
ROZKAZ PANIE GENERALE ?
Tadeusz Hypki, ekspert Skrzydlatej Polski zapowiedział szybkie poznanie prawdy o katastrofie smoleńskiej w tym także fakty potwierdzające działanie pilotów pod presją. Wiadomo już, że do chwili katastrofy za plecami pilotów stał w kokpicie generał Błasik - Dowódca Sił Powietrznych Kraju. Potwierdził to wczoraj Edmund Klich - szef Państwowej Komisji badającej przyczyny katastrof lotniczych. Jeszcze nie do końca wiadomo o czym generał rozmawiał z pilotami, ale już sam fakt jego pozaregulaminowej obecności w kokpicie dowodzi ponad wszelką wątpliwośc, że podchodząc do lądowania piloci nie mieli swobody działania. Szkoda w takim razie, ze spada na nich cała odpowiedzialność. O ile dobrze wiem w wojsku nie ma jeszcze tak jak w szlacheckiej Polsce : szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie?
Ważny generał, a dla pilotów wręcz najważniejszy patrzył im na ręce, a więc musiał bardzo dokładnie znać sytuację i wszystkie parametry lotu 101. Czy uzyskaną od pilotów wiedzą o niebezpieczeństwie ladowania w beznadziejnych wówczas warunkach mógł on nie podzielić się z najważniejszym pasażerem tego lotu, miłośnikiem lądowań nawet w czasie toczącej się wojny choćby pod ostrzałem rakietowym ? Gdyby generał chciał aby piloci nie lądowali to na pewno by do lądowania nie doszło - będąc z nimi do końca mógł im po prostu tego zabronić i po sprawie. A skoro stojąc za ich plecami takiego rozkazu im nie wydał to, albo niefrasobliwie milczał czekając spokojnie na pewną śmierć, albo bardzo chciał by piloci jednak lądowali i tego manewru do końca w kokpicie pilnował.
A może generał nie chciał tego lądowania i nie z własnej woli wszedł do kokpitu łamiąc wydany przez siebie regulamin ? Może wysłał go tam z poleceniem najważniejszy pasażer tego lotu, znany w świecie miłośnik trudnych lądowań nawet w warunkach wojennych pod ostrzałem rakietowym ? A może generał wwręcz bardzo nie chciał by doszło do lądowania, bo jako doświadczony lotnik i (dlatego) dowódca wszystkich polskich pilotów dobrze wiedział czym się to musi skończyć, lecz po prostu nie miał nic do gadania bo Lech Kaczyński wydał mu w tej sprawie konkretne polecenie?
Jeśli tak to jeszcze tylko 2 pytania i sprawa jest wyjaśniona do końca.
1.Czy Dowódcy Sił Powietrznych Kraju mógł wydać samodzielne polecenie (bez polecenia lub choćby aprobaty Prezydenta znajdującego się na pokładzie) - Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego?
2.Czy Dowódcy Sił Powietrznych Kraju mógł wydać samodzielne polecenie Zwierzchnik Sił Zbrojnych - Prezydent Lech Kaczyński?
Niestety zmarli nie udzielą już odpowiedzi na te pytania.Pozostaje mieć nadzieję, że jednak coś na ten temat jest w nagraniach czarnych skrzynek, laptopach lub telefonach komórkowych. Na razie musimy jednak zawierzyć Czystemu Rozumowi i ujawnianym powoli faktom. Kiedyś w takich okolicznościach śledczy zadawali pytanie w/g maksymy prawa rzymskiego - cui prodest ? W tych konkretnych warukach można je przetłumaczyć : kto na lądowaniu w Smoleńsku mógł odnieść korzyść, a więc komu mogło na tym najbardziej zależeć ? Najpierw jednak zadajmy pytanie czy na lądowaniu w takich warunkach pogodowych na bardzo lichym lotnisku wojskowym pozbawionym w dodatku nowoczesnego sprzętu automatycznego naprowadzania mogło zależeć jakiemukolwiek zdrowemu na umyśle pilotowi ? Na pokładzie było ich trzech, z generałem Błasikiem włącznie plus doświadczony nawigator. Oni najlepiej zdawali sobie sprawę z ryzyka - czyżby umówili się wszyscy by zginąć w tym locie i konsekwentnie realizowali swój plan ? Na lotnisku w Smoleńsku było jeszcze trzech innych polskich pilotów, przyjaciół załogi lotu 101 z tego samego Pułku, którzy JAKiem 40 wylądowałi z dziennikarzami 40 minut wcześniej. Ci też ostrzegali bardzo wyraźnie, a wręcz dramatycznie apelowali - nie lądujcie, widoczność tylko 200 metrów zamiast wymaganych 1200 !!! Tak samo ostrzegały wcześniej wieże kontrolne w Smoleńsku, Mińsku i Witebsku zalecając natychmiastową korektę lotu - lądowanie na innym lotnisku, lub powrót do Warszawy.
Obydwaj byli Prezydenci - Wałęsa i Kwaśniewski, oraz byli premierzy - Oleksy i Miller twierdzą, że jest absolutnie niemożliwe, aby Prezydent Kaczyński mógł nie zostać poinformowany o tragicznych warunkach atmosferycznychlotu i aby ktoś poza nim mógł podjąć decyzję o opóźnieniu bądź odwołaniu uroczystości w Katyniu. Czy komukolwiek bardziej od Prezydenta Kaczyńskiego zależało na jak najszybszym lądowaniu w Smoleńsku ? To przecież Prezydent uparł się w sprawie drugiej uroczystości w Katyniu i co, miał teraz podwinąć ogon i wrócić bez realizacji zaplanowanej ceremonii ku jego ( !!! ) czci, gdy ściągnął na nie wszystkie możliwe media i 100 vipów ? Gdy Kaczyńscy dowiedzieli się o pierwszej oficjalnej państwowej z udziałem premierów Polski i Rosji w dniu 7 kwietnia, z drugiej prywatnej w dniu 10 kwietnia uczynili sprawę priorytetową. To oni ustalili jak najbardziej nobliwą listę osób zarówno na pokładzie samolotu, jak i czekającej na Cmentarzu Katyńskim. Najważniejsze było bowiem dla nich to, że to miejsce i ta data najbardziej nadawały się na rozpoczęcie jego kampanii prezydenckiej.
Ale czy Prezydent był aż takim ryzykantem by w tych warunkach nakazać jednak pilotom lądowanie? Tu nie musimy wcale domyślać się odpowiedzi - my, a wraz z nami cały świat dobrze ją zna.To przecież ten Prezydent mając na pokładzie jeszcze trzech Prezydentów innych krajów nie zaryzykował karczemnej awantury w czasie lotu do Tbilisi, którą chciał zmusić pilotów do lądowania na lotnisku znajdującym się w głównym obszarze działań wojennych. To on publicznie nazwał wówczas oficerów polskiego lotnictwa tchórzami kompromitującymi dobre imię Rzeczypospolitej. Jednym z wyzywanych i besztanych wówczas oficerów był dowódca załogi Tupolewa który niestety lądował pod Smoleńskiem.
Czym różnił się lot do Tbilisi od lotu do Smoleńska - dlaczego tamci piloci nie ulegli jednak presji Prezydenta i nie wylądowali, a ci jednak tak ? Różnica była tylko jedna, ale jakże brzemienna w skutkach. Na pokładzie samolotu do Tbilisi nie było Dowódcy Sił Powietrznych Kraju, który mógł wydać załodze rozkaz lądowania. Dlatego Prezydent mógł się ciskać z wściekłości do woli po samolocie strasząc załogę " międzynarodową rozpierduchą ", a ci jednak mu nie ulegli. W tragicznym locie 101 do Smoleńska piloci jednak mieli mniej szczęścia - jak już dobrze wiemy za ich plecami do samego zderzenia z ziemią stał generał Błasik - Dowódca Sił Powietrznych Kraju.
Czy w tych okolicznościach można mieć w ogóle jeszcze jakiekolwiek wątpliwości kto i po co generała do kokpitu pilotów wysłał ? Czyżby Jarosław Kaczyński chowając swojego brata na Wawelu za zasłonę majestatu polskich królów, bohaterów narodowych i wieszczów liczył, że tam go już nie dosięgnie karząca ręka ludzkiej sprawiedliwości ? Widoczne znaki na niebie, które zaćmiły niebo nad połową świata w czasie pogrzebu Lecha K., wyraźnie wskazywały że tam na Górze pomysł jego pochówka na Wawelu raczej się nie spodobał. Pan Bóg z zapowiadanych wszystkich wielkich tego świata pozwolił tylko Prezydentowi Rosji uczestniczyć w pogrzebie Prezydenta Polski ( no i Śniadkowi z Solidarności ). Tylko Prezydentowi, któremu Lech Kaczyński wielokrotnie odmawiał szacunku i zarzucał świadomy udział w kontynuowaniu kłamstwa katyńskiego. Obama, Sarkozy, Berlusconi, Bruksela, kanclerz Niemiec, sekretarze generalni ONZ i NATO, premierzy, ministrowie, szejkowie, królowie, książęta, a nawet watykańscy kardynałowie pozostali w domu, lub skorzystali z nagłego wolnego okienka w zajęciach i zagrali w golfa ( Obama ). I jak tu nie widzieć w tym wszystkim ręki boskiej ?
I właśnie wierząc w prawo i sprawiedliwośc, ale nie kaczyńską, tylko Boską czekam cierpliwie na ujawnienie pełnej prawdy o tragedii smoleńskiej i nie ma siły zdolnej temu zapobiec czy przeszkodzić. Prawdy o katastrofie nie zatrzyma żadnymi politycznymi sztuczkami i hochsztaplerstwami ani Kaczyński, ani Macierewcz, ani ojciec Tadeusz ani nawet najznaczniejszy purpurat choćby w roli Reytana pod wawelskim wzgórzem.
W tej sprawie nie ma innego innego wyjścia jak nazwanie Złego po imieniu - żadne lądowanie awaryjne nie wchodzi w rachubę, bo następnego rozkazu nawet generała już żaden pilot na szczęście nie wykona...

polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze