działa podług tego samego schematu: ktoś musi zastąpić kogoś innego, swoi mają wyprzeć obcych, a nowe – zastąpić stare. Taka była przecież istota funkcjonowania IV RP.
Tyle że nie na tym, Panie Prezesie, polega solidarność... Solidarność polega na wzajemności, na przekonaniu, że nie jeden przeciw drugiem, ale jeden z drugim, razem, młodzi i starzy, wierzący i niewierzący, Kaszubi i Ślązacy, możemy budować dobro wspólne. Dziś, w dobie światowego kryzysu ekonomicznego, takiej solidarności potrzebujemy, by razem, poprzez wspólny wysiłek, przez ten kryzys bezpiecznie przejść. Bez solidarności nie ma dobrobytu, nie ma równych szans.
Dosadnie mówił o tym w 1987 r. w Gdańsku Jan Paweł II, który dla Pana Prezesa jest chyba niepodważalnym autorytetem: „Solidarność to znaczy: jeden i drugi (…) nigdy: jeden przeciw drugiemu (…) Nie może być walka silniejsza nad solidarność”.
Pana kampanii spotowej towarzyszy akcja billboardowa. Plakaty z Pana monumentalnym wizerunkiem zdobią dziś całą Polskę. „Premier Kaczyński”, z dopiskiem „Jarosław”, mówi do nas: „Czas na odważne decyzje”.
I tu się z Panem zgadzam. Jest Pan znany z tego, że nie boi się zdecydowanych posunięć. Czy nie sądzi Pan, że naprawdę odważną decyzją, posunięciem, które mogłoby przyczynić się do podniesienia jakości życia publicznego w naszym kraju, byłaby decyzja o rezygnacji z udziału w życiu politycznym?
Taka decyzja spotkałaby się z wielkim szacunkiem. A więc: Panie Prezesie, czas podjąć tę decyzję! Odwagi!
Jarosław Makowski



Komentarze
Pokaż komentarze (33)