Odcinek 10 cyklu "Z prawego loża": W strasznym świecie
Młody Adam Brok, już nie jest taki młody. Studiuje ekonomię, sporo chłopak czyta i nieco sztucznie dyskutuje ze swymi akademickimi mistrzami.
Jeden w drugiego żywią zwierzęcą niechęć do polskości, jakichkolwiek wartości, tradycji i wszystkiego, co poczciwe. Nawiasem, te dyskusje dają asumpt do podejrzeń, takich oto, że Adam Brok wraz z polskimi uczonymi są twórcami Wikipedii, bo w ich dyskusjach znajdujemy dużo bardzo encyklopedycznie brzmiących formułek. Dialogi nie są – co łatwo zauważyć – siłą naszego powieściopisarza, już o tym wspominaliśmy.
Ze spraw nam bliższych, warto zaznaczyć, że Andżelika dawno zniknęła, po prostu. Brok z Wildsteinem wykorzystali ją i porzucili. Potem na chwilę pojawia się jakaś Anka. Podobno idiotka, ale skąd jest? Kto to? Cisza. Anka w niewyjaśnionych prozatorsko okolicznościach zachodzi z naszym bohaterem w ciążę, a ciąża zostaje poddana aborcji, co kończy ten mdły związek.
Podany bez krzty wrażliwości fragment o skrobance Anki ma sens. Przecież ta kompletna kretynka głosowała na Kwaśniewskiego. Aborcja jest zresztą detalem w ścieku niegodziwości, którym płyniemy przez wiele stronic tej powieści. Polska jest rządzona przez agentów, gangsterów, dawnych komunistów i dawnych opozycjonistów, którzy teraz ręka w rękę rabują kraj, niszczą patriotów, szantażują, szydzą, piją, i korzystają z państwowych pieniędzy. Co jest zupełnie niezwykłe, autor streszcza przy tym ulubione filmiki polskiej prawicy wrzucone na You Tube’a, widziane przez nas nie raz i nie dwa.
Oto Adam Brok pieprzy to wszystko, pieprzy ten kraj i wyjeżdża na długo do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Chwilowo nie dowiadujemy się, jak mu się tam wiodło. Dopiero co żegna ostro pijącą matulę (str. 382), a już jest z powrotem w Warszawie (str. 383). Harry Potter po prostu. No więc Brok wraca, a tu rządzi – proszę Państwa – Leszek Miller, i wybrano znów Kwasa. W USA jest już po zamachu na WTC. Brok swemu byłemu mentorowi, zwolennikowi Millera, w warszawskiej kawiarni „Hortex” mówi mocno: „Jak możesz zachwycać się, że władzę przejmują ci, którzy prowadzą nieodpowiedzialną politykę gospodarczą? To przecież Kwaśniewski zawetował reformę finansów publicznych i reprywatyzację”.
Wobec tak prowadzonej narracji przestajemy myśleć o tradycyjnym seksie, ale wcale nie zaczynamy myśleć o gospodarce. Choć nie, odrobinkę myślimy, głównie o 34 złotych i 90 groszach (w tym 5 procent VAT), które wydaliśmy na tę książkę.
Zaraz potem wkraczamy w epokę owocnej działalności Instytutu Pamięci Narodowej. Pozwalamy Autorowi z wrodzonymi nam wyczuciem i delikatnością pisać. Zero hamulców i mnóstwo tropów autobiograficznych. To pasja, z którą nie możemy się mierzyć. Tu odpuszczamy. Ale też gubimy się, akcja jest przeplatana wspomnieniami, wyjazdami i powrotami Adama Broka, nie wiemy który jest rok, co kto kiedy powiedział, co kto mówi, jaki jest stopień lustracji i antylustracji, kto się z kim procesuje, i o co. Ojciec bohatera jest raz młodszy, raz starszy, raz jest przed chemioterapią, raz w trakcie, raz umarł, raz żyje. Matka, Dzięki Bogu wciąż pije, i to jest jedyna stała.
Wpadamy w panikę, wyobrażając sobie że czytamy „Czas niedokonany” za pół wieku, za sto lat. Wokół nas stosy lektur uzupełniających, tysiące filmików z „You Tube’a”, wstępniaków redaktora Sakiewicza z „Gazety Polskiej”, artykułów Bronisława Wildsteina z „Rzepy”, miliardy analiz z „Salonu24”. Nie kumamy. Wołamy ducha Balzaka i ducha Manna, by nas duchy te wyciągnęły z tej ogromnej biblioteki za odstające uszy. Wołamy ducha Moniki Lewinsky i ducha Teresy Orlowsky, by przeniosły nas do jakiegoś łóżka z baldachimem, albo na plaże nudystów palących cygara choćby. Niestety. A gdy dochodzimy do zdania: „11 września trwał w Warszawie wiele miesięcy, a może i lat ”uznajemy, że czas na zmianę lektury, i niech to będzie twórczość Rafała Ziemkiewicza.
Stanisław Mancewicz




Komentarze
Pokaż komentarze