„- Z kim sąsiaduje Rosja?
- Z kim chce!
- A z kim chce?
- Z nikim...”
Rosyjska polityka zagraniczna sprowadza się do kilku prostych (choć niekoniecznie tak prostych jak powyższy dialog) zasad. Jedną z nich nazwałbym zasadą „biblijną” bowiem nawiązuje ona do fragmentu Pisma Świętego: „Kto jest wiernym w małych rzeczach, będzie i w większych wiernym”. Już w czasach carów moskiewskich (jeszcze nie rosyjskich) dyplomaci z „trzeciego Rzymu” żądali od swoich negocjatorów wykonania spraw z pozoru błahych. Tak na przykład za czasów Jana Kazimierza, niedługo po wstąpieniu przez niego na tron, delegacja z Moskwy, zanim przystąpiła do poważnych negocjacji zażyczyła sobie spalenia kilku polskich ksiąg, w których skrzętnie pomijano tytuł cara. Królowi Janowi Kazimierzowi wielce zależało na spokoju od wschodu, bardziej niż na jakichś tam księgach dlatego jego dyplomaci zgodzili się i druki publicznie spalono. Drobiazg? Dla Moskwy sygnał był jednoznaczny – Rzeczpospolita jest słaba, skoro nawet w takich drobiazgach ustępuje. Niedługo potem car Aleksy Michajłowicz, pewien słabości przeciwnika, rozpoczął żmudną wojnę, po której Najjaśniejsza Rzeczpospolita już się nie podźwignęła.
Nie twierdzę, że Putin prowadzi do wojny, jednak sondaż stanowczości polskich władz jest oczywisty i nie trzeba być geniuszem by to zauważyć. Takich przykładów sprawdzania „partnera” przez Rosję można mnożyć, poprzestańmy jednak na zarysowaniu tej metody. Ryszard Kalisz twierdzi, że to poczynania wywiadu są odpowiedzialne za te szykany polskiej historii i polskiej dyplomacji (więc zdaniem tegoż polityka nie ma tu nic do rzeczy), ale Ryszard Kalisz od zawsze lawirował pomiędzy rolami, określonymi przez Lenina, słowami: „Sku****** lub pożyteczny idiota”. Chyba każde dziecko w Polsce wie, że „musi to na Rusi”, tj. że jeśli ktoś coś w Rosji robi to nie przypadkowo, tym bardziej jeśli robią to resorty lub służne zależne od Kremla. Może przypomnimy jeszcze, że gazociąg „Nordstream” może być wkrótce zablokowany przez Szwedów i właściwie jedyni, którzy się jeszcze nie sprzeciwili spośród większych narodów nadbałtyckich to Polacy. Zresztą może o inną stawkę gra Władimir Władimirowicz, to nieistotne.
Rosjanie od zawsze umieli wywierać naciski poprzez sprawy z pozoru drugorzędne, potrafili też na ich podstawie wiele wywnioskować. Czy premier Donald Tusk jest przywódcą, który nie spuści wzroku na surowe spojrzenia ekspułkownika KGB?
Mierzi mnie tylko, że Donald Tusk jest niezwykle stanowczy w tej sprawie wobec... własnych rodaków. „Lepiej, żebym nie musiał po premierze Putinie wystąpić drugi raz” (cyt. z pamięci) – wygrażał się dzielny Kaszub na konferencji prasowej przed polskimi dziennikarzami. Popiera go rzesza pożytecznych idiotów, którym od czasów filmu „Lotna” (opartego na scenach z nazistowskich kronik filmowych) wmawia się, że Polacy zbyt często w przeszłości „wymachiwali szabelką” i „rzucali się z szablą na czołgi”.
Nie będzie cienia przesady w określeniu, że spolegliwość wobec Putina w sytuacji obrażania Polski przez Kreml jest dla Polski poniżająca i oznacza niesuwerenność władzy.
Nie umiem odpowiedzieć sobie tylko na pytanie dlaczego premier i polskie MSZ nie reaguje. Głupota? Strach przed czarnym pasem karate Putina? Teczki polskich dygnitarzy na Kremlu? Rosyjskie lobby? Bo nawet najwięksi przeciwnicy Tuska, z trudem uwierzą, że chodzi o tak piramidalne dyletanctwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)