
NIE WPUSZCZAĆ HOŁOTY DO TELEWIZJI...
Dwa dni ciszy wyborczej i od razu zrobiło się w Polsce dużo sympatyczniej. Wystarczyło, że z telewizji zniknęły wszelkiej maści i wiary politycy porażeni wodosłowiem.
CNN czy BBC już od dawna nie traktują polityki jako celu samego w sobie, a wyłącznie jako sposób nowoczesnego zarządzania społeczeństwem, w tym zwłaszcza, systematycznego rozwiązywania jego codziennych problemów. Stacje te zapraszają do studia fachowych komentatorów dokonujących fachowych analiz procesów m.inn. politycznych, społecznych, gospodarczych, religijnych i kulturowych, natomiast nigdy nie zapraszają polityków ! Ci są prezentowani wyłącznie w segmentach prezentujących FAKTY (!!!), czyli dopiero gdy coś istotnego zrobią. Na słowa o faktach, nie ma tam miejsca - coś tak abstrakcyjnego nikogo by nie zainteresowało. Partia Krótki Ogonek, za swoje pieniądze, we własnych materiałach promocyjnych, może deklarować przywiązanie do czego jej się zechce. Jeżeli natomiast złamie prawo, a choćby powszechnie akceptowane obyczaje, organizując np.marsze pod prezydencki pałac z płonącymi pochodniami i nacjonalistycznymi hasłami, składając tam wieńce zmarłym, paląc znicze i montując krzyże w ogrodzeniu - żadna stacja telewizyjna nie zaprosi do studia rzecznika tej partii, by jego bredniami o politycznych wizjach zaćpanego psychotropami szefa, marnować cenny czas antenowy. Na wizji ukaże się krótki obraz demonstracji z komentarzem, że narodowo – faszystowska Partia Krótki Ogonek urządziła nielegalną burdę polityczną, co w pełni uzasadniało użycie sił policyjnych, zatrzymanie organizatorów i złożenie wniosku o jej delegalizację. Żadnej dalszej medialnej historii tej historii. Żadnych polemistów i polemistów z polemistami.
Cywilizowane media nie służą również do załatwiania międzypartyjnych, a tym bardziej wewnątrzpartyjnych porachunków. Każdy polityk, nawet wyjątkowy jełop wie, że oznaczałoby to natychmiastową śmierć polityczną. U nas odwrotnie - liczy się wyłącznie krew przelana przez polityków dla uzasadniania, dewaluowania, relatywizowania, wyśmiewania, czy wulgaryzowania programów, poglądów, lub osób. Słowa, słowa, słowa opisujące plany i hipotezy, wyrażające pomówienia, domysły, oszczerstwa, a przede wszystkim zachwyty nad samym sobą. Politycy godzinami bredzą, co który z nich pomyślał, o co komu chodzi i co dobrego zamierzają nam jeszcze uczynić. W cywilizowanych mediach liczy się wyłącznie to, co już zostało zrobione. Jeżeli więc partie i politycy chcą istnieć w mediach muszą tworzyć ''fakty'', a nie wyłącznie o nich bełkotać. Na to jednak nasi politycy absolutnie nie mają czasu, bo od świtu do nocy muszą ładnie pachnieć i istnieć medialnie.
Jeżeli w Polsce polityków i partie oceniamy według słów, a nie faktów, całkiem logiczne, że u nas tak mało się robi. Skoro media preferują gadających o robieniu, zamiast robiących, logiczne, że premiowana jest wyłacznie medialna osobowość polityka, a nie jego rzeczywisty dorobek . U nas zawsze ma rację mocniej glanujący na wizji. Prawda najczęściej jest wynoszona ze studia na noszach wraz z pobitym. Żeby odnieść polityczny sukces trzeba być medialnym szołmenem, lub choćby oszołomem. Broń Boże rzeczowym i kulturalnym politykiem, bo to się w Polsce w ogóle ( ponoć ) nie sprzedaje medialnie. Chwytliwe cytaty, ciekawe anegdoty i bon – moty są wyżej notowane niż konkretna wiedza. Media hodują więc polityczne spekulacje prowadzące wprost do politycznego hochsztaplerstwa. U nas polityk dobrze sprzedający się medialnie może być wulgarnym, gminnym i cynicznym kabotynem kradnącym biednym rumuńskim dzieciom cukierki na ulicy. Włos mu z głowy z tego powodu nie spadnie, bo on w studio telewizyjnym wytłumaczy uczciwie i szczerze, że zrobił to w interesie głodnego dziecka, któremu jak powszechnie wiadomo słodycze na pusty brzuszek bardzo szkodzą.
W cywilizowanych mediach, polityk wzywający do zakończenia wojny grenlandzko – grenlandzkiej, a następnie brutalnie atakujący zza węgła nie spodziewajacego się niczego złego zaspanego eskimosa, zostanie powszechnie uznany za politycznego bandytę i na wieki wieków spuszczony do politycznego zsypu. I nikogo nie będzie interesować, czy polityk ten ma okres, jakie środki moczopędne przyjmuje i jak tam u niego ze stolcem. W naszych mediach politycy będą miesiącami spierali się do krwi ostatniej, o co tak naprawdę mu chodzi, jaki na to wpływ ma noga, którą powstał z łóżka, lub humor jego kota. Normalnych ludzi w normalnym świecie takie sprawy absolutnie nic nie obchodzą. Żadne okoliczności i tak nie usprawiedliwią szaleństwa polityka, a o jego prawdziwym stanie zdrowia dowiemy się z sekcji zwłok, bo dopiero wówczas będzie to ''fakt'' nadający się do medialnej prezentacji.
Widzę dwa sposoby sanacji tej sytuacji. Wprowadzenie na okres 10 lat stanu ciszy politycznej na terenie całego kraju wraz z restrykcyjną godziną policyjną, bądź całkowite zakazanie występów polityków w telewizji. Znany satyryk Andrzej Mleczko ujął to zwięźlej i ładniej : nie wpuszczać hołoty do telewizji...

polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze