Rys. Andrzej Mleczko
Rys. Andrzej Mleczko
Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens
516
BLOG

Sierpień - miesiącem czego?

Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens Rozmaitości Obserwuj notkę 0

W Polsce picie to czyn heroiczny. Niepicie tym bardziej.

 

Tie niusy rozbawiają publikę. Oto policjanci ze Złotoryi właśnie wracali do policyjnego wozu po interwencji, a tu ujrzeli szperających w nim włamywaczy. Mężczyźni zaczęli uciekać, kradnąc z radiowozu… alkomat. Złapano ich po krótkim pościgu, umieszczono w izbie wytrzeźwień i odzyskano urządzenie. Włamywacze byli oczywiście kompletni pijani. 


Boki zrywać – po pijaku ukraść policjantom alkomat! Pewnie by zmierzyć sobie gradusy!
 
Albo: znaleziono leżącego w rowie pod jedną z wsi w północno-wschodniej Polsce 44-letniego Jarosława Sz. We krwi miał 10 promili. Tabloid z zachwytem cytował matkę pijaka, nadając temu wiele mówiący tytuł
 „Nikt nie pije tak, jak mój syn”: „Jestem dumna z syna. Dowiódł, że Polak potrafi. Teraz wszyscy na świecie będą mówić tylko o nim. Nikogo nie będzie obchodzić nasza porażka na mistrzostwach – powiedziała nam pani Regina, podnosząc kciuk do góry, mimo, że z synem nie ma lekkiego życia. – Jarek pije nałogowo od dwudziestu lat, już cztery razy był na odwyku i teraz pewnie znowu tam trafi”. 


I tak w koło Macieju. W Polsce najfajniejszym tematem na imieninach są wspomnienia z cyklu
 „jak to ze szwagrem daliśmy w szyję i co z tego wynikło zabawnego”. Jeśli trzeba coś pośpiewać, to „Pije Kuba do Jakuba”. Największy komplement dla Polaka, to taki, że ma tęgi łeb. A ludowa mądrość (zaczerpnięta z Sowietów) powiada, że kto nie pije, ten kapuś. A jeśli dodać do tego, że nawet epopeja narodowa „Pan Tadeusz” zaczyna się od sławnego fragmentu „Goście weszli w porządku i stanęli kołem; Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem; (…) Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli / i chołodziec litewski milcząc żwawo jedli”, to już jest jasne, że picie wódeczki, chary, gorzałki czy kto tam co chce, jest nie tyle sportem narodowym, ile wyznacznikiem polskości.


Tyle, że w tym samym czasie na drogach w wypadkach giną tysiące ludzi i tu akurat należymy do czołówki europejskiej. Przez długi czas utrzymywano, że to wina stanu dróg. Po części to prawda, ale okazało się, że procentowo najczęściej winni są kierowcy-pijacy. Reakcja? Zaostrzyć prawo! I słusznie, bo wcześniej, jeśli sędzia został ubłagany koniakiem tuż przed rozprawą, mógł uznać, że wypadek spowodowany po pijanemu to nie przestępstwo, tylko wykroczenie. Dziesięć lat temu wprowadzono więc zasadę, że za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu (0,2 - 0,5 promila) kierowca ukarany może być grzywną do 5000 zł i zatrzymaniem prawa jazdy na okres do trzech lat. Przy wyższej zawartości alkoholu sprawa może skończyć się dwuletnim więzieniem i grzywną.
Lecz spokojnie było tylko chwilę. A potem? Jak zwykle weekend w weekend, nie mówiąc o tzw. długich weekendach, giną tysiące pieszych i kierowców.
 


Więc dalej zaostrza się kary: dziś kierowca, który ma we krwi powyżej 1 promila, prócz więzienia i grzywny, do czasu wyroku traci samochód. Prokuratorzy domagają się też zwykle kary bezwzględnego pozbawienia wolności, a nie kar w zawieszeniu i do tego dorzucają wysokie nawiązki na rzecz poszkodowanych. Mało tego: kłopoty mają i ci, którzy przyzwalają na popełnienie przestępstwa (czyli prowadzenie samochodu przez pijanego kierowcę) i nie odbierają kluczyków pijanym, którzy po małej wódce bohatersko chcą zasiąść za kółkiem.
Efekt? Guzik z pętelką. Wypadków po alkoholu więcej i więcej…


Nie, rzecz nie w tym, żeby nie pić. Można. A nawet można z tej okazji robić wspaniałe imprezy (w Niemczech – Oktoberfest, we Francji – Święto Wina). Rzecz jednak w tym, że my nie pijemy – my wypijamy. Wszystko. Powód jest jeden – mentalność Polaka. Na każdym kroku dostajemy w cztery litery. Niby kochamy sport, ale nasi piłkarze przegrywają z kelnerami z Andów. Mamy kapitalizm, ale jak wyjeżdżamy do Irlandii, to od razu wiemy, czym zachodni kapitalizm różni się od naszego. Na każdym kroku czujemy się oszukani – przez los, geopolitykę i szefa.


Zostaje jedno pole, pole ludzi słabych – uchlać się do nieprzytomności. Już kilkadziesiąt lat temu
 profesor Antoni Kępiński zauważył, że jakkolwiek by to nie brzmiało idiotycznie, w Polsce picie uchodzi za czyn heroiczny. I nadal spostrzeżenie to pozostaje aktualne. Nadal jesteśmy dumni z tego, ileż to możemy wypić i co też po pijanemu możemy zrobić. Wciąż pijaków traktujemy pobłażliwie, a doniesienia o rekordzistach kwitujemy uśmiechem. To nas różni od zachodnich społeczeństw, gdzie podobne praktyki spotykają się z potępieniem.


Niedawno przeczytałem taką notkę:
 „Blisko trzy promile alkoholu miał 43-letni kierowca ciągnika, którego udało się zatrzymać po pościgu. Oto policyjny patrol próbował zatrzymać do kontroli traktor jadący z dużą prędkością. Gdy jego kierowca nie zareagował na znaki dawane przez funkcjonariusza z patrolu i przyspieszył, policjanci ruszyli w pościg. Kierowca ciągnika zajeżdżał im jednak drogę, uniemożliwiając wyprzedzanie, a jadące w przyczepce osoby zaczęły zrzucać z niej na drogę cegły przed policyjny radiowóz. Gdy traktorzysta skręcił w polną drogę, jeden z policjantów oddał dwa strzały ostrzegawcze w powietrze, a pojazd uderzył w drzewo i dopiero wtedy się zatrzymał. Jego kierowca próbował nożem zaatakować policjanta, ale został obezwładniony”.
Komentarz internautów?
 


„Bez przesady – to tylko wakacje!”.


Święta prawda. I dla niektórych będą to pewnie ostatnie wakacje w życiu.

 

 

Witold Bereś

Pragniemy skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości