
CZY JESTEM STRÓŻEM BRATA MEGO ? ( Rdz4,9 )
Po 10 kwietnia przez krótką chwilę uwierzyłem w przemianę Jarosława Kaczyńskiego, gdy oświadczył dziennikarzom, że czuje się odpowiedzialny za śmierć brata, bo namówił go na ponowne kandydowanie na urząd prezydenta, oraz na lot do Smoleńska. Lech Kaczyński był posłusznym wykonawcą woli i wizji brata czego jakże głupi, ale bardzo szczery dowód dał po wygranych wyborach prezydenckich składając prezesowi PIS czołobitny hołd lenny. Gdy więc dzisiaj Kaczyński oznajmia, że prezydent Komorowski jako polityk zależny od Tuska będzie zagrożeniem polskiej demokracji, zajady ze śmiechu po prostu pękają.
Chore relacje polityczne pomiędzy braćmi świat zobaczył w czasie bardzo ważnych negocjacji tekstu Traktatu Lizbońskiego prowadzonych przez Lecha Kaczyńskiego wraz z innymi przywódcami państw UE. Lech co chwilę opuszczał salę obrad i chowając się po kątach, lub boxach toalety wydzwaniał do brata po bieżące instrukcje. Wracał ze " swoim " stanowiskiem na salę, a gdy pojawiał się kolejny problem znowu wychodził, dzwonił, znowu wracał i tak w kółko, aż do białego rana. W końcu Sarkozy i Blair przerwali tę farsę, sami zadzwonili do Jarka i bezpośrednio z nim uzgodnili wszystkie sprawy, chociaż nie miał on do tego żadnej legitymacji konstytucyjnej i tak naprawdę powinien za to wraz z bratem stanąć przed Trybunałem Stanu. W każdym demokratycznym państwie, po takim skandalu prezydent zostałby natychmiast usunięty z urzędu - Lech natomiast dalej siedział spokojnie w Pałacu, jako bezwolna kukiełka w rękach Jarka. Dzięki temu Jarek mógł spokojnie siedzieć w siedzibie PISu na Nowogrodzkiej, lub w Sejmie i osobiście zarządzać sprawami partii i państwa.
Gdy Jarek, wbrew danemu narodowi słowu, zastąpił jednak na stanowisku premiera - Kazimierza Marcinkiewicza, na partyjnym dozorcostwie posadził wiernego mu do śmierci Gosiewskiego. Śmierć dwóch najbardziej oddanych i posłusznych Jarkowi ludzi postawiło go w trudnej, żeby nie powiedzieć beznadziejnej sytuacji. Tak to przynajmnmiej wygląda na pierwszy rzut oka : Jarek wbrew własnym planom musiał usłuchać głosu partii i zgodzić się kandydować na urząd prezydenta wiedząc przecież, że w przypadku przegranej od razu traci partię, a przypadku zwycięstwa co najmniej traci nad nią kontrolę. Jako doświadczony czyściciel politycznych rywali musiał zdawać sobie sprawę, że każdy kto przejmie od niego partię, w krótkim czasie zrobi wszystko, by nawet jego zapach zniknął z pisowskich korytarzy. Partia uczyni swoim patronem jego brata i to niezależnie od tego, czy będzie jeszcze leżał w glorii świętego na Wawelu, czy już po zakończeniu śledztwa smoleńskiego - w grobowcu rodzinnym na Powązkach, jako wypędzony z Wawelu przez liberałów męczennik, także po śmierci. Nawet będąc prezydentem Jarosław nie będzie w stanie nic zrobić - Pałac Prezydencki będzie jego Wyspą św. Heleny, a on wspólnym więźniem Świętego Przymierza POPISu z Tuskiem i Migalskim na czele.
Nowa Konstytucja uchwalona przez te partie sprowadzi Jarosława do roli już nawet nie notariusza, a wyłącznie długopisu, którego każdy będzie używał dowolnie do swoich celów. Być malowanym prezydentem bez realnej władzy za cenę najwyższą - śmierć brata bliźniaka ? Zważywszy na wielkość tej ceny popatrzmy jak opisana sytuacja może wyglądać na drugi rzut oka : Jarosław widząc na początku 2010 roku tragiczne wyniki sondażowe brata uświadamia sobie, że nie ma on najmniejszych szans na ponowny wybór. Zostanie więc nim ktoś z PO co oznacza w ciągu kilku lat realny koniec PISu. PO mając monopol władzy zrealizuje bowiem swoje wyborcze obietnice z 2007 roku i wygra wybory parlamentarne w 2011 taką większością, że będzie mogła nie tylko samodzielnie utworzyć rząd, ale także zmienić Konstytucję. To pozwoli PO rządzić Polską przez co najmniej 25 najbliższych lat - aż do dobrowolnego odejścia z polityki, w takiej czy innej formie, DonaldaTuska i Bronisława Komorowskiego.
Jarosław wie, że aby temu przeszkodzić to on musi zostać prezydentem Polski. Mógłby co prawda startować na prezydenta po upływie kadencji Lecha, ale wtedy miałby minimalne szanse na zwycięstwo. Społeczeństwo odebrałoby to bowiem albo jako walkę bratobójczą, albo jako kontynuowanie nieudanej prezydentury przez drugiego bliźniaka, który de facto ją już i tak od 5 lat sprawował. Jarosław, przy dużych sprzeciwach Marii i Marty Kaczyńskich przekonuje więc jak zwykle brata, żeby oficjalnie ogłosił decyzję o ponownym kandydowaniu na urząd prezydenta. Następnie każe mu lecieć na uroczystości katyńskie obiecując nie tylko swoje uczestnictwo, ale także niespotykanej bizantyjskiej świty nie tylko pisowskich vipów. Tylko Jarosław mógł zapewnić tak reprezentatywny skład delegacji ze strony PISu, innych klubów sejmowych i senackich, wojska, IPN, NBP i organizacji kombatanckich. Jarosław pilnuje, aby w składzie delegacji znalazł się Dowódca Wojsk Lotniczych, którego zabrakło na pokładzie słynnego prezydenckiego lotu do Tbilisi.
Wczesnym rankiem 10 kwietnia Jarosław przyjeżdża do Pałacu i informuje brata, że musi niestety pozostać w Warszawie z powodu stanu zdrowia ich mamy. Lech oczywiście się nie sprzeciwia, chociaż jak zwykle popada w nerwową trzęsiawkę, gdy nagle musi coś zrobić bez obecności brata. Widząc tak silne rozstrzęsienie Lecha, Maria Kaczyńska wbrew wcześniejszym ustaleniom postanawia polecieć wraz z nim do Katynia. Konieczność przygotowania się Pierwszej Damy do podróży powoduje spóźnienie się prezydenckiej pary na wojskowe lotnisko o pół godziny, gdy cała delegacja czeka już na nich w samolocie.
Nie wiemy na razie co działo się na pokładzie w czasie lotu. Wiemy, że fatalne warunki atmosferyczne uzasadniały odwołanie zarówno lądowania w Smoleńsku, jak i uroczystości w Katyniu, oraz natychmiastowy powrót delegacji do Warszawy. 10 minut przed katastrofą Lech rozmawia przez telefon satelitarny z bratem, który wydaje mu kategoryczne polecenie lądowania i zobowiązuje, aby w tej sprawie stosowne rozkazy wydał załodze obecny na pokładzie Dowódca Wojsk Lotniczych. Ze stenogramów lotu TU - 154 wiemy, że w tym właśnie czasie Generał Błasik pojawia się w kokpicie pilotów i już stamtąd nie wychodzi...Co wydarzyło się w ciągu następnych minut wszyscy wiemy.
Jarosław dobrze wiedział, że na fali żałoby i współczucia dla niego po śmierci Lecha, ma realne szanse zostania prezydentem Polski. Musi tylko odpowiednio namaścić zmarłego brata i zmienić dotychczasową niekorzystną o nim opinię w społeczeństwie. Pierwszy cel osiąga przekonując kardynała krakowskiego do pochowania brata wraz z małżonką na Wawelu w pobliżu Pierwszego Marszałka Polski - Józefa Piłsudskiego. Drugi - wystawiając trumny prezydenckiej pary na widok publiczny w Pałacu Prezydenckim, oraz używając ciepłego wizerunku Marii Kaczyńskiej dla pokazania Polakom nieznanej im dotąd postaci brata. Mało przychylne dotychczas Lechowi media prześcigają się w multiplikowaniu jego rodzinnych zdjęć i opowieści dostarczanych im przez Jarosława przy pomocy różnych pośredników.
Poparcie dla Lecha Kaczyńskiego, które przed katastrofą wynosiło zaledwie 25%, w parę tygodni po pogrzebie rośnie do 66% - Jarosław może więc już kandydować na prezydenta jako bliźniak bardzo dobrego i bardzo popularnego w społeczeństwie prezydenta. Przed II turą wyborów zaczyna umizgiwać się nahalnie do postkomunistów, nazywanych już teraz przez niego pieszczotliwie - potrzebną Polsce lewicą. Epatuje elektorat Gierka, teraz nazywanego przez niego komunistycznym patriotą o mocarstwowych ambicjach i najlepszym I Sekretarzem w historii Polski.
Sprytny Jarosław zostaje prezydentem Polski i podpisuje w Magdalence II podział Polski tym razem pomiędzy postsolidaruchów, postkomunistów i postkatolików ojca Rydzyka, rozpędza Episkopat Polski i usuwa z kraju dopiero co powołanego papieskiego legata. Wałęsa, PO i polityczne przystawki wędrują do internatów zarządzanych przez Antka Policmajstra.Prywatne media zostają zlikwidowane, państwowymi rządzi krwawy Jacuś Kurski, a Polska występuje z Unii Europejskiej. Za resztę kasy Chińczycy budują wokół naszych granic polski mur, też widoczny z kosmosu. Cały świat mamy odtąd w dupie i vice versa.
Czy ta druga wersja, po siedmiu miesięcach od katastrofy wydaje się naprawdę tak bardzo szalona ?
polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze (1)