Nadeszło pismo z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Datowane na 19 grudnia 2014. Podpisała je prok. Ewa Ruchlicka. Jest ona Naczelnikiem Wydziału III Nadzoru Nad Postępowaniem Przygotowawczym. Ona właśnie przejęła wszystkie sprawy po odsunięciu prok. Andrzeja Witkowskiego od moich spraw. Informuje mnie ona, że ogłoszony na Salonie24 artykuł "Odwet sędzi Banasiuk za zawiadomienie o przestępstwie?" Zostaje przekazany do prok. Roberta Więckiewicza, Prokuratora Okręgowego w Siedlcach. Może być przekazany z powodu pewnych wątków, głównie nieudostępnienia mi przez prok. Kamila Żmudzińskiego i jego zwierzchniczki bezpośredniej Marii Kempki "dokumentów medycznych" i "dokumentacji medycznej", o której ów Żmudziński wydał postanowienie. Tylko, że akta sprawy są - jak mnie w tym samym piśnie informuje Ruchlicka - aktualnie w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie. Nie wiem zatem po co Pogoda wysyła moje pismo i artykuł do Więckiewicza. Może mają jakieś kolejne śledztwo przeciwko mnie. Mieli jakieś ale nie dali mi dostępu do akt. Może zostanę rekordzistą jako pacjent mający dowody przestępstw w wymiarze sprawiedliwości w śledztwach jakie wszczyna prokuratura przeciwko mnie. Już teraz zacząłem słyszeć głosy, że jestem nieźle nękany przez prokuraturę. W końcu to niezbyt wygodne dla posad sądowo-prokuratorskich ujawnić, że sędzia nakazała wszcząć przeciwko mnie śledztwo w miesiąc po tym jak złożyłem zawiadomienie o udokumentowanym i ze wszech miar prawdopodobnym jej przestępstwie, którego dowód mam w domu. W jednym się tylko zgadzam z opiniami biegłych, że jestem niebezpieczny - tak, jestem niebezpieczny dla posad prokuratorek i sędzi.
Artykuł jednak zawierał dodatkowe dane. Zawierał dane dotyczące biegłych sądowych Sznajder-Borkowskiej i Orzechowskiej-Borucińskiej, które wydały kilka opinii sądowo-medycznych bez badania mnie i dla prokuratura tak "zaocznie" wydały opinię, że jestem chory psychicznie. One posuwały się do stwierdzeń, ze jestem "niebezpieczny dla siebie i innych". Ale już nie wezwały karetki - co nakazuje ustawa o zdrowiu psychicznym - by mnie ochraniać przed sobą samym. Zostałem chorym psychicznie zaraz po faksie prok. Roberta Wieckiewicza do jego żony w sądzie Iwony Więckiewicz. Jest ona prezesem Sądu Rejonowego w Siedlcach. Wieckiewicz faksował do żony, by wykorzystać materiały w procesie o sygn. VII K 932/11. Później nie chciał mi wydać kopii tego faksu i nie chciał mi wydać innych dokumentów, które wysłał zonie. Miała tam być notatka z rozmowy z Prokuratorem Dyżurnym w Prokuraturze Generalnej. Tego dnia nie dzwoniłem do Prokuratora Dyżurnego tylko do prok. Janiny Osieckiej. Mam bilingi i nie dzwoniłem do Prokuratora Dyżurnego. Prok. Osiecka była bardzo zajęta i zostawiłem dyktat u sekretarki.
Sznajder-Borkowska i Orzechowska-Borucińska spisały opinię, że jestem stuknięty. Była ta opinia tak obleśna, że wynikało z niej, ze nie tylko trzeba mnie w kaftan bezpieczeństwa związać, ale niemal powiesić w tym kaftanie. Później przesłuchane w prokuraturze wycofały się. Już nie potrzebowałem leczenia. Mówiły, że ja nie potrzebuję leczenia a kłopot ze mną jest, że ja wiem do kogo skargę napisać. Jedna zaś podkreślała, że ja zażądałem pieniędzy tj. odszkodowania jako pokrzywdzony pacjent. Zostałem chorym psychicznie, bo zażądałem odszkodowania.
Odnotowały w opinii jednak materiały, na których się oparły. Podały moje pismo wysłane do Prok. Andrzeja Seremeta z 20 stycznia 2014 roku. Faktycznie takie pismo wysłałem. Pojąłem wszelkie czynności, by prześledzić bieg tego pisma. Okazało sie, że jedyną osobą, która miała to pismo poza Prokuratorem Generalnym był prok. Robert Więckiewicz. I tu szok. Tego pisma nie miał sąd, dla którego Sznajder-Borkowska i Orzechowska-Borucińska pisały swoją opinię. Na pytanie czy prok. Więckiewicz przekazał to pismo lekarkom odmówił odpowiedzi. W sądzie pisma nie było. Prokurator Generalny zapewnił, że go nie przekazywał lekarkom. Miał je w Siedlcach tylko Więckiewicz. Czy dał je im nielegalnie z pominięciem drogi prawnej? Na to wychodzi. Dlaczego Prokurator Okregowy w Siedlcach właśnie? Bo jako jeydny miał to pismo poza Prokuratorem Generalnym na drodze służbowej. On faksował do żony w sądzie. Bo jeśli nie od niego trafiło moje pismo do lekarek to od kogo?
Artykuł zawiera fragment: "biegłe miały nielegalnie dostęp do jednego pisma - miał je w Siedlcach tylko Robert Więckiewicz. Odmówił podania drogi jak od niego trafiło do biegłych z pominięciem sądu. Spytałem Więckiewicza o to, najpierw pytając wszystkich kto miał to pismo. Miał tylko Więckiewicz. Skąd mialy to pismo z 20 stycznia 2014 roku biegłe Panie Prokuratorze Okręgowy Więckiewicz? Krasnoludki im zaniosły z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach?". I ten fragment oraz opisana kwestia dostępu Sznajder-Borkowskiej i Orzechowskiej-Borucińskiej do dokumentu, który miał tylko Prokurator Generalny i prok. Robert Wieckiewicz jest gestii prok. Andrzeja Pogody, Prokuratora Apelacyjnego w Lublinie.
Czy Pogoda pozbył się problemu wysyłając artykuł Więckiewiczowi? Czy jak go spytam co zrobił w kwestii mojego pisma do prok. Seremeta, które przytoczyły w opinii biegłe a nie mial go sąd, to znowu otrzymam zdawkową i udającą, że nie ma problemu odpowiedź "Odpowiedź otrzymał pan w piśmie, że artykuł wysłano Więckiewiczowi"? A następne pismo odpowie "Już pan otrzymał odpowiedź. Dalsze pisma zostaną pozostawione bez biegu"? Czy tak Pogoda chce zamieść pod dywan nielegalne udostępnienie lekarkom mojego pisma do prok. Seremeta przez swojego podwładnego, Prokuratora Okręgowego w Siedlcach? Gdyby prokuratura była faktycznie organem Państwa to Prokurator Okręgowy w Siedlcach już byłby zdymisjonowany na wniosek swojego przełożonego. Dlaczego nie jest? Więckiewicz popierał Pogodę na stanowisko prokuratora apelacyjnego a Pogoda popierał Więckiewicza na stanowisko prokuratora okręgowego.


Komentarze
Pokaż komentarze