Szakale już od kilku dni są niespokojne, wyjąc po nocach opętańczo, choć miesiąc maleńki jak precelek i przez chmury całkowicie zasłonięty.
Nietoperze zniknęły, a maleńka sówka, zwana w Dalmacji ciukiem przestała nocami regularnie emitować dźwięki podobne odgłosom morskiego sonaru. Przyroda wariuje, wzięta w kleszcze tropikalnych burz, a i ludzie otrzymują przedziwne znaki.
Już dobrze, opiszę wszystko akuratnie i bez zbytecznych zawijasów: najpierw śnił mi się poseł Karski. Poseł Karol Karski. Ubrany był zwyczajnie, w panterkę, oficerki i bryczesy, w dłoni dzierżył pochodnię. Coś do mnie mówił, lecz gdy zbliżałem się doń, chcąc usłyszeć, wsiadał w niewielki, odkryty pojazd czterokołowy poruszający się bezszelestnie i odjeżdżał, zatrzymując się po kilkudziesięciu metrach. Biegłem w jego stronę, lecz gdy już zaczynałem słyszeć, on znowu ruszał, tak kilkakrotnie.
Obudziły mnie grzmoty kolejnej nawałnicy. Do świtu byłem niespokojny myśląc nad znaczeniem onirycznych wizji. Czyżbym zbyt mało interesował się krajową polityką?
Rzeczywiście, już miesiąc jestem za granicą. Otwieram czasami internet, lecz dotychczas najbardziej interesował mnie kurs szwajcarskiego franka. Telewizor włączyłem raz, usiłując znaleźć transmisję meczu piłkarskiego Urugwaj kontra Paragwaj, lecz stwierdziwszy jego brak w stacjach niekodowanych, zrezygnowałem ze srebrnoekranowych uniesień.
Pospieszyłem więc uruchomić telewizję, bo jeszcze nigdy nie śnił mi się poseł na sejm RP, a jeśli jakiś w ogóle, to raczej dawniejszy, do parlamentu w Wiedniu. Biegłem więc w stronę szafki, na której stoi telewizyjny zestaw, a im bliżej byłem, tym wyraźniej czułem, że coś tam potwornie śmierdzi. Cuchnący płyn pokrywał dekoder satelitarny, a były to z pewnością kocie szczyny, bo podobny zapach emituje tylko owa substancja, żadna inna. Ależ tak, wychodząc wieczorem zostawiliśmy uchylony lufcik, przez który najwyraźniej wlazł do domu dziki kocur i swym zwyczajem objął we władanie nowe terytorium. Zrobił to tak skutecznie, że nalał również do środka dekodera, psując go kompletnie. Do widzenia TVPINFO, bye, bye TV Polonio, żegnajcie krajowe telewizyjne informacje, żegnaj bijący pulsie naszej polityki. Pozostaje internetowy ersatz, ale tam zdjęcia polityków malutkie, wypowiedzi krótsze. Dlaczego mi to zrobiono i co chciał powiedzieć poseł Karski?
Zaczaiłem się z lornetką na tarasie, by dostrzec sprawcę. Możecie mi nie wierzyć, ale go zobaczyłem. Przechadzał się bezczelnie w okolicznych zaroślach. Dekoder zepsuł mi rosyjski kot niebieski.
Robert Makłowicz




Komentarze
Pokaż komentarze