Czasy poprawności politycznej wyrobiły w masach przeświadczenie, że skrajność jest zawsze zła. Stąd też centrowość w polityce wydaje się być obiektywna, wszak "prawda zawsze leży pośrodku". W ten sposób w ciągu dwustu lat dokonało się całkowite przewartościowane postrzegania ideologii - podczas rewolucji francuskiej to ci najbardziej niezdecydowani, najmniej radykalni, centrowi właśnie - nazywani byli bagnem, dzis zaś przekonuje się, że to własnie w tym bagnie (bo pośrodku) leży prawda.
Jednak Platforma Obywatelska nie jest do końca bezpłciowa, nie jest taka kompromisowa i bezideowa jak mogliby pomyśleć jej przeciwnicy. Zresztą od zawsze ludzie miałcy i bezbarwni - często nie zdając sobie z tego sprawy - popierali ten szeroko rozumiany "postęp", czyli lewackie zrównywnie w dół. Ale ludzie miałcy z Platformy Obywatelskiej świadomie pchają nas w objęcia zrównania praw homoseksualistów i ludzi normalnych. Stąd też projekt PO, która w trosce o dzieci z domów dziecka, chce umożliwić konkubinatom ich adopcję.
Przy tej okazji powtarzają się stałe, antyrodzinne argumenty, że przecież małżeństwa też się rozchodzą, małżeństwa też mają problemy, więc czemu konkubinatom, które właściwie też są jak małżeństwa, odmawiać prawa do adopcji? Nie usłyszymy przy tej okazji w czym konkubinaty są lepsze niż małżeństwa, lub też czym się różnią, bo linią argumentacji jest porównywanie obu rodzajów związków.
Ale jedna różnica pomiędzy małżeństwem a związkiem partnerskim jest zasadnicza - bo w tym drugim problem zróżnicowania płci nie jest podkreślany. Jest to - że się wyrażę jezykiem wojskowości - najsłabsza flanka obrońców tradycyjnego ładu społecznego. Jest to furtka, pierwszy krok do legalizacji małżeństw homoseksualnych, a paradoksalnie jest to inna kolejność postępowania niż w przypadku krajów zachodnich, gdzie prawo do adopcji było zwieńczeniem dotychczasowych starań.
Wszystkie argumenty przeciwników promowania homoseksualizmu łatwo odeprzeć ukutym na potrzeby walki ideologicznej hasłem: homofobia. Najbardziej lubię te odmianę hoomofobii, która stwierdza, że osoby walczące z promowaniem homoseksualizmu same zazwyczaj mają problemy z własną orientacją seksualną.
Jednak logika jest nieubłagana. W XIX wieku toczyła się walka o dekryminację homoseksualizmu - bowiem w wielu krajach był on uważany po prostu za przestępstwo. Najkrótszą drogą ku temu było uznanie homoseksualizmu za chorobę psychiczną - ta bowiem, zwalniała z odpowiedzialności karnej. Karl Kertbeny, XIX-wieczny lekarz był jednym z tym "ekspertów", którzy walczyli o uznanie sodomii jedynie za chorobę psychiczną. Potrzeba było kilku pokoleń dla oswojenia społeczności Zachodu z homoseksualizmem jako czymś prawnie dozwolonym, trzeba było rewolucji seksualnej w połowie XX wieku by w 1973 rokuAmerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne poprzez demokratyczne głosowanie (sic!) stwierdziło, że homoseksualizm nie jest chorobą. Czym więc? Dziś uznajemy to za odrębną "postawę psychoseksualną". Ktoś woli blondynki, ktoś woli piegowate, ktoś inny zaś osoby tej samej płci... Co będziemy twierdzili o homoseksualizmie jutro?
Jak już wiemy walka o równouprawnienie (wywyższenie?) homoseksualistów nie skończyła się. W Holandii, gdzie ten proces postępował najszybciej, obecnie po bojownikach homoseksualnych pojawili się bojownicy o obniżenie z 16 do 12 latwieku, od którego współzycie seksualne jest dozwolone...
Przypadek? Na pewno nie. To może spisek? Nic z tego.
Zresztą o homoseksualizmie innym razem - dość wspomnieć, że owe centrowe bagno, całkiem konsekwentnie otwiera dodatkowe przejścia dla nowego ładu społecznego. Platforma Obywatelska śmiało wpisuje sięw szereg politycznych inicjatyw, które wolniej lub szybciej popychają "rewolucję" w konkretnym kierunku. Na szczęście pierwszym bojownikiem projetu ustawy jest "ekspert", a nie jakiś tendencyjny polityk. Nikt przecież nie odmówi Iwonie Guzowskiej fachowości (nieważne, że jest ona fachowcem w dziedzinie sportów walki, ekspert jest ekspert), w dodatku jest kobietą, a wspomniawszy w programie "Minęła dwudziesta", że pochodzi z rozbitej rodziny to ma dodatkowy argument empiryczny.
W walce o naszą cywilizację trzeba jednak więcej stanowczości.
Jeśli nikt się temu kategorycznie nie przeciwstawi, to teza o teleologii dziejów wyda się całkiem prawdopodobna...


Komentarze
Pokaż komentarze