Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens
283
BLOG

Męskie granie i szalone susy

Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Odcinek 7 cyklu "Z prawego łoża"

 

Ahoj tam na pokładzie! - słyszymy zewsząd gromkie wołania, które są w istocie prośbą o rzucenie cumy, bowiem codzienność dogoniła naszą dostojnie płynącą arkę, pełną literatury pięknej. Wołają, że na brzegu ruczaju, po którym żeglujemy z takimi sukcesami, wśród plażowiczek w topless i plażowiczów bez spodenek, leżą dwa stuprocentowo aktualne teksty, obok których nie możemy przepłynąć obojętnie. W tej sytuacji kapitan musi uruchomić syrenę, dać do wiwatu swej załodze, i wezwać bosmana do manewrów ościstym bosakiem. Już widzimy, jak ów włochaty, a piersisty mąż, z ogromną fają w zębach, dziubie swym zdumiewającym narzędziem leżące w trawie kartki i oto po chwili mamy na pokładzie wydruk utworu Michała Karnowskiego, pierwotnie umieszczonego na portalu o nazwie „wPolityce” (dnia 19 lipca 2011, godzina publikacji 00:41:07). Tekst ten jest nocnym (jak widać) zapisem kulturystycznym, o pięknej muskulaturze. To tego rodzaju pisarstwo, które z całego serca umiłowaliśmy, jest pomieszaniem patriotycznego biadolenia z wieczornymi marzeniami o sprawach cielesnych. Utwór redakcja opatrzyła rezolutnie fotografią obnażonego do pasa rodaka, z pięknym tzw. „kaloryferem”. Wzbudzony ilustracją Karnowski pisze tak: „Przeglądałem ostatnio z zainteresowaniem zdjęcia z inscenizacji zorganizowanej w rocznicę 601 rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Świetne. A niektórzy rycerze jak prawdziwi. Byłem też w tym roku na jednym ze zlotów fascynatów militariów. Zjechali przedstawiciele wszystkich armii II Wojny Światowej. Umorusani, zmęczeni, wyglądający jak prawdziwi mężczyźni. To fajne, to sympatyczne. To może być wielka pasja, może zarażać historią. Jestem więc za. Ale czy to jest na pewno cała męskość jaką można dziś dać światu? Jest coś zastanawiającego w tym jak chętnie przebieramy się w kostiumy historyczne, by tam szukać przygody, odwagi, męskiego sprawdzenia się.” Ależ nas ucieszyło to wyznanie. A więc przebieranki? Ho, ho! Przebieranki podmęczonych mięśniaków? Mniams! Mundurki? Męskie sprawdzanie się? O, tak! Tegośmy się nie spodziewali, ale Michał Karnowski ma nasze poparcie, chcemy by więcej tworzył w tym właśnie guście, i by napisał dla nas kawałek o sanitariuszkach, albo pokojówkach, pod warunkiem że nie będą za bardzo umorusane. Choć nie, mogą być, niech mu będzie. Nie stawiamy przecież tamy żadnym fantazjom.


Drugi papier dosięgnięty przez naszego bosmana to wydanie pisma „Fakt”, ze znanym już i komentowanym dość powszechnie fragmentem powieści kryminalnej pt: „List do damasceńczyków” (odc. 3 z 14 lipca 2011). Rzecz się dzieje w Izraelu. Autor ma marzenia nieco odmiennie od Karnowskiego, pisze tak:„Wtulił się w jej piersi, małe i jędrne. Westchnęła głęboko. Wskoczył na nią, rozchyliła nogi. Nareszcie, nareszcie – jego całe ciało krzyczało z rozkoszy. Poczuł przypływ radości, że tak łatwo i szybko ją zdobył”. Pisarz ten – co zauważamy, bowiem czytamy wszystko bardzo uważnie – wskakuje inaczej niż Karnowski. Na naszym pokładzie te susy budzą oczywiście szalony entuzjazm. Tym większy, im mocniej uświadamiamy sobie kim jest twórca tej soczystej sceny. To Paweł Lisicki. Jest on naczelnym najbardziej konserwatywnego i antykomunistycznego dziennika w kraju i jednego z największych tygodników, którego tytuł – co wie każde dziecko – musiał powstać z inspiracji twórczej arcykomucha Brunona Jasieńskiego, autora pisma „Nuż w bżuhu”.


Otóż bardzo się cieszymy, że zupełnie na boku, poza swymi ponurymi redakcjami, poza tradycyjną publicystyką misjonarską pan redaktor fantazjuje sobie na temat żydowskiego seksu. Tak bardzo i od wieków intrygującego Słowian. Rzecz jasna krzyczymy z rozkoszy, czekając na równie zgrabnie napisany kawałek o tym, jak to Żydówki mają w poprzek. Musimy tu dać słowo Czytelnikom, że będziemy bardzo starannie śledzić rozwój i twórczość obu tych utalentowanych pisarzy.
Oczywiście przygoda żeglarska z papierami znalezionymi na brzegu siłą rzeczy musiała być krótka. Czas wrócić do naszej pasji, do ładowni naszej arki pełnej druków zwartych, do prozy Bronisława Wildsteina i innych utalentowanych marzycieli.


Nasze wertowanie „Czasu niedokonanego” Bronisława Wildsteina zakończyliśmy ostatecznym domknięciu przez autora koszmarnych lat okupacji komunistycznej. Naturalnie chodzi o koniec komunizmu w sensie bardziej formalnym, niż rzeczywistym. To chyba dla każdego wielbiciela prozy i publicystyki Bronisława Wildsteina jest jasne. Mamy więc rząd Mazowieckiego i związane z nim nadzieje. Ten fakt uruchamia u autora skojarzenia, które mogą być przydatne młodzieży, dajmy na to licealnej, mającej w planach zdawanie matury z historii. Skojarzenie to wygląda pi razy oko tak: „To był czas telewizji. Chociaż i na ulicach działy się rzeczy fascynujące. Jak grzyby po deszczy wyrastały małe stragany. (…) można było kupić najdziwniejsze rzeczy (…) Wybór oszałamiał. Adam (to syn Zuzanny i Benedykta Broków, już jak się okazuje żwawy młodzieniec – przyp. red.) z kolegami wpatrywali się w świerszczyki, pornograficzne pisma. Sprzedawcy nie pozawalali im brać do ich do rąk. Byli za młodzi. Tylko z pewnej odległości, zza pleców oglądających śledzili niedosiężne ciągle obiekty pożądania: kobiety, z którymi można było i robiono wszystko. Niektórzy z kolegów chwalili się pierwszymi sukcesami u dziewcząt, ale nie wierzyli w nie chyba nawet oni. Ważne były same opowieści, prawdopodobnie powtarzane za starszymi, którzy mieli już czym się pysznić. Ważna była sztuka narracji”. Prawdopodobnie autor ma rację, że sztuka narracji jest ważna, czego dowodzi poruszającym opisem, kilka wierszy niżej: „Powietrze tężało, emanowało cielesnością. Lato buchało, a kobiety unosiły się nad brukiem w cienkich sukienkach, klejących się do skóry, w spódniczkach, które z szelestem ocierały się o ich uda. (…) Szły tanecznym krokiem, świadome, rozkwitające w ich spojrzeniach, ale ignorujące je. Szły obok, przez nich, nie dotykając ich, niedostępne”(str. 329). Wypada tu zanotować, że były to czasy absolutnie fantastycznej, przecudnej, falującej, ocierającej się i jędrnej grubej kreski, o czym autor zapomina w uniesieniu wspomnieć. Przynajmniej na razie. Przed nami zatem seks w III RP, i jako ludzie inteligentni uważamy, że muszą się wreszcie pojawić gadżety i gadżeciki.


Stanisław Mancewicz

Pragniemy skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości