2 obserwujących
31 notek
13k odsłon
525 odsłon

Różnorodność czy samorództwo? A może tylko abiogeneza ....

Arystoteles
Arystoteles
Wykop Skomentuj10



imageAbiogeneza to teoria, wedle której żywe organizmy powstały z materii nieożywionej. Obalona ostatecznie w XIX w., dziś zdaje się odżywać… Czy tylko zdaje się?


Arystoteles (384–322 r. p.n.e.) twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (wskazywał np. na myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, muchy z mięsa).


Z czasem poczęto kontestować obowiązujące dogmaty. Ostrożnie, nieśmiało, z pewną bojaźnią zaczęto zadawać pytania. Czy wiara jest wystarczającym elementem dla uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania, najczęściej niemające przecież związku z istotą wiary?


imageRozwój wiedzy, nauki spowodował, że trwająca 2000 lat teoria arystotelesowskiej abiogenezy przestała się jawić jako rzecz skończona, zamknięta i niepodważalna.


Dopiero jednak w XVII w. jako pierwszy istotę abiogenezy wzruszył Francesco Redi (1626–1697) Francesco Redi. W 1668 r. Włoch opublikował wyniki eksperymentu, które zaprzeczały niektórym tezom Arystotelesa. Czy wiele ryzykował? Jeszcze w roku 1600 spłonął na stosie ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI Giordano Bruno, który nie zgadzał się z teoriami Arystotelesa (a także doktryną Tomasza z Akwinu).

Jeszcze w połowie XIX w. pokutowało przekonanie o samorództwie ropuch i węgorzy. Dopiero Louis Pasteur stwierdził, że samorództwo nie istnieje – nawet w przypadku bakterii.

Minęło 350 lat.
Mamy wiek XXI.
Czy rzeczywiście ludzie odrzucili teorie samorództwa po doświadczeniach Pasteura?


imageWydawałoby się, że w dzisiejszych czasach teorie, że coś może się wykluć z niczego i nagle pojawi się życie z materii nieożywionej, nie znajdą zrozumienia i posłuchu. Zdawało się, że materializm i nauka wypleniły ciemnotę choć w tym zakresie. A jednak okazuje się, że w określonych okolicznościach wielu ludzi z łatwością jest skłonnych powrócić do wiary w teorię samorództwa. W określonych okolicznościach. W pewnym zakresie.


TRZEPOT LIŚCI A JAZGOT PIŁY

Każdy człowiek kocha naturę: drzewa, krzaki, zwierzęta (oczywiście najbardziej te leśne, a najmniej te z obory, czy świńskiego obozu koncentracyjnego, jakimi są współczesne chlewnie).

Jeśli więc ktoś wskaże Kowalskiemu, że Iksiński niszczy przyrodę, łamie krzewy, to go Kowalski przestaje lubić. I w mniej lub bardziej aktywny sposób będzie protestował.

Ale jeśli przez dziesiątki lat wskazuje się Kowalskiemu, że wycięcie drzewa w lesie powoduje szkody, gdyż uniemożliwia w ten sposób bujny rozwój natury? Wówczas Kowalski nabiera przekonania, że ktoś (leśnik i drwal) czynią zamach na jego las, by mu go zniszczyć. Jeśli na dodatek przez dziesięciolecia Kowalski nie słyszy nic innego, to nie należy się dziwić, że nabiera przekonania, że wycinka drzew w lesie rujnuje ojczystą przyrodę.

imageGdy więc tak „przygotowany” Kowalski obejrzy w telewizji reportaż, w którym redaktor Adam Wajrak pięknie naśladuje trzepot liści dębu na gałązkach drzewa oraz szum wiatru w koronach dwustuletniej osiki, z pewnością już do końca życia nie będzie obojętny na jazgot piły motorowej i widok drwala czy leśnika.
W oczach Kowalskiego są to elementy destrukcji ojczystej przyrody, które wprost prowadzą do jej zguby.


APOTEOZA ROZKŁADU

Tenże Kowalski nabiera też przekonania, że tylko zgnicie drzewa w lesie jest wartością, która utrzyma las i ojczystą przyrodę w należytym stanie. Bo przecież redaktor Wajrak mówił o niedopuszczalności wycinki i pokazywał, jak bogaty staje się las, gdy drzewa same gniją i się rozkładają. Czyż nie bez porównania bogatszy byłby każdy zakamarek polskiego lasu, gdyby gniło w nim jak najwięcej drzew? Pan redaktor tak ładnie się przecież kołysał i szumiał na wietrze w samym centrum puszczańskiego matecznika…

Jasne staje się dla Kowalskiego, że gnicie drzew w lesie wzbogaca go, a wycinka i wywóz zubażają. Każda wyprodukowana decha to krzywda Kowalskiego, to zguba jego lasu. A każde zgniłe drzewo to dla odmiany wzrost jego dobrobytu i bogactwa w lesie.

Wystarczyła trwająca mniej więcej dwie dekady niezbyt silna indoktrynacja, by ludzie uwierzyli, że korzyści osiągną nie z pracy i produkcji, lecz ze zgnicia i wytężonej obserwacji tego procesu. By uwierzyli, że butwienie drzew wzbogaci nie tylko ich osobisty i krajowy dobrostan, lecz także pomnaża zasoby ojczystej przyrody.

Aż dziw, że Kowalski nie cieszy się, gdy mu chleb w chlebaku zgnije, wzbogacając jego osobistą różnorodność biologiczną. Jego, żony i jego ukochanych dziatek.


KULISY MANIPULACJI

To rzekome wzbogacanie natury przez ubytek żywych, witalnych drzew i zamienianie ich w próchno, w którym następuje „erupcja nowego życia” i ponoć znaczący wzrost różnorodności przyrodniczej, ma ścisły związek z odradzającą się wiarą w teorię samorództwa.

Jak można wierzyć, że rozkład lasu i drzew oraz przemiana ich w materię organiczną może wzbogacić przyrodniczo las? Ale dla Kowalskiego sprawa jest już jasna i oczywista. Nauczył się od Redaktora.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie