
RAZ W RYJA !
Szkoda z nim gadać - wal w ryja i po zawodach.Taki to sposób zakończenia dyskusji zaproponował w słoneczne południe na Monciaku kolega Dzidziuch wspólnikowi od kufla Babolowi opędzającemu się od natarczywego ankietera jakiegoś centrum badania czegoś. Ten szczawiowaty ( zapewne ) student, z wyglądu nie przypominający zupełnie nikogo, za wszelką cenę próbował dowiedzieć się dlaczego kolega Babol zamiast przebywa o tej godzinie w pracy, pogrąża się alkoholowo na pochyłym trotuarze przylegającym do Krzywego Domu.
Widocznie kolega Babol szczególnie pasował ankieterowi do pytań, bo za cholerę nie chciał się od niego odczepić i wciąż powtarzał to samo -" Ale dlaczego pan teraz nie w pracy, niech pan mi powie proszę - dlaczego pan teraz nie jest w pracy, a ja sobie pójdę. Tymczasem kolega Babol ledwo co dowlókł się na Monciak z małego mieszkanka na strychu (z widokiem na morze) w starej drewnianej kamienicy stojącej dumnie przy ulicy Parkowej na samym brzegu sopockiej plaży. Nie przyszedł tu przecież z takim trudem by odpowiadać na pytania jakiegoś smarkacza, ale by zacząć zdrowo i pogodnie dzień od zimnego browarku spełnionego kulturalnie z kolegą Dzidziuchem. Po kilku szybkich łykach z dużym wysiłkiem poszerzał źrenice w czym zdecydowanie przeszkadzało mu zbyt często powtarzane przez ankietera słowo: praca.
Kolega Dzidziuch znający możliwości Babola, chcąc uratować nieświadomego młodzieńca od nieszczęścia, tonem wielkiej troski zasugerował przyjacielowi -" Wal raz w ryja i po zawodach ...." Przybyły na miejsce zajścia patrol policji nie bardzo mógł zrozumieć dlaczego skrwawiony ankieter pozbawiony trzech górnych zębów i ze złamanym nosem może uważać się w tym stanie za absolutnego szczęśliwca i wybrańca losu. Do takiej wersji skutków zdarzenia usilnie przekonywał funkcjonariuszy kolega Dzidziuch przedstawiający siebie jako obrońcę broczącego obficie krwią ankietera, a przyjaciela Babola jako ofiarę molestowania działającą wyłącznie w granicach dopuszczalnej obrony koniecznej. Nie wszystkim bowiem wiadomo, że przypominanie przy browarku koledze Babolowi przedmiotu jego pracy może wywołać fatalne skutki. Jest on bowiem cenionym nocnoklubowym wykidajłą usuwającym w postaci krwistych steków gości przeszkadzających innym wesoło chlać wódę i bawić się z panienkami. Według fachowej oceny kolegi Dzidziucha stan ankietera można więc absolutnie uczciwie i obiektywnie zakwalifikować jako wyłącznie niegroźne otarcie naskórka.
Pozory często mylą - mięśniak sączący w południe browarek na Monciaku też może być uczciwym człowiekiem pracy zasłużenie odpoczywającym po męczącej nocnej robocie. A tego najwyraźniej nie przewidział ankieter ufający zbytnio schematom wykutym na kursie bez jak się okazało niezbędnej do właściwego rozpoznania człowieka bez odrobiny doświadczenia życia nocnego.
A ignorancja ma często bardzo bolesne konsekwencje....


Komentarze
Pokaż komentarze (1)