Dokumenty odzyskane. Odzyskałem do nich dostęp. Może ktoś wytłumaczył temu lekarzowi co stanowi prawo. Czy to koniec wojny? Nie wiem. Pozostaje kwestia dlaczego lekarz mógł łamać moje prawa przez ponad trzy lata. Kto mu stworzył warunki ku temu? Ja wskazuję prokuraturę i sąd. To prokuratura pozorowała śledztwa i prowadziła je wszystkie bez zabezpieczenia moich dokumentów z leczenia nerek. To sąd twierdził, że niewydanie dokumentów sądowi nie jest czynem zabronionym. Jest czy nie jest? To ludzie - źli ludzie - w organach Państwa stwarzali warunki do bezkarnego łamania mojego prawa do dostępu do dokumentów. Mojego prawa wynikającego bezpośrednio z Konstytucji. Mojego uprawnienia w sensie prawnym - takiego prawa, którego w żaden sposób nie ograniczył Ustawodawca innymi przepisami. Nerki mi okropnie siadły w tym czasie. Wielokrotne zapalenia nerek. Codzienne bóle. Znowu świństwo wyrosło w nerkach.
Tak bardzo potrzebowałem zdjęcia nerek jadąc do Szwajcarii na leczenie. Lekarz nie wydał mi. Miał je. Od dwóch dni wiem, że je miał. Tyle draństwa prokuratorów i sędziów musiałem doznać. Tyle pomówień od tych ludzi. Nieważne były dla nich moje nerki. Ważne było zatuszować przestępstwa. Także swoje własne. Sędziowskie i prokuratorskie. Mieli jeden jasny cel, by dwie prokuratorki i sędzia nie poszły siedzieć. Realizowali go bezwzględnie.
Pod jednym z artykułów w "Wyborczej" był komentarz "niezły pieniacz się trafił lekarzowi". Właśnie! Jak śmiał "pieniacz" chciec swoje dokumenty! Niewyobrażalne prawda? Tak. Niewyobrażalne dla lekarza, sędziów i prokuratorów tuszujących przestępstwa a domaganie sie swoich uprawnień konstytucyjnych kończy się inwektywami.
Pewne nadzieje na rozwiązanie problemu dostępu do dokumentów miałem ponad rok temu w rozmowie z prezesem Sądu Apelacyjnego w Lublinie Markiem Wolskim. Był zszokowany i nie wierzył, że lekarz nie wydał dokumentacji na żądanie sądu jako organu Państwa. To było dla niego niewyobrażalne. Mniejsza z tym, jak później wyglądała relacja z Sądem Apelacyjnym. Czas jeszcze będzie to opisać i omówić. Dziś złożyłem następujące życzenia sędziemu Markowi Wolskiemu:
Już tak niezależnie od wszystkich spraw powiem Panu, czego bym sobie życzył. Życzyłbym sobie, by prezes Sadu Apelacyjnego był zawsze jednej linii interpretacji prawa. Jeśli nie dowierza, że lekarz mógł nie wydać sądowi dokumentów na wezwanie sądu jako organu Państwa i jest to niewyobrażalne dla niego, to życzę sobie takiego prezesa, dla którego zawsze to będzie niewyobrażalne. [...]
Lekarz teraz porządnie "namieszał" ale nie sobie lecz przede wszystkim sędziom i prokuratorom, którzy byli zbyt gorliwi do uznania, że sądowi można nie wydać dokumentów w sprawie karnej.
Panu i sobie na Nowy Rok 2015 życzę takiego prezesa sądu na poziomie Apelacji, dla którego niewydanie dokumentów przez lekarza sądowi będzie zawsze w sposób niezachwiany niewyobrażalne.
POSTSCRPTUM
Po napisaniu eseju dowiedziałem się, że sędzia Marek Wolski przeszedł w stan spoczynku i nie jest już prezesem Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Szkoda, że na koniec swojej kariery nie był niezachwiany...


Komentarze
Pokaż komentarze