
MATURA W CESARSKO - KRÓLEWSKIM BURDELU.
Zaraz po formalnym zakończeniu stanu wojennego, w 1984 roku miałem szczęście być jednym z twórców filmu o Piotrze Skrzyneckim i Piwnicy pod Baranami pt. PRZEWODNIK. Nie jest to czysty dokument ( chociaż tak ostatecznie został skatalogowany ), na pewno nie jest to wymyślona fabuła - raczej próba zapisu prawdy o najwspanialszym clochardzie i twórcy kabaretu powojennej Polski. Prawdę "in statu nascendi", szczególnie o tak trudnym do zdefiniowania czy określenia człowieku i artyście jest bardzo trudno poznać, a co dopiero utrwalić. Nam też nie w pełni się to udało. Mam świadomość, że film pozostanie w pełni czytelny, a także wzruszający i piękny przede wszystkim dla jego twórców i bohaterów. Pozostał jeszcze drugi zapis - pamięci o tym co działo się przy realizacji filmu, a czego w nim nie widać i tym postaram się wiernie podzielić.
W Krakowie przed 1978 roku ( wybór Polaka na papieża ) było dwóch kardynałów rządzących królewskim Krakowem - Karol Wojtyła na Wawelu i Piotr Skrzynecki w Piwnicy pod Baranami.To Oni Dwaj, każdy według swoich kompetencji i możliwości, określali standardy życia intelektualnego tego magicznego, jedynego nie zniszczonego duchowo i materialnie, najpierw przez faszystów a następnie przez bolszewików, wielkiego ośrodka historii i kultury polskiej.
Piotr Skrzynecki otwierał dla ekipy filmowej każde drzwi normalnie dla tej muzy niedostępne. Bardzo nam zależało na utrwaleniu postaci odchodzącego wówczas powoli wielkiego Polaka i Historyka Sztuki - Profesora Karola Estreichera młodszego, członka jednego z najwspanialszych polskich rodów inteligenckich. Profesor miał szczęście urodzić się jeszcze jako poddany cesarza Franciszka Józefa I Habsburga. Potem był dumnym obywatelem odrodzonej II Rzeczypospolitej i na koniec przyszło mu żyć pod dyktaturą ludu pracującego miast i wsi przyniesioną do Polski na sowieckich bagnetach. Nie musiał na szczęście oglądać na własne oczy hitlerowskiej flagi łopoczącej nad Wawelem. W czasie wojny służył jako oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie będąc m.inn. odpowiedzialny za powrót do kraju zrabowanych skarbów polskiej historii i kultury.To zdjęcie Profesora prezentującego w mundurze majora na Dworcu Głównym w Krakowie odzyskany obraz Leonarda da Vinci- Dama z gronostajem obiegło prasę całego świata. On też odzyskał dla Polski i ukochanego przez siebie Krakowa Ołtarz Wita Stwosza.
Sędziwy profesor mieszkał we własnym domu w uroczym zakątku Woli Justowskiej. Przyjął nas życzliwie, ale z lekkim przestrachem. Jego dom był wspaniałym muzeum pełnym drogocennych pamiątek, a ekipa filmowa to : ciężkie reflektory, długie grube kable, statywy, kamery, sprzęt dźwiękowca no i jednak sporo osób. Jako producent byłem niemniej tym przerażony i przed wejściem udzieliłem wszystkim odpowiednich wskazówek nie do odrzucenia, wiedząc jednak dobrze, jakie szkody może uczynićnieokiełznany żywioł filmowynawet niechcący. Gdy ekipa stanęła na progu salonu, rozejrzała się wokół i dostrzegła kruchą, ale niezwykle dostojną postać gospodarza - stał się cud. Wszyscy zdjęli buty i zamiast, jak to się robi zwykle, ciągnąć jak popadnie ( i przewracając przy tym co popadnie ) kable po podłodze, nosili je wysoko w górze i układali troskliwe jak małe dziecko do snu, aby nie uczynić najmniejszego bałaganu w tym niezwykłym pomieszczeniu.
Profesor opwiadał o swoim życiu przez wiele godzin - ja zapamiętałem szczególnie opowieść o jego maturze, a w zasadzie o świętowaniu jej odbioru. Profesor zdał ją w zacnym męskim Gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego. Gdy odebrał dyplom jak najszybciej pośpieszył do ojca - profesora prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego by pochwalić się uzyskanym właśnie patentem dojrzałości. Ojciec cenzurę dokładnie przestudiował, ocenił ją chwalebnie, poczym wyjął zegarek, sprawdził godzinę i zadał synowi nieoczekiwane zupełnie przez niego pytanie:
- Karolu, czemuś tak wcześnie wrócił do domu i w dodatku sam, bez towarzystwa swoich kolegów ?
Karol spłonił się i wyraźnie unikał szczerej odpowiedzi. Wybąkał jedynie, że chciał jak najszybciej pokazać ojcu świadectwo swojej dojrzałości. Ten nie dawał jednak za wygraną i tonem coraz bardziej zdecydowanym domagał się wyjasnień:
- Więc mów mi zaraz prawdę gdzie są w tej chwili twoi koledzy?
Zrezygnowany i coraz bardziej spłoniony ze wstydu Karol spuściwszy oczy
w końcu wydukał :
- Poszli do... burdelu ojcze...
Gdy z trudem wypowiedział to pełne hańby słowo, miast krytyki i potępienia dla kolegów jakich się spodziewał, Karol usłyszał spokojny, a nawet lekko zdziwiony głos ojca:
- To czemu ciebie tam z nimi nie ma Karolu ? Dołącz do nich niezwłocznie, a po powrocie pokaż się u mnie.
Co rzekłszy ojciec sięgnął do pugilaresu i zaopatrzywszy syna w stosowną do okazji sumę powiedział krótko:
- Powodzenia Karolu
I wyszedł z pokoju. Skonfundowany Karol całkiem ochoczo postąpił zgodnie z poleceniem ojca, bo bardzo niechętnie rozstał się ze świętującą dojrzałość kompanią. A potem już tak dalece przejął się jego zachętą, że w przybytku rozpusty był tej nocy niekwestionowanym królem życia. Do domu powrócił nad ranem w wesołym towarzystwie do pełna nasączonym mocnymi trunkami i dymem cygar, kroczącym przez Kraków z głosnym śpiewem na ustach. Ojciec nie spał. Czekał na niego w bibliotece czytając książkę.Z poczuciem wstydu, świadom swojego upadłego stanu w wyniku doznanych przeżyć Karol zameldował się przed ojcem w najbardziej skruszonej postawie na jaką go byłow tej chwilistać . Ojciec nie śpiesząc się, wszystkimi zmysłami dokładnie ocenił jego kondyncję mentalną i materialną, stwierdziwszy bez trudu duże ubytki w ubraniu i liczne ślady szminek na do niedawna jeszcze śnieżnobiałej koszuli. Zamiast go jednak besztać lub chociaż strofować, uśmiechnął się ciepło, wyciągnął do syna ręce, a przytuliwszy mocno, z dumą w głosie stwierdził :
- Teraz dopiero Karolu zdałeś swój egzamin dojrzałości...
Po latach, gdy mój syn zdał maturę chciałem powtórzyć wielki numer wielkich Profesorów. Ale dokąd go miałem wysłać ? Do bylajakiego kurwidołka pod nazwą agencja towarzyska mieszczącą się w ohydnym mieszkaniu na brudnej klatce schodowej ? Poszliśmy więc na dobrą, zimną ostrą męską wódkę do najlepszego klubu z pląsającymi na bufecie ( beznamiętnie ) nagimi zgrabnymi tancerkami. Czy można to było jednak przyrównać do gruntownego zaliczenia egzaminu dojrzałości przed profesjonalną komisją egzaminacyjną w eleganckim i dostojnym burdelu Cesarsko - Królewskiego Miasta Krakowa?
Pozostał duży niedosyt wiedzy, a na poprawkę nie ma co liczyć...
polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze (1)